Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nie ma takiego dobra, które powraca złem!
Funeris Venatio:
- Witaj, Patty. Wyglądasz, jakby coś Cię trapiło - powiedział Funeris, spoglądając na dziewczynę. Zasiadła bez słowa, pozdrawiając wszystkim jedynie skinienie głowy. Możliwe, że to kwestia zbliżającej się wojny, tej wszechobecnej zawieruchy, która miała zawisnąć nad nimi i nie wypuścić już ze swoich straszliwych łap.
Gorn Valfranden:
Gorn który stał obok wejścia, rozmyślał.- Hmm... Moja wizja dotyczyła tak strasznych rzeczy, czyżby nadchodząca wojna, chyba tak, jeśli moja wizja się spełni będzie katastrofa. Rozmyślając Gorn był nieobecny, nie reagował na wołanie go, jego wzrok zatrzymał się na jednym punkcie i nie ruszał się. Nawet nie mrugał.
Funeris Venatio:
Nikt jednak Gorna nie wołał. Megalomania.
Poeta jeszcze raz przeanalizował słowa anielicy. Kultyści, demony, zjawy, miłość, krew, braterstwo... Temat na standardowy epos, w którym opiewano by bohaterskich rycerzy ratujących wątłe i piękne niewiasty. Należało odróżnić ziarno od plew, by zaraza nie rozlała się na obszar całego królestwa Valfden. Funeris Venatio jeszcze nigdy nie spotkał demona, prawdę powiedziawszy, to nie miał zamiaru tego nadrabiać w najbliższym czasie. Wiedział jednak, że do takiej konfrontacji może dojść, prędzej czy później. Z boską pomocą Zartata wojownik jest zdolny do czynów wielkich, o których układano pieśni. Paladyn Bractwa głęboko wierzył, że gdy nastanie godzina próby, on będzie gotów.
- "Przypadek? Nie sądzę", jak mawiał klasyk - powiedział Poeta, cytując Mariusza Maxa Kolonkę, sławnego myśliciela i kronikarza dawnych królów i władców. - Rozumiem zatem, że masz opracowany jakiś wstępny plan działania, czcigodna Kinrayo? Udamy się na miejsce, zbadamy sprawę i spróbujemy ją zakończyć? Raz na zawsze, by plaga ta nie powróciła już nigdy do królestwa istot prawych.
Gdzie ten Lucas?, pomyślał Funeris. Jeszcze chwila, a będą zmuszeni ruszyć bez niego. Musi się spieszyć.
Lucas Paladin:
Wtedy zjawił się i Lucas. Niemalże w pełnym rynsztunku, jedynie trzymając hełm pod pachą. Prawą część szyi zdobiła rozległa blizna po oparzeniach wywołanych przez magiczne zabezpieczenie księgi, na twarzy malował się spokój, a krok miał iście rycerski. Słyszał bowiem, iż sama Kinraya, siostra Zariel, wyżej postawiona w hierarchi anielic boskiego Zartata. Tym bardziej obowiązkiem Kanclerza było się pojawić przed jej obliczem, ciekaw był bowiem, czego oczekuje Pani Kinraya. Ukłonił się nisko przez anielicą, skinął głową w kierunku Patty, Funerisa i Gorna i rzekł:
- Pani Kinrayo, Twoje oślniewające piękno Cię wyprzedza, siostro, bracia. - po czym znów zwrócił się w stronę służebnicy Zartata - Jakież to zadanie nas czeka, Pani?
Funeris Venatio:
- Witaj, Lucasie. Bałem się, że nie dotrzesz. - Paladyn wstał i uściskał prawicę Kanclerza. Wskazał ruchem ręki jedno z wolnych krzeseł i zaprosił zakonnika, by ten zasiadł z wszystkimi. Po krótce wyjaśnił mu o czym rozmawiali wcześniej, by rycerz "był w temacie", jak to mówią.
- Szlachetna Kinrayo - zwrócił się do anielicy, która zaiste emanowała pięknem - jesteśmy już chyba wszyscy. Nie sądzę, by ktoś jeszcze zdołał przybyć na nasze spotkanie. Co zatem zamierzamy zrobić? Jaki mamy plan działania?
//DarkModders się pytał, czy może dołączyć "na szlaku". Zważywszy na to, że nam chyba wypadnie inna droga niż jemu na jego obecnej wyprawie, decyzja należy do Isentora.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej