Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dzienniki demonologa I: Przebudzenie Zapomnianych
Mogul:
- Są teraz w rozsypce, nie zebrali tutaj całych sił, dlatego właśnie nasza trójka, a raczej teraz nasza dwójka powinna sobie dać radę. Jeszcze nie wszyscy się przebudzili. Ale wiesz Dragosani, i tak mamy szczęście. Nocna straż miała też inne zadanie. Pilnować rozród Zapomnianych, istoty podobne do pająków, które sztucznie stworzyła moja rasa. Na szczęście Zapomnieni...
Wcześniej:
Khan porządnie się zdenerwował, przez co wpadł już w dziki szał i nie zważając na kolejne wstrząsy zaszarżował na Strażnika. To było jego zgubą, nie zauważył jak ziemia się rozdziera. Gdy zderzył swój miecz ze Strażnikiem ziemia pod nimi zapadła się. Ork zaczął spadać, jednak w locie zdołał przeszyć serce nieumarłego. Myślał, że to jego ostatnia walka, ponieważ dalej spadał i nie wiedział co go czeka na dole. Schował broń na plecy, co okazało się dosyć trudne do zrobienia przez fakt, że nabierał prędkości. Zdawał się lecieć wieczność, chociaż tak na prawdę były to tylko sekundy. Przez te sekundy przeszło mu przez głowę całe jego życie aż... uderzył w wodę. Był cholernym szczęściarzem, bo trafił na jakiś poddziemny nurt. Teraz płynął jak mu się zdawało w dół. Przez jakiś czas siłował się z naturalnym żywiołem próbując nie krztusić się wodą. W końcu z wycieńczenia zemdlał.
Ocknął się po nie wiadomo jakim czasie, będąc już na twardym lądzie. Drugi raz miał wielkie szczęście, że rzeka wyrzuciła go na brzeg. Ale radość ustała od razu gdy poczuł głód oraz gdy ujrzał ten widok, którego nie zapomni do końca życia. Tunel w jaskini rozciągał się wiele kilometrów i pokryty był pajęczyną, na której znajdowało się nieskończenie wiele jaj.
Drago i Oczko:
...wymarli, wszystkie insekty nie zostawiając ani jednej sztuki przy życiu.
Dragosani:
Wampir słuchał z uwagą. Przez całe swoje życie nie zwracał szczególnej uwagi na orków. Znał tę rasę głównie z ich wojowniczej strony, z historii ich wojen i podbojów. I bezpośrednio z pół bitewnych. Jednak nie miał wielu okazji poznać historii tej rasy z perspektywy jednego z orków. Oczywiście wnosiło to wiele nowego do dotychczasowej wiedzy.
- Z twoich słów wynika, że Zapomnieni byli jeszcze większym zagrożeniem, niż Straż - stwierdził. W sumie nie trzeba było to tego jakiegoś wybitnego zmysłu detektywistycznego. Wielkie, sztucznie stworzone pajęczaki raczej nie były małym zagrożeniem. Głównie przez to, że były wielkie.
- Ale wracając do naszego zadania... Masz jakieś przypuszczenia czego możemy się tam spodziewać? Nocnych? Magów? Jakieś ich mięso armatnie? - zapytał. Dobrze byłoby poznać siły wroga, przed wejściem na jego teren.
Mogul:
- Wiemy na pewno, że jeszcze pozostało nam trzech strażników. Dalej idziemy w ciemno. Ork wyszczerzył kły, pomijając fakt, że bardzo się wyróżniam na tle swojej rasy, to jednak dalej pozostawał orkiem
- Musimy wybadać kto jest odpowiedzialny za powrót Nocnej straży, bo ten demon nie miałby tylu sił, by to zrobić. Więc czeka nas na pewno jakiś szefcio. Mam nadzieję, że to nie jest Nerhzul, bo wtedy to szczerze byśmy mieli przejebane. A tak... to co tam nas zaskoczyć może. Machnął ręką. - Jestem najlepszym zwiadowcą, uwierz mi, wiedziałbym to.
- Wracając do zapomnianych, taka mała ciekawostka. Ich przewagą była liczebność, tak to w większości było to mięso armatnie, które wręcz umiało zalać wroga swoimi siłami. Pewnie cię zastanawia, czemu o tym nigdy nie słyszałeś, nie? Machnął do Ciebie sporym kawałem mięsa i kontynuował - Ano widzisz, utrzymywaliśmy to w sekrecie, a te małe robaczki stworzyliśmy gdy jeszcze byliśmy prawie dzicy i walczyliśmy o panowanie. Klan Mogula tak podobno zdobył władzę, ale nie wiadomo czy temu wierzyć.
Dragosani:
Drago uśmiechął się kącikani ust. Właściwie niw był to taki pełnoprawny uśmiech, raczej grymas w stylu "Nic dziwnego". Tak mniej więcej.
- Nic dziwnego - powtórzył, tym razem werbalnie. - Wielu postąpiłoby tak samo. Po pierwsze, nie warto chwalić się czymś, co mogłoby posłużyć jako tajna broń. Po drugie, wyobraź sobie jak by zareagowały na przykład elfy na informację o tym? Ryzyko, że cały rój tych istot wymknie się spod kontroli i zaleje zamieszkałe ziemie. Nic dziwnego, że wasi przodkowie trzymali to w sekrecie. - Nie skomentował za to "przechwałek" Oczka. Podejrzewał, że nie są one bez pokrycia. Ork jakoś nie wyglądał na kogoś, kto ma o swoich umiejętnościach zawyżone mniemanie. Zmartwił się jednak informacją o czekającej ich konfrontacji ze Strażnikami. Jego magia nie robiła im nic, podejrzewał że zwykła stal miecza także niewiele zdziała. Jednak ostatecznie uznał, że nie ma co się martwić na zapas. Coś się zapewne wymyśli.
Mogul:
Drago:
Nastąpił kolejny wstrząs.
- No to co, zbieramy się chopie. Oczko podniósł się po czym zapalił pochodnie i ruszył w stronę świątyni.
Mogul:
Pałęsał się nie wiadomo ile czasu, mimo że chcąc nie chcąc spał odrobinę, to dalej był głodny. Sprawdził jaja, w których niestety była lepka, nieuformowana masa. Wiedział, zdawał sobie sprawę czego to są jaja, ale nie myślał o tym. Chciał najpierw coś zjeść, bowiem umrzeć z głodu nie wypadałoby. To byłaby jedna z gorszych śmierci. Podczas podróży w jedną stronę po tunelu ktoś krzyknął wołając o pomoc. Był to mężczyzna w średnim wieku, który był przylepiony do jednej ze ścian. Ork spojrzał beznamiętnie na człowieka po czym spytał:
- Umiesz walczyć?
- Niee, nie, jestem zwykłym chłopem, prosze uwolnij mnie zanim coś z tych jaj wyjdzie.
- Smutne. Rzekł bez emocji po czym wziął zamach demoniczną ręką i wbił się w brzuch człowieka.
Mówi się, że na skraju śmierci każda żywa istota, nawet ta najbardziej dobra i honorowa w końcu poddaje się swoim pierwotnym instynktom. A Mogul był głodny i nie mógł umrzeć w takim miejscu jak tym...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej