Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Nawaar:
Krasnolud gnał dalej, obok paladynów tym razem w milczeniu, nie mógł się doczekać aż będzie mógł walczyć. Korzystając z chwili ciszy nucił sobie piosneczkę, o lecie drzewach zielonych łanach zboża i oczywiście nie mogło zabraknąć wzmianki o swoim królestwie za czasów jego świetności. Jednocześnie podziwiał zapał tutejszych wojowników, którzy dobrze wiedząc że krasnoludowie wiedzą jak się odwdzięczyć..
Anette Du'Monteau:
-Ja pierdole...to się nazywa wybuchowy temperament! - zachichotał Blaze. Nie zamierzał tutaj dłużej siedzieć. Popędził z powrotem schodami w dół za bramę. Wolał działać teraz w miejscu wyrwy, ale na tyłach obrońców Ekkerund.
Arya:
Jak widać nie było jej dane na dłużej złapać oddechu. Zasłoniła oczy przy wybuchu i teraz wpatrywała się z przerażeniem w dziurę w murze. Cofnęła się chwiejnie kilka kroków. Jeden z wrogów chciał to wykorzystać, jednak w ataku złości, gdy ten był już w miarę blisko - rzuciła toporem. O dziwo trafiła, zabijając go. Szybko podbiegła, wyciągnęła topór i cofnęła się. Schowała broń, którą trzymała w ręce i na powrót wyciągnęła łuk. Pobiegła jakiś kawałek do tyłu, bacząc na to, by jakaś zabłąkana strzała ją nie trafiła. Po kilkunastu metrach znalazła sobie dogodne miejsce za jakimś domem, jakieś wgłębienie. Było tu zupełnie ciemno, więc stwierdziła, że na pierwszy rzut oka jej nie widać. Upewniła się, że za plecami na ścianę i nikt jej nie zaskoczy. Wyciągnęła strzałę, naciągnęła cięciwę i wychyliła się zza ściany. Namierzyła cel i puściła cięciwę. Schowała się z powrotem, nawet nie sprawdzając, czy trafiła. Ponownie naciągnęła łuk i gotowa do wystrzału, zerkała raz po raz w prawą stronę, oczekując nadciągającej fali wroga.
Hagnar Wildschwein:
-Raz dupnęło, dwa dupnęło, trzeci raz rozdupcy!- pieśń rozbrzmiała po gardłach ocalałych po wybuchu. Krasnoludy walczyły dzielnie. Równie dzielnie młócili wroga przygodni obrońcy. Domenik z kilkoma takimi przygodnymi hulajduszami trzymał dostęp do baszty, na której siedział Hagnar i inni strzelcy. Los widocznie chciał, by ten bastion wyrtrwał.
-My jebniemy, my jebniemy, winc zakryjta uszy!- kolejna zwrotka leciała wraz z głowami wdzierających się przeciwników. Dym prochu zasnuwał górne partie murów. Wśród tej właśnie mgły dzielnie opór dawali ci, których nie wyniosło wraz z ruinami na dół. Nikt nie spodziewał się, że przeciwnik będzie aż tak zawzięty i pełen wigoru by zdobyć bramę. Strach myśleć co dalej.
-Dalej kurwa, dalej kurwa, rychtuj Yorguś kuszę- zaśpiewali strzelcy, bywali w wojennej pieśni.
-Już-ci ino, już-ci ino wraże wypatroszę- basem zadudniły topory, miecze i młoty odpierające kolejne fale buntowników.
380/400x Strzelec wroga
2995/3000x Mięso armatnie
994/1000x Piechota
574/600x Kusznik
Mohamed Khaled:
Zapalił kolejnego. Wolałby się nigdy nie znaleźć na Valfden, ale wyboru nie miał. Gdyby nie pamiętna informacja, do teraz żyłby w chatce ze swym przybranym ojcem, palił trawkę i zabijał za pieniądze... Jednak los chciał, by to właśnie na tej wyspie zginął w walce z swym ojcem...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej