Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzienniki demonologa I: Przebudzenie Zapomnianych
Mogul:
Oczko nie był przekonany co do słuszności usłuchania się dziwnej isoty, ale stwierdził, że tak będzie i lepiej, i bezpieczniej. Jednak... Jak to zawsze bywa musi coś pójść nie tak.
- Albo nie, półmartwi przydacie mi się bardziej. Wszystko wydarzyło się w błyskawicznym tępie, matka roju doskoczyła do Oczka, który nie zdążył nawet wyciągnąć broni. Starał się jednak instynktownie zasłonić twarz ręką by uniknąć poważniejszych obrażeń. Te i tak były rozległe, cięcie szponami było na tyle mocne, że skróciło orka o dłoń. Nawet Dragosani nie zdążył zareagować, w jego stronę zostało posłane sześć kościanych ostrzy, które przeszyły mu na wylot płuca. Wampir zakrztusił się krwią i zapadł w ciemność.
Dragosani:
Wbrew pozorom Dragosani zdążył zareagować. Była noc, a on był wampirem. I Bestią. Zanim ostrza dosięgły jego piersi, gdy tylko zobaczył pierwszy ruch stworzenia, zareagował. Zdążył rozszerzyć oczy w zszokowaniu z szybkości ataku. Może niewiele, ale zawsze coś. Oczywiście nie uchroniło go to przez dostaniem szponami w pierś, wprost w płuca. Padł na ziemię, krztusząc się. Potem zapadł w ciemność.
Mogul:
Obudziłeś się w ciemnym pomieszczeniu, jednak Twoje wyczulony zmysły od razu pokazały Ci pomieszczenie w którym się znajdujecie. Była to świątynia, zbliżona do tych z legend o śniącym. Miałeś związane nadgarstki zawieszone nad głową będąc przy ścianie. Rozlądając się po lewo mogłeś dostrzec trójkę innych ludzi przywiązanych i skrępowanych. Po prawej stronie zauważyłeś tylko Oczka, który dalej był nieprzytomny. Jego rana dosyć mocno krwawiła, był na wykończeniu. Naprzeciwko siebie znajdowały się też przejścia, jedne ze świątyni do jaskini a drugie prowadziły w ciemność. Gdy spojrzałeś przed siebie ujrzałeś na podłodze wielki okrąg, na którym znajdowało się pięć czar. Były dosyć specyficzne, bowiem zamiast płynu lub płomienia dostrzegłeś tam lewitujące serca.
W pomieszczeniu znajdowała się trójka strażników oraz ta miła kobieta którą niedawno spotkaliście. Ta, będąc przy ostatnim człowieku po lewej stronie zaprowadziła go do okręgu, po czym poderżnęła mu gardło. Upadł na posadzkę a jego ciało natychmiastowo zgniło. Całe pomieszczenie zatrząsło się a Matka roju zbliżyła się do kolejnej osoby. Była coraz bliżej Ciebie, a Ty nie miałeś się jak uwolnić. Kajdanki założone na Twoje ręce cisnęły i musiałeś się z nimi trochę poszamotać. Rozważałeś możliwość zmiany w nietoperza, ale w Twoim obecnym stanie było to zbyt ryzykowne. Wpierw musiałeś wypić krew.
Dragosani:
Drago obudził się. I wcale nie spodobało mu się to co zobaczył. ÂŚwiątynia, rytualne składanie ofiar i oprawczyni tychże ofiar zbliżająca się do niego. No i kajdany. I rana w piersi. Spojrzał na okrąg pośrodku. Pięć czar. I pięć serc. Przypomniał sobie co mówił Oczko o rytuale. Westchnął cicho. Coraz mniej mu się to podobało.Oddychać jako tako mógł. Wciąż była noc, a on pił krew kilka godzin temu. Jego wampirza regeneracja działała. Ale rana sama w sobie była dość poważna, więc nawet te właściwości jego ciała raczej nie mogły zadziałać tak szybko. Chyba, że napiłby się krwi. Wtedy regeneracja byłaby natychmiastowa. Zerknął na bok, w stronę Oczka. Jego rana smakowicie krwawiła. Miło byłoby się do niej dostać. W sumie mógłby, gdyby tylko nie te łańcuchy. Szarpnął je, chcąc wypróbować ich wytrzymałość. Po przemianie w Bestię wszak udało mu się wyrwać z łańcuchów.
Mogul:
Coś drgnęło, jednak Cię nie uwolniło. Oprawczyni dalej kontynuowała, wzięła kolejną osobę. Ta również umarła w podobny sposób, lecz nic więcej poza tym się nie stało. Podeszła teraz do ostatniej osoby przed Tobą przyglądając Ci się uważnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej