Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nie ma takiego dobra, które powraca złem!
Kinraya:
- Demony.
Funeris Venatio:
Lakoniczność i pragmatyzm anielicy mógł wydać się nieco okrutny, lecz taką istotą Kinraya po prostu była. Demony zginęły, zniknęły z tego świata, a dwójka pozostałych towarzyszy odnalazła swoją drogę do Sowich Sadów i znowu wszyscy byli w komplecie. Funeris podniósł swój srebrny sztylet, otarł go o spodnie i włożył za pas. Podbiegł szybko za Lucasem do człowieka i zobaczył scenę, w której ten powiedział co wiedział. Wskazał na swój pierścień. Okrągły, z kilkoma rubinami, niewielkimi jednak. Dziwne ornamenty zdobiły powierzchnię wokół wygrawerowanej czaszki. Poeta podniósł ów pierścień i zważył go w dłoni. Nie wiedział, czy ma się spodziewać czegoś konkretnego.
Smocza Góra. Tak nazywał się pagórek niedaleko jego rodzinnego miasta, gdzie bawił się za młodu. Odnaleźli tam kiedyś jakieś kości, najpewniej psie, czy wilcze, ale dziecięca wyobraźnia podpowiadała, że to pozostałości po smokach. Na północ stąd, jak twierdziła Kinraya, znajdowało się miejsce, które tak właśnie się nazywało. Tam należało szukać odpowiedzi.
- Urządzimy im godny pochówek? Nie zdążyliśmy spalić ciał.
//A ja Cię lubiłem, Gorn. "Kiedy znalazł Lucasa i Kinraye podszedł do nich (...)". No fakt, mnie tam nie było, nie napieprzałem się z demonami, nie ratowałem Lucasowi tyłka. :P Zapamiętam sobie.
Lucas Paladin:
- Tak, zróbmy to. Ten makabryczny widok przyprawia mnie o dreszcze. Nie zasłużyli sobie na taki los. Nikomu takowego nie życzę, no, może za wyjątkiem tych demonów. - Lucas w zadumie spojrzał na rozpłatanego trupa, który zdążył przekazać odpowiednie wieści, w głowie znów pojawił się obraz stosu ciał ułożonego przed wejściem do wioski. Mężczyźni, kobiety, dzieci. Nie oszczędziły cierpień nawet bezbronnym, a pewnie zwłaszcza bezbronnym. To było coś, czego Lucas nigdy nie rozumiał, a widział w dzieciństwie, kiedy bandyci spalili wieś, w której się wychował. Na własne oczy oglądał bezsensowną śmierć, śmierć za nic. Bo ktoś miał gorszy dzień, ochotę na pieniądze, na gwałt, na mord. O Zartacie, jakże ciężkim próbom poddajesz serca swych rycerzy.
Nastrój poprawił mu przynajmniej widok Patty i Gorna, a szczególnie Patty. Piękna mścicielka i ulubienica rycerza. Teraz wyglądała jeszcze piękniej niż zawsze. Jednak czas na podziwianie urody swojej siostry z Bractwa nadejdzie w odpowiedniej chwili. Teraz należało przede wszystkim przygotować pochówek i wyruszyć w kierunku Smoczych Gór. Lucas przywitał Patty uśmiechem i eleganckim ukłonem i starał się przenieść ciało świeżo zabitego na reszte stosu.
Kinraya:
- Dobrze prawisz, zajmijmy się godnym pochówkiem dla tych nieszczęsnych dusz. Nim jednak zabierzemy się do pracy, ten pierścień Funerisie. Pokaż mi go.
Funeris Venatio:
- Proszę, oto on - powiedział Poeta, wręczając element biżuterii anielicy Kinrayi. Ta odebrała go i schowała w zamkniętej dłoni.
Funeris pomógł Lucasowi przetransportować martwe ciało rozwłóczonego człowieka na duży stos, który znajdował się na głównym placu wioski.
- Później zabajerujesz, teraz uważaj, żeby mu wnętrzności nie wypłynęły - powiedział takim jakimś dziwnym tonem. Nie miało to tak zabrzmieć, zmitygował się. Ach...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej