Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nie ma takiego dobra, które powraca złem!

<< < (68/96) > >>

Patty:
Widząc nadciągające demony aż westchnęłam, wnosząc na krótką chwilę oczy w miejsce, gdzie powinny być niebiosa. Starałam się polecić mą duszę Zartatowi, by przyjął mnie do siebie, gdyż sytuacja była naprawdę nieciekawa. Odetchnęłam raz jeszcze i momentalnie skupiłam się na walce, sięgając po pistolety. To arcydzieło krasnoludzkiej techniki bardzo mi się spodobało, było dużo lepsze od łuku. Co prawda zasięg kulał, ale tutaj powinnam dać sobie radę. Odciągnęłam oba kurki jednocześnie, celując prosto w głowy ogrzych demonów. Zadanie było proste, celowałam idealnie po lufach broni, a demony wygodnie stały w jednej linii. Wypuściłam nieco powietrza z płuc i pociągnęłam za spusty, kurek opadł na krzesiwo, iskry padły idealnie na panewkę, powodując zapłon prochu. Pistolety plunęły ogniem, a żelazne naboje zmierzały idealnie ku głowom ogrzych demonów. Szybko wsunęłam bronie do kabur i cofnęłam się o krok, jednocześnie generując energię magiczną. Choć było to cholernie trudne w sytuacji takiej jak ta, przywołałam pozytywne emocje, o których tylko zdołałam pomyśleć i połączyłam je z  magią, przekuwając wszystko w jeden czar.
- Izeshar upishosh! - wykrzyknęłam, posyłając błysk niebios prosto w demony stojące w drugiej linii. Następnie wykorzystałam strzępy energii, które mi zostały i rzuciłam na samą siebię łaskę mocy - Anosh!

//Podsumowując, dwie kule prosto w łby ogrzych demonów plus błysk niebios w demona/demony stojące w drugiej linii - to te o wdzięcznej nazwie demon - plus zaklęcie łaska mocy.

Isentor:
//Dawajcie podsumowania przeciwników w postach, bo robi się chaos. 3 ogrze demony miały być, pomyliłem się w statach. Nie pisałem, by demony wychodziły z szeregu i atakowały samotnie.

Gorn wyrwał się z szeregu rycerzy i samotnie popędził na ogrze demony, ponieważ nieustannie stały one u boku swych braci i sióstr z otchłani. Po przeprowadzeniu karkołomnej walki i zabiciu kilku demonów Gorn został pochłonięty przez płomienie, którymi zionął w niego biały demon. Ogień strawił odzienie nieszczęśnika, nie oszczędził również skóry dotkliwie topiąc jej warstwy momentami nawet do kości. Z ciężkimi oparzeniami zewnętrznymi, oraz oparzeniami płuc Gorn Valfranden opadł na posadzkę. Z daleka ciężko było stwierdzić czy jeszcze dycha, w każdym razie nie ruszał się. Demony w tym jeden ranny osobnik, biały demon oraz demoniczny behemot otoczyli nefrytową diablicę tworząc okrąg. Każdy z nich przyjął pozycje defensywną. Nad waszymi głowami zaczęły tworzyć się chmury burzowe, które miast piorunami wypełnione były ognistym żarem.

 




Funeris Venatio:
Pożoga. Wszędzie ogień i płomienie. Funeris bezradnie przyglądał się, jak jego towarzysza broni trawią płomienie. Nic nie mógł zrobić - ruszyć się, by mu pomóc, odciągnąć demona, nawet odciągnąć jego, by nie robił nic głupiego. Za późno... Gorn Valfranden, paladyn Bractwa ÂŚwitu, najprawdopodobniej stracił właśnie życie. Zakonnicy nie mogli teraz nawet odciągnąć na bok jego dogorywającego, stopionego ciała, gdyż sami naraziliby się na zabójczy atak białego demona, lub któregoś z jego pomniejszych pobratymców. Gdy pierwsze uderzenie serca przebrzmiało, nad ich głowami znowu pojawił się ogień. Burzowe chmury wypełnione płomieniami i diabelskim żarem - deszcz ognia. Potężne zaklęcie, które miało ich spopielić, przygnieść, zmiażdżyć, zabić, zmasakrować. Miało zabić. Nefrytowa diablica, która skryła się za kordonem demonów. Behemot, biały demon i te dwa pospolite, z czego jeden ranny. Funeris wiedział, że musi uciekać z tego miejsca. Obrócił się w stronę wojowników z Rigor Mortis.
- Deszcz ognia, uciekajcie na prawo! Spierdalać! - Poeta zastosował manewr obmyślony przez pewnego człowieka, który znał się na psychologii tłumu. Gdy krzykniesz do kogoś, żeby uciekał, to ten zazwyczaj najpierw będzie się rozglądał, by zobaczyć przed czym każą mu uciekać. A wtedy często już jest za późno. A jak kazać ludziom spierdalać, to bezzwłocznie to właśnie robią - spierdalają.
Venatio również spierdolił. Ruszył kilka kroków do przodu, złapał sztylet wbity w garguli łeb, potencjalnie pakując się na demony. W chwili, gdy mógł zostać zraniony przez któregoś, ponieważ mógł znaleźć się w zasięgu, przemieścił się. Przemieścił się w miejsce, które było najbardziej oddalone od niego na wprost, a które mógł zobaczyć. Dlatego biegł do przodu - żeby zwiększyć widoczność kuli światła unoszącej się nad jego głową i widzieć miejsce, gdzie zaraz się zmaterializuje. Znalazł się na pewno dziesięć metrów za demonami, pewnie nieznacznie nawet dalej. Całe jego ciało w jednym momencie zniknęło i pojawiło się na powrót w obranym punkcie, cząsteczka po cząsteczce składając się w postać dorosłego człowieka w pełnej zbroi i z mieczem w ręku.
Szybko obrócił się w stronę przeciwników i rzucił na siebie łaskę mocy. Zebrał energię magiczną ze swojej duszy, skierował ją odpowiednio i połączył z łaską Zartata. Intensywnie wyobrażał sobie wzmocnienie swojego ducha. Moc spłynęła na niego i wzmocniła na moment jego moce magiczne. Katalizatorem zaklęcia była inkantacja Anosh.

Lucas Paladin:
Lucas skorzystał z rady Funerisa. Zamierzał spierdalać. Zwłaszcza, że nie miał ani broni dystansowej, ani zaklęć, ani niczego, czym mógłby chociaż postraszyć małą armię demonów, z którą przyszło się mierzyć dzielnym zakonnikom. Tym gorzej dla niego, że jeden z nich aktualnie się fajczył i to dosłownie, a żaden z adwersarzy nie powąchał jeszcze kwiatków od strony podłoża. Istotnym czynnikiem spierdalania było to, że nie patrzyło się, w którą stronę należy spierdalać. Lucas więc wpasował się we wzór i skierował się na prawo od swojego obecnego położenia i JAK NAJDALEJ, od wielkiej chmury wyczarowanej przez Nefrytową Diablicę. Lubił deszcze, no ale kurwa bez przesady! Deszcz miał z założenia orzeźwiać, tutaj spodziewał się co najmniej ocieplenia klimatu i dorobienia się paru kolejnych blizn, poza tą, którą już nosił na szyi. Trzymając pawęż i Zwiastuna w pogotowiu czekał wyraźnie na ruch demonów. Bardzo prawdopodobne było, że skoro drużyna się rozdzieliła, uwaga potworów skupi się teraz na jednej osobie. Lucas w duchu modlił się, że to nie będzie on.

Patty:
Widząc nadciągający deszcz ognia momentalnie rzuciłam się w leowo, by uniknąć dosć przykrej śmierci. Widząc płonącego Gorna nic już niestety nie mogłam zrobić, z tymi obrażeniami nie miał szans na przeżycie. Przesunęłam się możliwie najdalej od zasięgu zaklęcia i sama wygenerowałam nieco energii, skupiając ją w jedno, proste zaklęcie - Izeshar upishosh! - wyszeptałam inkantację, kierując ją prosto na rannego demona. Huknęło, potężny błysk uderzył wprost w demona, po czym skierowałam wzrok na drugiego demona, powtarzając inkantację - Izeshar upishosh! - po czym uderzył kolejny słup enegii. Nie miałam tutaj zbyt szerokiego pola manewru, zatem powtórzyłam po raz trzeci zaklęcie, chcąc dobić drugiego demona - Izeshar upishosh!

//Uderzyłem błyskiem niebios w rannego demona, po czym dwoma błyskami w całego demona. Mam 6 inkantacji z czaru łaska mocy

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej