Tereny Valfden > Dział Wypraw
Raport specjalny - kopalnia żelaza
Canis:
Raniony mieczem wilk leży niezdolny do poruszania się, otrzymał rany organów wewnętrznych miedzy innymi rozcięty żołądek. Kona w męczarniach krztusząc się krwią, która zalała już cały żołądek. W tym samym czasie jednak drugi wilk nie uciekł, wręcz przeciwnie, zastosował atak przewracanie na tobie wyskakując zza ranionego wilka. Wilk przewrócił cię na ziemię i zamierza wgryźć się w twoje ciało.
2x Wilk
Thor ibn Odyn Grom:
Gdy się przewróciłem, upuściłem też mój miecz. Nie mając przy sobie broni, nie mogłem nawet próbować, choćby zranić wilka. Nie wiedziałem co robić, jak mam się uratować z tej nieciekawej sytuacji? Gdy wilk miał już się we mnie wgryźć, postanowiłem wziąć się w garść i zrzucić z siebie tego wilka. Wilk gdy mnie przygwoździł, nie mógł mi obezwładnić rąk, więc gdy tylko wilk zawył, by cieszyć się zdobyczą, chwyciłem go rękami i zrzuciłem go z siebie. Mając chwilę, zebrałem wszystkie siły i stanąłem na równe nogi. Wilk zrobił to samo. Gdy obaj byliśmy już na równych nogach, chcieliśmy się dowiedzieć, kto to wygra. Obaj byliśmy równo zmęczeni, lecz wilk miał kły i pazury, a ja nie miałem jeszcze szansy zabrać swego miecza z ziemi, postanowiłem więc podjąć ryzyko i zabrać miecz który leżał około 3 metrów od wilka. Dzieliło nas aż 7 metrów, więc wilk miał sporą przewagę, ale skoro to ryzyko mogło się opłacić, postanowiłem odebrać swój miecz za wszelką cenę. W akcie desperacji, rzuciłem się do swego miecza, lecz wilk mnie ubiegł i zakrył sobą miecz. Zdawał się rzucać mi wyzwanie, wydawało mi się, że chciał mnie sprowokować do walki, której nie mogłem wygrać. Lecz był on przeciwnikiem, z którym dobrze się walczyło, więc nie chciałem szybko kończyć tej walki, ale niestety musiałem. Wiedziałem, że raport z kopalni jest pilny, więc rzuciłem się na wilka i przewróciłem go, w ostatniej chwili łapiąc miecz koniuszkami palców swój miecz. Udało mi się go złapać i wymierzyć go prosto w leżącego wilka. Mając miecz, postanowiłem zabić tego wilka, by już nie mógł nic poradzić na to, że odejdę prosto do kopalni. Mierząc cios prosto w serce, postanowiłem uderzyć już teraz i nie mieć już zmartwienia przez resztę drogi. Używając całej siły wbiłem miecz prosto w serce wilka, gdy wilk był już martwy, wstałem i odszedłem kawałek, by zabrać nadal żarzącą się jeszcze pochodnię z drogi.
Canis:
Drugi wilk o którym zapomniałeś rzucił się przed ciebie stając bokiem i warcząc. zakrył ci drogę do pochodni.
1x Wilk.
//W ładny sposób zabiłeś jednego wilka, ale zapomniałeś o drugim... Nie uwzględniłeś jego ruchu w ogóle...
Thor ibn Odyn Grom:
--- Cytat: Salazar w 20 Marzec 2014, 20:10:12 ---Raniony mieczem wilk leży niezdolny do poruszania się, otrzymał rany organów wewnętrznych miedzy innymi rozcięty żołądek. Kona w męczarniach krztusząc się krwią, która zalała już cały żołądek.
--- Koniec cytatu ---
/// Po tym myślałem, że już się wykrwawi.
Gdy wilk przede mną stanął zauważyłem, że krew bardzo poważnie z niego cieknie. Nie chciałem aby zginął, ale nie chciałem też, żeby się męczył. Podszedłem do niego niepewnie, ale gdy byłem już blisko usłyszałem jak warczy, ale to warknięcie było inne, było jakby czymś pomiędzy warknięciem, a jękiem. Słysząc to, zwróciłem się do wilka z pytaniem?
- Biedaku, czy mam cię zostawić na pewną śmierć, czy zakończyć twe męki tutaj?
W odpowiedzi usłyszałem warknięcie, ale nie to które wcześniej, tylko prawdziwe warknięcie, którym wilki przywitały mnie jako swą zdobycz. Po tym już wiedziałem, że ten wilk chce zginąć w walce, jak prawdziwy wojownik. Z całych sił które mu pozostały wilk próbował się na mnie rzucić, wiedziałem, że to już ostatni atak jaki był w stanie wykonać ten wilk. Chcąc, by on nie cierpiał, uderzyłem gdy tylko wylądował na ziemi, atak poszerzył mu ranę, i przeciął mu większość żył i tętnic. Postanowiłem nie patrzeć na to, jak ten biedak się wykrwawia do samego końca, odszedłem z tamtego miejsca, chwyciłem pochodnię z drogi i odszedłem. Lecz gdy byłem już jakieś 20 metrów od tego miejsca, postanowiłem się odwrócić i zobaczyć te wilki ostatni raz. Nie mając już konia, postanowiłem iść i nie marnować czasu, ponieważ miałem jeszcze dosyć spory kawał drogi.
Canis:
Szedłeś i szedłeś, a czas mijał bardzo powoli.
Gdy zacząłeś się zbliżać zauważyłeś, ze wokół gór rozciąga się piękna polana, jej zwieńczeniem były rozpoczynające się górskie masywy. wokół jednego ze stromych zboczy stał duży drewniany fort grodzący zejście do wnętrza kopalni, broniący terytorium kopalni a zarazem zapewniający pewne bezpieczeństwo tego punktu wydobywczego. Zbliżając się do tego fortu zobaczyłeś jak dwunastu strażników kopalni zdjęło kuszę i jak jeden maż wycelowali w ciebie. Najpewniej by zestrzelić w razie próby napaści... Po chwili na bramę wszedł grubaśny krasnolud z bujną, rudą brodą po czym zaczął się do ciebie wydzierać:
- Kim ty do cholery jesteś! Czego tu chcesz łachmyto!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej