Tereny Valfden > Dział Wypraw

ÂŚledztwo II - Bankiet w czarnym klifie

<< < (4/8) > >>

Canis:
//True story bro...

Salazar jednakże przystopował swoją kompankę. Wbił pochodnię w ziemię obok dwóch trupów, dobył swojego sztyletu z czarnej rudy i rozpoczął pozyskiwanie trofeów z zabitych stworzeń.
- Każda okazja dobra, by zdobyć trochę grosza więcej niż z budżetu tego sknery.

Po czym sporo czasu spędził na pozyskaniu skóry i pazurów Sambira.

Pozyskuję:
5m skóry sambira
16 pazurów sambira

Pozaczepiał przy kucu, wskoczył nań i pomknął za Talią.


Mknęliście i mknęliście aż dotarliście. O dziwo czarny klif powinien być miejscem spokojnym i cichym, tajnym, nieoświetlonym, jednakże w tym momencie było inaczej. Wokół stalowych wrót wbite były pochodnie. Malowniczy krajobraz, morska bryza, oraz dwa światełka w tunelu, z którego dobiegały odgłosy soczystej balangi, słychać było darcie rozpijaczonych bandziorów i łobuzów, a na trawie przed wrotami leżało parę trupów, najwyraźniej nieodpowiedni goście bankietu...

Podchodząc do wrót i pukając w nie usłyszeliście:
- Hasło skurwysyny! i kto tu rządzi w czarnym klifie?!

Powiedział piskliwy, lecz jakże rozwścieczony głosik.

Talia:
//Dobrze wiesz, że nie znam angielskiego.

- "Wiemy", Traumata Malahar, a w naszej parce jestem Veketa a to Garrar. - Powiedziała pewnym głosem wskazując jaszczura.

Canis:
Salazar milczał, tylko kiwał na potwierdzenie słów.


Po kilku minutach odezwał się ponownie ten sam głos.
- Właźcie, żeby nie było z wami kłopotów jak z nimi, schlali się i burdy wszczynali.

Stalowe drzwi się otworzyły, przy drzwiach widać było czterech trablinów z broniami. wpuścili was, na widok Salazara jeden się zamyślił jak by go znał, lecz po chwili machnął ręką.

Gdy weszliście do środka dało się słyszeć piękne odgłosy śpiewających bardów i wiejskich kapel, mnóstwo stołów, mnóstwo mężczyzn i skąpo odzianych, egzotycznych kobiet.



Wasz widok nikogo nie zaskoczył "kolejne rabusie" dawało się słyszeć, gdy przemierzaliście kolejne stoły. Był to ogromny kompleks, wielka jaskinia jednakże oprawiona drewnianą podłogą, starannością wykute w skale ściany i sufit. prawdziwe piękno architektoniczne, sala balowa w skale.

Na końcu pomieszczenia, do którego prowadziły stoły, stał piedestał z małym stolikiem, nikogo tam jeszcze nie było, lecz co chwile ktoś wspominał: "za chwile wyjdzie ten wielki niewielkich rozmiarów".


Salazar na ten widok powiedział do swojej znajomej.
- Słuchaj, musimy się rozdzielić... jeżeli to rzeczywiście Traumata, to on mnie zna, pozna i możemy być spaleni. Zajmę się rozeznaniem terenu, ty wyczekuj przedstawienia albo coś...


Początkowo, mimo straży złożonej z 4 trablinów, n ie zauważaliście tych istot, dopiero po krótkiej chwili zauważyliście jak pod nogami, między wami "przemykają" te istoty ukrywając się we wszelkich cieniach. było to szczególnie ciekawe zjawisko, było ich wielokrotnie więcej niż ludzi w tym kompleksie.

75x jakieś bandziorki
225x trablin!

Talia:
Talia pod przybranym imieniem Vekety, usiała blisko sceny, między grupką innych bandytów.
- Słuchajcie, pierwszy raz spotkam lidera, możecie coś o nim powiedzieć? Nie chcę tu na sarenkę wypaść, gdy go zobaczę... - mówiła skruszonym, acz pogardliwym głosem, potrafiła grać różne charaktery dzięki swym zdolnościom.

Canis:
Salazar mknął dookoła sali po okręgu przeglądając wszystkie stoły i wszystko co robią, co chwila zderzał i ocierał się z Trablinami.

Salazar zauważył:
1. Nielegalny hazard - ruletka, gry karciane itp.
2. Spiski i knowania - co chwile malowali sobie mapki i plany co gdzie kto i kiedy kogo napadnie...

i to najważniejsze co zwróciło jego uwagę poza chlejącymi na umór miód, piwo, gin i wino bandziorów.


Obok ciebie siedziała trójka wyróżniających się bandytów.



I kolejno przemówili do ciebie.

- Siemasz Veketa, nie poznajesz mnie? to ja Zira!
- Witaj, ja jestem Sir Eduard.
- A ja Rusell

I kolejno podawali ci rękę. Najwyraźniej powinnaś znać jedną z poznanych ci teraz postaci, co może być kłopotliwe. Takie miałaś myśli. Lecz po chwili odezwał się Eduard.

- No wiesz... jest charyzmatycznym liderem, nie ma co ukrywać, ma czym myśleć mimo niepozornego i śmiesznego wyglądu. Na dodatek włada taką potęgą magiczną, jakiej jeszcze nie miałem okazji uświadczyć, a widziałem już wiele... Nikt właściwie nic o nim nie wie. Nie wiemy skąd się tu wziął, wiemy, że początkowo miał pośredników, powrócił dopiero 24 Hemis minionego roku...

Nagle zabiły dzwony nim skończył mówić. Powoli zaczęły wychodzić trabliny z bocznych drzwi niczym eskorta.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej