Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Hagmar:
Nazwa wyprawy: Skaliste wybrzeże - czyli o tym jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Prowadzący wyprawę: Aragorn
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Musk (muskuł mózgu) oraz dowolna specjalizacja walki na diamentowym podstawowym poziomie [50%] lub jakieś zaklęcie. Rozważne używanie zaklęć obszarowych.
Uczestnicy wyprawy: Kratos, Aragorn, Hagnar Wildschwein, Adaś, Blaze, Arya, Malvaon, Nikolaj Mogul, Aurius, Garik (Rikka), Nif (Patty, Ptricia de'Drake), Darlenit, Kharim Khazama aep Gorem, Dragosani, Nocturn, Samir, Melkior, Gordian (Mam nadzieje że nikogo nei ominąłem)
Informacja na początek. Jest to bitwa o Ekkerund, oblężenie. Chcę by ci co dołączają do wyprawy pisali jak to byli w Ekkerund i zastał ich jakiś alarm. Będziecie bowiem podzieleni na dwie grupy, tych co byli tutaj i tych co przyjadą później z ewentualną odsieczą. Miłej zabawy, i nie nie jest to zwykła rąbanina na której naklepiecie golda i exp. Będzie krew pot i łzy, oraz gówno i szczyny ;*
Hagnar Wildschwein:
Dzwony biły głośno. Podjąwszy znajomka z "Ukon Wacka" Domenik aep Zirgin pędził wraz z Hagnarem Wildschweinem ulicami Ekkerund. Zwykle tłoczne, ale mimo wszystko drożne, teraz te kamienne twory zamieniły się w prawdziwą chaotyczną plątaninę. Co śmieszniejsze większość mieszkańców nie pędziła do domu chować dobytku, a raczej po broń. Inni, mniej zamożniejsi ruszali do strażnic i posterunków pobrać rynsztunek. W takich właśnie chwilach uświadamiał sobie przybysz, że każdy mieszkaniec miasta jest jego obrońcą. Obrońcą wyszkolonym i pancernym. Kilku kolejnych krasnoludów w blachach pędziło ku głównej bramie. Dwaj brodacze zmierzali, jak można było się domyślić, w największy kocioł. W miejsce gdzie najbardziej będą ich potrzebować. Dzwony biły głośno.
Tutaj było już naprawdę gorąco. Przedarcie się przez niższe progi miasta, tuż pod granicę skały graniczyło z cudem. Brakowało widać organizacji nie zaś chęci do walki. Ba! Tej drugiej było w nadmiarze, bo, mówiąc wprost, wkurwieni brodacze pognali załatwić co trzeba i wrócić do zajęć. Z resztą alarm sugerował, charakterystyczne bicie, którego magiczny rytm nie sposób powtórzyć, "pamiętaj, pamiętaj, że karczma zamknięta, Yorguś zarzigoł, kufle rozbijoł, przeta chyć młota prendzy i grube ratuj od nendzy". Nim zdąży ktokolwiek na dobre zapamiętać karczemną rymowankę pod bramą pojawili się oficerowie i oddelegowani z Hufca do obrony. Sam Hufiec, jak można było poznać po drżeniu bruku, maszerował.
//Tak, gram NPC'em Domenikiem i Hagnarem,
Adaś:
Wracałem spokojnie na kwaterę ojca od Domenica, kiedy nagle usłyszałem bicie dzwonów. Które więcej niż na sto procent biły na alarm, niby nic do tego nie miałem idąc zgodnie z zasadą "co mnie to obchodzi, ja tu tylko przejazdem". No ale moja natura mi na to ewidentnie nie pozwalała. W końcu tam gdzie się coś dzieje, zawsze można zarobić oraz się zabawić. A znając życie, będzie dane mi spotkać doborową kompanie w niedługim czasie. Tak więc sprawdziłem czy pistolet jest nabity, poprawiłem miecz w pochwie, po czym ruszyłem w tym samym kierunku co reszta. Która jak mniemałem biegła w kierunku bramy głównej. Biegłem dość miarowo, kontrolując oddech, tak aby jak tam dotrę nie być zbytnio zmęczonym. Zadanie to nie było łatwe, gdyż trzeba było się przedzierać pomiędzy tłumem biegnącym we wszystkie możliwe strony..
Hagmar:
Gdzieś tam pośród tysięcy krasnoludów wyróżniał się pewien czarny dracon. Dyskutował o czymś z Aggromorem. Wtedy przyszedł jeden z strażników na murze. Aragorn i Aggromor widocznie się wkurwili. Król krasnoludów wszedł na kilka skrzyń i zaczął przemawiać.
- Chopy i baby! Buntownicy tego pojeba, Sado Khera upadli na łeb! Idzie ich tu jakie 15 tysięcy, tak na oko. Te mury są solidne jak granit, bo są z granitu. Co znaczy że ci idioci rozbiją się o nas jak morska piana o klify. A jeśli rozwalą brame... Wytoczyć Wiewióra! Od strony koszar powoli toczył się 3 piętrowy, metalowy... wiewiór. Najeżony muszkietami, działem i miotaczami ognia*. Napędzany oswojonymi trollami które chodziły w takich fajnych kołach.
//*ÂŻeby mi żaden nie wyskoczył, miotacze ognia znane były starożytnym Chińczykom.
Arya:
Po wyjściu od Kratosa, Arya wybrała się na dłuuugi spacer. Pomimo, że było ciemno i zimno - poszła aż do Ekkerund. Zdziwiła się, słysząc dzwony. Zaczęła biec ulicami miasta, rozglądając się wszędzie dookoła, by zrozumieć w czym całe to zamieszanie. Przechodziła obok całych grup biegających ludzi. Parę razy podczas tego się potykała, przeklinając cicho pod nosem. Dotarła wreszcie do centrum miasta.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej