Tereny Valfden > Dział Wypraw

Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund

<< < (50/74) > >>

Gordian Morii:
-Ehhh bogowie. - powiedziałem tylko kiwając głową. -Jak baby na targu. Nie ma sensu się kłócić, tak jak mówiłem, wampiry niech pomagają tym, którzy potrzebują konkretnej i natychmiastowej pomocy, medycy niech mi pomogą przy rannych, a reszta proszę bardzo. - podałem kilka butelek alkoholu. - Jak nie ma co robić, to niech sobie świętuje. Albo przynajmniej pomoże przynosić rannych z pola.

Aurius:
-Stałem tam i walczyłem kiedy wy tu wesoło gwarzyliście wampirze. Więc nie mów mi z łaski swojej co mam robić. Osobiście wyciągnąłem tego wariata z pola bitwy, a potem jeden z naszych rycerzy odniósł go dalej. - odrzekł ostro paladyn. -I to jasne, że nie ja ustalam pozycję innych, ale on powinien znać swoją. Poza tym przyszedłem tutaj żeby na chwilę odejść od tej rzeźni i zobaczyć co z nim, albo pomóc innym rannym. Może nie wiesz, ale wyżsi rangą zakonnicy są w stanie udzielić medycznej pomocy w miarę swoich sił. - mówił paladyn. -Mam jednak dość tej wampirzej wyższości. Chodź Kharimie, niech robią co chcą. Aurius chwycił swój hełm pod pachę i opuścił namiot.

Nawaar:
- Jak wspomniał przedmówca dotaszczyłem, go tutaj z bełtem w plecach, więc odrobina szacunku się należy nie sądzisz? Rzucił słowami w wampierza. - Dobrze Auriusie. Rycerz opuścił namiot i udał się, za paladynem.

Gordian Morii:
-Dobra, rycerstwo z giermkami uciekło. Mag poinformowany, że jednak będzie żył, nikt nie woła pomocy, to ja idę się na chwilę zdrzemnąć, bo całą noc w siodle i na nogach. Jak coś, to wołajcie. - powiedziałem załamując ręce i poszedłem do jednego z mniejszych namiotów, by zwyczajnie odpocząć.

Dragosani:
Dragosani sobie już tylko słuchał, nic nie mówiąc i starał się nie pacnąć się w czoło. Albo nie zacząć się po prostu śmiać. Szczególnie zabawny był foch paladyna. Jak dzieci. Albo i gorzej. Wampir westchnął sobie w duchu i ruszył w kierunku miejsca gdzie leżeli/siedzieli ranni, którym mogła pomoc jego krew. Wyciągnął sztylet, coby móc się pociąć. I bez zbędnych słów zaczął podawać potrzebującym krew. Oczywiście nie za dużo, tyle tylko aby wzmocnić ich organizmy i, jeśli sytuacja tego wymagała, wspomóc zasklepianie ran. Musiał uważać, aby nie przesadzić i samemu tutaj nie paść.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej