- Korzenie drzewa z pewnością siegają głęboko - zadumał się. - Kiedy wpadliśmy w waszą pułapkę, podążaliśmy ścieżką od jeziora. Wcześniej widzieliśmy na nim plamę krwi. Może to ma jakiś związek z tym, w jakim stanie znajduje się ono teraz. Drzewo odciągało plugawe soki z jeziora i to doprowadziło do... - zmieszanym wzrokiem spoglądał na plątaninę szarych korzeni niknących w gąszczu ciemnej trawy. Usilnie starał się znaleźć jakieś dobre określenie tego, co widział właśnie na oczy. Najlepszy byłby eufemizm.
- Tego - skończył zrezygnowany. - Tak czy siak, podążyliśmy za śladem krwi i dotarliśmy do ciemnej jaskini. Wewnątrz niej kryła się paskudna bestia, która wyszła o zmroku ze swojego siedliska, ale nie wiedzieć czemu, spłoszyła się. Myślę, że powinniśmy to zbadać.