Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nie ma takiego dobra, które powraca złem!
Isentor:
//Starajcie się dokładniej oceniać odległości. Najdalej, daleko etc. niewiele mi mówi, bo nie wiem, gdzie mam teraz wymierzyć waszą odległość od przeciwników. Zakładam więc, że Lucas jest najdalej czyli 13 metrów od demonów, przed nim stoi Fun jakieś 12 metrów od demonów, zaś najbliżej stoi Patty 11 metrów od demonów. Odległości wynoszą tyle, ponieważ pomiędzy demonami a wami znajdował się obszar 10 metrów obszaru ataku deszczu ognia.
Demony potraktowane błyskiem niebios przez Patty rozpadły się niczym posągi ulepione z popiołu. Nefrytowa diablica przerwała zaklęcie deszczu ognia. Biały demon ruszył w stronę Patty będąc 4 metry przed kobietą zionął ogniem. Demoniczny behemot rozpędził się stosując szarżę na Funerisa. Aktualnie znajduje się 8 metrów przed paladynem. Nefrytowa diablica posłała po kuli ognia w stronę trójki paladynów. Ogniste kule mkną w tors rycerzy, aktualnie znajdują się 3 metry przed nimi. Po wystrzeleniu pocisków nefrytowa diablica rozpoczęła tworzenie kałuży lawy pod stopami Lucasa. Rycerz poczuł jak w jednej chwili ziemia pod nim zaczyna zmieniać się w płynną magmę, ma sekundy by zareagować.
Patty:
Przegrupowanie się i rozpoczęcie ataku zajęło demon dosłownie kilka chwil, ledwie zdążyłam zareagować, gdy ruszył na mnie biały demon, zionąc na mnie ogniem. Ponadto kątem oka zdołałam dostrzec mknącą ku mnie kulę ognia, wobec czego niemalże odruchowo użyłam przemieszczenia, pojawiając się nieco z boku białego demona, skupiając energię magiczną i zamykając ją w dwóch słowach inkantacji - Ashush upash! - tworząc wokół siebie ochronną powłokę przeciw ogniu. Demon nadal mógł mnie zranić przy zwykłym uderzeniu, ale teraz żadne zaklęcia z magii ognia nie były dla mnie zagrożeniem. Po wymówieniu zaklęcia zaczęłam się obracać, jednocześnie gromadząc energię pochodzą od samego boga światła, dostępną mi po przyjęciu łaski Zartata. Zgromadziłam moc i uwolniłam ją, momentalnie zmieniając się w dziwaczne tornado. Z dobytym kiścieniem runęłam wprost na demona.
//użyte umiejętności: przemieszczenie, tornado pożogi, zaklęcie: "ochronny balsam".
Funeris Venatio:
Funeris szybko schował miecz do pochwy, gdy zmaterializował się za grupką demonów. Te momentalnie ruszyły z miejsc, mknąc na zakonników, nie dając im czasu na przemyślenia i roztrząsanie niedawnych wydarzeń. Poeta kątem oka dostrzegł, że spora kula piekielnych płomieni zbliża się do jego ciała. Nie czekając, nie myśląc - przemieścił się. Zdematerializował swoje ciało, przeniósł je kawałek po kawałku w inne miejsce i pojawił się tam, gdzie spojrzał. A spojrzał akurat pod nogi demonicznego behemota, który na niego szarżował w opętańczym ataku. Mając w pamięci początek walki z poprzednim takim wielkoludem, Funeris podczas pojawiania się w nowym miejscu sięgnął do pasa po swój kiścień i rąbnął nim na odlew, płasko, na wysokości swoich ramion, odwracając się w stronę demonicznych nóg, które właśnie powinny go mijać.
Isentor:
Biały demon uniósł się na dwa metry ku górze dzięki skrzydłom unikając tornada pożogi Patty, będąc w powietrzu ponownie zionął strumieniem ognia w paladyna. Rozpędzony przy szarży behemot ledwie poczuł atak Funerisa, uderzenie wyrzuciło broń paladyna wytrącając ją z jego rąk na odległość 8 metrów. Demon wyhamował ponad metr za Funerisem klękając na jedno kolano oparł ciężar na rannej nodze, by drugą zadać cios kopytem kopiąc od tyłu. Kopyto uderzyło w kirys na plecach rycerza doszczętnie niszcząc zbroje i łamiąc mu 6 żeber.
//Czekam teraz na Lucasa, bo jak przeskoczę akcję dalej skończy w kałuży lawy.
Funeris Venatio:
//A Rigor Mortis? Stoją i czekają?
No i ten... wredne to było! Nie dałeś nawet czasu na reakcję, nie mówiąc o tym, że 6 żeber mi złamałeś!
Bo już to, że na takiej przestrzeni (metr), to on nie miał prawa złamać mi żeber, a zatrzymać się przy takiej szarży to już w ogóle. On waży 500 kg, istnieje coś takiego jak zasada bezwładności...
Nie wiedział jakim cudem, ale zgubił kiścień. Przecież był świetnie wyszkolony w posługiwaniu się tą bronią, posiadał niemałe umiejętności, które nie powinny doprowadzić do takiej sytuacji. Przecież to tak, jakby uderzył w cokolwiek - czemu niby miałby stracić broń, którą uderzał? Nie wiedział. O innych sprawach nawet nie myślał.
Chyba złamało mu kilka żeber. Poczuł straszliwe uderzenie, silne ukłucie w boku i usłyszał jakby cichutkie chrupnięcie. Srebrne blachy wgięły się, a on poleciał kilka kroków zgodnie z kierunkiem ataku behemota. Widział gdzie potoczył się kiścień, więc ruszył od razu w tamtym kierunku. ÂŚwietnie zdawał sobie sprawę z tego, że żadnym innym orężem ani zaklęciem nie uda mu się zranić tej przerośniętej bestii, więc ponowne chwycenie kiścienia do ręki było kluczowe. Zahartowane ciało sprawiało, że nie czuł jeszcze straszliwego bólu, który powinien drastycznie go spowolnić. Rana krytyczna tego typu nie oddziaływała na niego, poza tym buzująca w żyłach adrenalina dopełniała całości. Funeris biegł najszybciej jak tylko mógł, by pochwycić kiścień i znów móc walczyć. Zdawał sobie sprawę z tego, że powinien znaleźć się teraz poza zasięgiem ramion i nóg demona, więc chociaż przez chwilę czuł się... bezpiecznie? Nie, to na pewno nie. Gdy już dopadł do broni, pochwycił ją i od razu odwrócił się w stronę, gdzie stała bestia. Na pewno szykowała się do jakiegoś ataku. On też już wiedział co powinien zrobić, jednak potrzebował informacji a propos położenia przerośniętego, zmutowanego nieczystą siłą króliczka.
//Do wyprowadzenia ataku potrzebuję informacji na temat jego położenia i ruchów...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej