- Kolegę, to żart na wieczór kawalerski. I to ty wparowałeś do nas, wyciągając miecz, nie my do Ciebie. Opuść to miejsce. - Człowiek stał niewzruszony, twardy jak skała, miecz trzymał przed sobą na wysokości piersi. Widać było, że ręka mu się nie męczy, mięśnie ma mocne, chwyt pewny, stabilny, wyuczony. Znajdował się pięć metrów w linii prostej, minimalnie na lewo. Tauren stał w tej samej odległości, bezpośrednio na wprost. Nadal się nie ruszał i nie podejmował żadnej akcji.