Tereny Valfden > Dział Wypraw
Miękki niczym skała
Funeris Venatio:
Szybko zbliżająca się pochodnia przepłoszyła niezidentyfikowane coś. Jest kilkanaście minut po północy, a Szeklan stoi w miejscu największej degradacji muru totalnie sam. Nie mógł dostrzec tego czegoś, co uciekło. Nie spostrzegł tego nawet.
DarkModders:
Stal na srodku w ciemnosciach. Lekko wyciagnal toporek by miec jak go w razie czego pod reka. Czekal na dalszy rozwoj sytuacji
Funeris Venatio:
Lecz nic się nie stało. Panowała głucha cisza, lekko wiał nocny wiaterek, który nieprzyjemnie chłodził. Jedynie paląca się pochodnia rozświetlała teren wokół, na kilka metrów, gdyż księżyc skrył się za chmurami i nie rozświetlał ziemi. Szeklan dostrzegł dosłownie kilka śladów więcej. Małych, o trzech pazurkach. Zaczynały się w losowych miejscach i zaraz znikały, jakby coś, co je zostawiło niespodziewanie wyparowało.
Z muru posypało się kilka kamyczków, które upstrzyły trawę. Ktoś widocznie majstrował tutaj w ciągu tych kilku godzin, kiedy Szeklan zmierzał do Rogera.
DarkModders:
-Ktos tu byl- powiedzial sam do siebie sprawdzajac mu reka. Po tym odwrocil sie od muru i odszedl z trzy kroki od urwiska wtedy dostrzegl swieze slady, ktore byly odbite na ppodlozu. Szeklan podszedl pod nie i przykucnal przygladajac sie nim. Po tym wstal i ruszyl do Rogera. Teraz jednak patrzyl za siebie czy ktos nie wylini sie z ciemnosci. Po kilku minutach bylem juz w polowie drogi do wiezy. Szedl kilka metrow od urwiska.
Funeris Venatio:
Jakimś nienazwanym cudem Szeklan usłyszał chrobotanie za sobą. Dochodziło ze sporej odległości, było ledwo słyszalne.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej