Tereny Valfden > Dział Wypraw

Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund

<< < (38/74) > >>

Adaś:
Bitwa dalej się toczyła, to była kompletna rzeź, ciała padały na każdą stronę. Jak na razie miałem dotychczas na tyle szczęścia, że nic większego niż potłuczenia mi się nie trafiło. Ale to nie był koniec bitwy, tłum w którym się znalazłem ciągle napierał na siebie, jedyne co mi pozostawało ciągłe siepanie na prawo i lewo. Co nie było trudne bo głów do odrąbania było pod dostatkiem. Wziąłem silny zamach z prawej, przenosząc cały ciężar ciała na lewą stronę. Mój cios spadł na najbliższego przeciwnika, który niechybnie stracił by całą głowę gdyby lekko się nie osunął. Cios który na niego spadł był śmiertelny, lecz nie odrąbał on całej głowy, która została wisieć na kawałku płata skóry który się ostał.
Nie było czasu na triumfowanie zwycięstwa nad owym przeciwnikiem. Tłum ciągle napierał, krzyki umierających oraz walczących unosiły się nad polem bitwy. A ja dalej znajdowałem się w młynie, nie wiedząc nawet gdzie konkretnie jestem, czy na flance czy w samym centrum. Po prostu atakowałem dalej, pistoletu niestety nie miałem czasu przeładować więc pozostał mi tylko miecz. Ostrze które wbiłem bezpośrednio w ciało przeciwnika tuż poniżej linii żeber.

//:Mnie już te całe wasze liczniki się pojebały. Nif pisze tak, Drago pisze tak a ja nie wiem co się dzieje.
 Zabiłem 2x Mięso Armatnie

Izabell Ravlet:
Mauren się dopiero rozkręcał. Wchodził na wyższe obroty. Gdyby nie chwilowe kalectwo, wrogowie byliby w o wiele gorszej sytuacji. Tymczasem musiał, niestety, ograniczać. Póki był w dość luźnej sytuacji, błyskawicznie schował miecz. Przy pasie niecierpliwie czekała runa i kusiła. To było tylko jedno, proste, ofensywne zaklęcie, ale zawsze coś. Chwycił ją w ten sposób, że była ledwo widoczna w jego dłoni. Znalazł się ktoś, kto się na ten ficzer nabrał - jeden z osiłków z głupawym uśmiechem na twarzy ruchem głowy poinformował kumpla o łatwym do zabicia celu. Psychopaci jacyś. Zaczęli się zbliżać, jeden za drugim.
- Heshar - szepnął mauren. Przeszedł go dreszcz ekscytacji. Z jego dłoni buchnął ogień prosto w krzywą mordę jednego z mężczyzn. Obrzydliwy widok - twarz spalona aż do czaszki, bezwiednie padające ciało. Jego kumpel nie zdążył zareagować, a że był w zasięgu zaklęcia, oberwał w ten sam sposób. I to by było na tyle, jeśli chodzi o czarowanie dzisiaj. Szkoda. Runa wylądowała na pasie, zaś ręce ciemnoskórego maga sięgnęły po kostur. Biały kryształ, bezużyteczny podwójnie - raz, że Darlenit nie mógł czarować, a dwa, to nie była już jego szkoła magii. Jednakże był całkiem twardy. Akurat na puste łby popleczników Khera. Jeden, niezbyt rozgarnięty, chyba już ogłuszony przez kogoś innego potknął się o jakieś ciało. Próbował się podnieść - bidulek. Ledwo stanął na nogi, z lewej, prosto w policzek, uderzył go kostur. Czaszka do wymiany. Ale dobra, koniec zabawy. Kostur na plecy, miecz w dłoń! Przeciwnicy zdawali się podchodzić w odpowiedniej wielkości grupach. Teraz ilu? Trzech. Na szczęście byli to marni szermierze i stwierdzili, że stając w półkolu i uderzając jednocześnie z góry, pobiją każdego. Na ich nieszczęście, Darlenit świetnie radził sobie z tym typem broni białej. Oni się zamachnęli, a w momencie ciosu mauren uskoczył krótko w tył. Miecz tego po prawej utknął, a członek Mrocznego Paktu akurat się zamachnął do cięcia z boku. Przeszło gładko przez szyję pochylonego mężczyzny i trafiło szczęśliwie w łapę środkowego. Wrzasnął z bólu, upuszczając broń i palce. Trzeci wytrzeszczył oczy, ale nie zdążył zareagować. Po półpiruecie i przerzuceniu ciężaru na drugą nogę, srebrne ostrze ruszyło w przeciwnym kierunku, prosto przez jego oczy. Nie musiał już patrzeć na niedolę kumpli! Zaraz potem Blask Isghar uderzył w bark bezpalcego. Darlenit pociągnął miecz do siebie i wyprowadził pchnięcie w oślepionego. Serce mu pękło z żalu z małą pomocą ostrza. Kto następny?

- 6x mięso armatnie

Hagmar:
Aragorn chwycił nieprzytomnego Sada w pół i przerzucił go przez ramię i ruszył na tyły.
- Drago Magul osłaniać mnie!

Mogul:
- Sragul kurwo. Skwitował małe przejęzyczenie Aragorna. Uważnie obserwował bitwę, szedł po prawej stronie jaszczurki uważnie obserwując wroga. Wojska szalały, przeciwników było coraz mniej.

3644/6000x Mięso armatnie
2420/3000x Piechota
800/800x Strzelec wroga
700/700x Kusznik

Nikolaj:
Strzała świsnęła, przeleciała tuż obok Aragorna niosącego innego dracona. Wbiła się bezbłędnie w sam środek czoła jakiegoś najemnika. Nikolaj stał dosyć blisko. Schował szybko miecz, dobył miecza i sztyletu. Zakręcił się w piruecie, uniknął jednego ataku, drugi odbił i sam rzucił się na przeciwnika, wbijając mu sztylet między złączenia zbroi, jakakolwiek by ona nie była. Taki odruch. Wojak padł.

Zabiłem 2x mięso armatnie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej