Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nie ma takiego dobra, które powraca złem!
Lucas Paladin:
- Dlaczego Ty Pani i Twa święta siostra jesteście tu na ziemi? Jaki jest w tym cel? - urwał, dostrzegając kłęby dymu. Kiedy Funeris przyspieszył, rycerz pewniej złapał się przyjaciela, aby nie spaść z konia. Niepokój współjeźdca udzielił się również jemu. Był gotów, aby sięgnąć po swoją pawęż i buzdygan w razie ewentualnej walki.
Kinraya:
- Dopóki zło wypływająca z otchłani będzie panoszyć się na tym świecie, dopóty my dzieci Zartata będziemy stali na straży niewinnych, szerząc światłość w sercach istot żywych.
Kinraya również przeszła w kłus dobywając swej niebiańskiej włóczni. Od wioski dzieliło was zaledwie kilka kilometrów niewyraźne zarysy ścian formowały się w zgliszcza i pobojowisko.
Funeris Venatio:
- ÂŚmierć nadchodzi. A my nie jesteśmy na nią gotowi, oni też pewnie nie byli... - powiedział Funeris, chociaż sam do końca nie wiedział w jakim celu. Akurat te słowa przyszły mu na myśl, gdy dostrzegał zgliszcza wioski. Spalone sadyby, dym unoszący się nad pogorzeliskiem. Zapewne gdzieś i martwe ciała.
Cóż za okropieństwa musiały się tutaj wydarzyć, przeszło mu przez myśl. Przyzwyczaił się do śmierci na tyle, na ile do śmierci przyzwyczaić się można. Nie odrzucał go widok martwego ciała, powykręcanych kończyn i wykrzywionych w grymasie strachu i bólu twarzy. Nawet już chyba nie współczuł. Gasił to głęboko, bardzo głęboko. Mało jednak jest osób, które przejdą obojętnie obok spalonej do gołej ziemi wioski, gdzie nie żyli tylko wrogowie, zdrowi i silni mężczyźni, chcący zabijać. ÂŻyły tam również kobiety, żyły dzieci, żyli starcy, którzy swoim doświadczeniem mogli uczyć królów.
Kinraya:
Dojechaliście do wioski Sowie Sady, nad bramą wjazdową wisiały zmasakrowane ciała kobiet. Zostały powieszone w brutalny sposób na hakach wbijanych losowo, raz to w głowę, piersi innym razem w genitalia. Z ciał dzieci usypano wysoki kopiec, na którego szczycie stała włócznia przebijająca ciało bogato ubranego mężczyzny, zapewne sołtysa tej nieszczęsnej wsi. Metaliczny posmak wypełniał wasze usta, smakował gorzko wywołując ból mentalny ogromem rzezi. Kinraya powoli zsiadła z konia zanurzając stopy w błocie powstałym w wyniku rozlewy setek litrów ludzkiej krwi.
- Czasem brak działania jest najgorszym wyborem. Przekonaliście się o tym dziś na własne oczy. Nie popełnijcie drugi raz tego samego błędu.
Lucas Paladin:
To już nie przerażenie, ponieważ rycerz starał się nie okazywać strachu, ale współczucie dla losu mieszkańców kotłowało się w sercu Lucasa. Widok zgliszcz i spalonych ciał nigdy nie był czymś, obok czego można było przejść obojętnie. Rycerz nie mógł przechodzić obojętnie obok zła i przemocy. Słowa Funerisa, odbiły się echem w jego głowie.
- Nie lękajmy się, bracie. ÂŚmierć jest wszędzie, na nas jeszcze nie czas. Gotuj swe serce, swój miecz i swą wiarę. Słudzy Zartata stoją po stronie życia, nie śmierci. - Lucas zamarł na ten widok, który uderzył go w oczy. Omal nie zaniósł się szlochem. Okrutny los. O Zartacie, chroń nas, swoje dzieci!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej