Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Hagnar Wildschwein:
-Momy lepsze ino coby Gordian nie patrzył- syknął Hagnar i wręczył draconowi flaszkę medycznego Pavulonu.
Domenik spojrzał w oczy druha z wiarą i życzliwością. Twierdząco pokiwał głową.
Patty:
Doskoczyłam do następnego wroga, atakując go jednocześnie buławą i mieczem, od lewej do prawej i na odwrót. Klinga rozpłatała pancerz i rozcięła skórę na piersi, stalowa kula huknęła w ramię przeciwnika. Nie zwróciłam uwagi na opadający miecz, klinga zazgrzytała na naramienniku i ześlizgnęła bez szkody. Warknęłam, widząc, jak zwykły gnój zarysował moją nową, piękną zbroję i huknęłam go z baśki w twarz, stalowy hełm zmiażdżył nos, wróg zalał się krwią. Wtedy zlitowałam się nad nim i przeszyłam go mieczem. I poczułam, jak kolejne ostrze uderza mnie w plecy, a jeszcze jedno gdzieś w okolice nóg. Przemieściłam się lekko do przodu, wypuszczając broń i obracając się. Dojrzałam dwóch wrogów, ściągnęłam ich telekinezą ku sobie i wyciągnęłam ręce przed siebie, krzycząc - Heshar! - płomienie buchnęły z moich palców i okryły ich ciała. Kolczugi wytrzymały żar, ale odsłonięte głowy i ramiona skwierczały i błyskawicznie się zwęgliły. Uśmiechnęłam się wrednie, zobaczyłam następnego wroga i mruknęłam - Izeshar! - tworząc nad ręką kulę energii. Wypuściłam ją, celując prosto w jego parszywy łeb. Wraży żołnierz ze spopieloną głową padł na ziemię bez życia.
4000/6000x Mięso armatnie
2996/3000x Piechota
Arya:
Z wyrzutem zmieszanym z przerażeniem spoglądała na Aragorna. Cofnęła się w kąt namiotu. Zerknęła ostatni raz na Kratosa i wybiegła. Męczenie nieźle ją już dopadło, walczyła wiele godzin, a od tamtej pory nie zasnęła nawet na moment. Znalazła jakieś dogodne miejsce nieopodal namiotów i legła na ziemię. Zasnęła po pół godzinie, nie zważając na nic, co dookoła niej się dzieje.
Rikka Malkain:
Rikka natomiast samotnie siadła sobie na jakiejś skrzyni kawałek przed namiotem obserwując pole bitwy. Może wróci tam jeszcze za chwile żeby wpakować komuś kilka grotów, ale najpierw musi przez moment odsapnąć...
Hagnar Wildschwein:
-Rychcik Hagnar!- opluł się spirolem krasnolud -Czim, jo ida po dziołche, jeruna zamarznie na ty glebie- popędził w komicznych podskokach do Arya'i. Kiedy dopadł do dziewczyny ujrzał obraz potwornego zmęczenia. Zmęczenia, które pojawia się czasami w niezidentyfikowanych okolicznościach przyrody, owych magicznych, przesyconych pasją chwilach. Podkrążone jej oczy, teraz zamknięte mówiły więcej niż swąd śmierci w koło. Wyschnięte, zmęczone usta emanowały większą emocją niż wszelkie znane światu poematy.
-No dziołcha- łamał opory Domenik. -Ciulej znami do łognia- mruknął i podniósł ją z łatwością. Starał się nie obudzić zmęczonej wojowniczki, starał się być delikatny. Naprawdę się starał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej