Nie czekając na Anette ruszyłam szybkim krokiem w kierunku miejsca w którym zostawiłyśmy konia. Czyli gdzieś przed "Dziarskim Kaczątkiem". No i stał sobie tam, skubiąc sobie spokojnie kępę trawki. Zaczęłam ostrożnie w kierunku tego stworzenia. Nie za bardzo wiedziałam jak obchodzić się z takimi stworzeniami. I pomyśleć, że mieszkałam na wsi! Zrobiłam ostrożny kroczek w kierunku tego stwora. A ten przechylił głowę i dałabym sobie uciąć swoją, że zrobił minę pełną politowania, a może i z nutką groźby. Coś w stylu: "Zjem Cię". W każdym razie ja wzięłam się w garść i zrobiłam kolejny krok, a potem jeszcze jeden i w końcu od samego konia dzieliło mnie już tylko kilka kroków. Zrobiłam jeszcze więc malutkie dwa i wychyliłam się aby chwycić lejce z jak najmniejszym ryzykiem. To... stworzenie jednak też zaczęło się pochylać w moją stronę. Popatrzył na mnie tymi swoimi wielkimi ślepiami i zaczął obwąchiwać mi rękę. Szybko ją cofnęłam. Koń prychnął. Dostrzegłam w tym prychnięciu nawet nutkę sarkazmu o ile jest to możliwe. Przełknęłam ślinę. Dawaj Aaria. Nie bądź baba. Nie boisz się przeciwników spragnionych Twojej krwi, a polegniesz na walce z koniem? Próbowałam sobie sama dodać otuchy. Zaczęłam robić kolejne podejście. Koń jeszcze bardziej przechylił swój łeb, obserwując moje poczynania. Tym razem moja ręka dotarła do lejc bez większych problemów. Poprzysięgłam sobie, że po powrocie do miasta, zapłacę komuś tam, aby nauczył mnie jazdy konno. Albo przynajmniej obejścia z tymi stworzeniami. Nie ma co. Ten ktoś będzie miał ze mną dużo roboty. Tymczasem zaczęłam spokojnym krokiem iść w kierunku magazynu. Koń niechętnie ruszył za mną, spoglądając tęsknie za kępką trawy. Po kilku krokach zaryzykowałam obrócenie się i dalej szłam już przodem. Nawet już zaczęłam się rozluźniać (poczułam wtedy jak spięte były wszystkie moje mięśnie), gdy zaraz coś mi stuknęło w plecy. Zatrzymałam się znowu cała spinając się przy tym. Nie obróciłam się, ale byłam pewna, że ta bestia się tam szczerzy za moimi plecami. Odczekałam kilka sekund i ruszyłam dalej. Na szczęście droga była krótka i zaraz byłam na miejscu. Nie miałam już sił na nic. Rzuciłam tylko: -Gotowe. Róbcie co ma być zrobione i ruszamy.