Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚledztwo II - Bankiet w czarnym klifie
Talia:
Skinęła głową na gest szacunku i podziękowań w stronę Sir Eduarda i odpowiedziała Zirze.
- Oczywiście, że poznaje, tylko zestresowana jestem całym tym zdarzeniem. Bałam się, że się spóźnię. - kłamała nie wiedząc co powiedzieć. Na szczęście miało się coś wydarzyć i wszyscy na tym skupili swoją uwagę.
Canis:
Zaczęły wyłaniać się drobne istoty gremlinów. po wyjściu całej piątki ujrzeliście pięknie odzianego, z czupryną na głowie trablina o pięknych, czarnych jak smoła oczach. Na jego widok rozległy się oklaski i krzyki. Salazar poznał, że to Traumata Malahar.
- Ciężkie dni i ciężkie czasy... zima za nami! A wiosna już w pełni. - Powiedział zaznaczając i odpowiedni o intonując słowa, pokazując, ze już jest lepiej. - Pamiętacie plany co do napadu na każdą z kopalń i co do napadu na każden jeden konwój... Pamiętajcie wszelkie taktyki przedarcia się w szeregi okupanta kopalń. - powiedział by przypomnieć co mniej rozgarniętym o poprzednich ustaleniach. - Pamiętajcie jedną rzecz. Musimy działać wspólnie... wszystkie nasze rasy, dla dobra nas wszystkich... tylko tak wyjdziemy z rynsztoka i powrócimy na łono cywilizacji. Trablin i człowiek zbudują nową świetlaną przyszłość kontrolując złoża i pieniądze... Jesteśmy siłą i mamy potęgę... Niejaki Hertling mi groził... hahaha...
Wyrwane z kontekstu zdania, które docierały do Talii i Salazara. Części nie słyszeli, gdyż byli zbyt daleko, bądź analizowali poprzednie treści... Nagle dotarływ as obu słowa:
- Jednakże widzę ponownie osobę, która nie ma prawa tu być... Witajcie radny Salazarze z krwawych Menhirów... wyjdź nim reszta cię rozpozna i zabierz swoich ludzi...
Talia:
Wiedziała, że to na nią czas, dowiedziała się wszystkiego co kazał Georg. Spojrzała na trójkę wokół
- Ja znam tego Salazara, idę utłuc dziada nim wypapla gdzieś dalej nasze plany! Zaraz wracam! - powiedziała, od razu wstała z miejsca i ruszyła do wyjścia. Szukała wzrokiem jaszczura i kiwała głową by wychodził. Szła do stalowych wrót starając się nie wzbudzać zainteresowania, które niestety było nieuniknione.
Canis:
Salazar widział co się święci i spokojnym krokiem ruszył za Talią. Unikając ciekawskich, lustrujących spojrzeń.
Cała sala zwróciła na was wzrok, lecz, Traumata kazał wyjść nieproszonym gościom, więc nie chował urazy, bądź dał im "szansę".
Gdy byliście u wrót nadal stała tam czwórka ochroniarzy. Słyszeliście, ze nie słychać tam zbyt dobrze co mówi się na sali bankietowej. Niemniej jednak wiedzieli, ze impreza dopiero się zaczynała, a wy już chcecie wychodzić?
Talia:
- My musimy wychodzić, sprawy naglą. - Powiedziała spokojnym aczkolwiek zdecydowanym i władczym tonem do trablinów ochroniarzy. Gdy tylko otworzą wrota zamierzała wyjść i uciekać konno jak najdalej w kierunku miasta.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej