Tereny Valfden > Dział Wypraw

Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund

<< < (37/74) > >>

Arya:
Arya sama odeszła, nie potrzebowała niczyjej pomocy. Dlatego, że nie była za mocno ranna, wbiegła znowu w wir bitwy. Najpierw ściągnęła z pleców łuk, wyciągnęła strzałę, wycelowała. Zabiła kolejne mięso armatnie. Dobyła topora i tarczy. Nie czując żadnych emocji, dobrych czy złych, podbiegła do wroga. Wymieniła z nim kilka ciosów. On jednak okazał się dla niej za słaby, szybkim i zarazem mocnym ruchem trafiła w jego kark...tym razem ścinając głowę. W jej miejscu ziała teraz pustka, a ciało po chwili padło na ziemię niczym worek ziemniaków. Podobnym sposobem zabiła jeszcze jednego przeciwnika.

Patty:
Bitwa trwała dalej, więc i ja wciąż walczyłam. Przyjęłam uderzenie jakiegoś żołdaka na tarczę i cofnęłam się lekko, jednocześnie wystawiając miecz przed siebie. Wtedy przyciągnęłam go gwałtownie telekinezą. Traf chciał, że jeszcze potknął się o leżące zwłoki, w rezultacie nabijając się aż po rękojeść. Stęknął, przykładając ręce do rany. Nagle, kątem oka dostrzegłam mknącą ku mnie klingę miecza. Uskoczyłam do tyłu, nie dość szybko jednak - czubek ostrza przejechał po naramienniku, zostawiając długą rysę. Błyskawicznie wygenerowałam magiczną energię, składając ją w zaklęcie - Izeshar! - nad dłonią uformowała mi się kula, którą błyskawicznie cisnęłam w stronę wrogiego żołnierza. W samą porę, już atakował. Pocisk trafił go w sam środek piersi, zwęglając go na popiół. Szybko podeszłam i wyszarpnęłam miecz z ciała poległego wroga.

Wróg:
3572/6000x Mięso armatnie
2329/3000x Piechota
800/800x Strzelec wroga
700/700x Kusznik

Hufiec:
272/4000

BPP
176/3000

Gordian Morii:
-Dobra szykować piłę i unieruchomić go, nie ma sensu dłużej zwlekać. Tniemy. - poleciłem pomagajacym mi sanitaruszom podchodząc do maga.
- ÂŻeby dzielili się wiedzą uzdrowicielską z innymi to może bym coś więcej pomógł a tak? Gówno zdziałamy. Dobra do roboty! - powiedziałem i zasunąłem wejście do namiotu. Podano mi wodę, w której dokładnie umyłem obie ręce i skalpel, którym miałem zacząć.
- Mam tylko nadzieję, że jest solidnie nieprzytomny i nie będzie tego czuł. Ale trzymać go! - poleciłem na koniec i zacząłem operację. Najpierw przeciąłem skórę w miejscu nieco wyższym niż rany po pociskach. Później była tkanka tłuszczowa i mięśnie. Mag był całkowicie nieprzytomny co pozwoliło mi na dość wygodną jak na te warunki pracę. Dotarłem do kości. Teraz trzeba było zmienić narzędzie. Drobno ząbkowana piła z założenia miała przechodzić, przez kość jak przez masło i szczerze mówiąc to robiła. Wystarczyło dwa pociągnięcia aby kość podzieliła się na dwoje. Teraz trzeba było tylko zaszyć ranę.
Tak jak uczyli. "Zostaw trochę skóry aby zaszyć kikut i rób to szybko, aby pacjent się nie wykrwawił. Masz szansę, że kiedyś Cię za to przeklnie, ale przynajmniej będzie żył". Lewa noga już była wspomnieniem. ale ta była prostsza, w niej utkwił pocisk. Z prawą mogło być dużo gorzej. Tę kość kula dosłownie rozniosła w pył. Trzeba było więc zacząć trochę wyżej z nadzieją, że nie będziemy musieli składać z kawałków całego biodra.
Bogowie okazali się dzisiaj życzliwi kość podudzia była w dość dobrym stanie. Więc można było powtórzyć  czynność z przed kilku minut. Krew uciekała jak oszalała, a pacjent słabł coraz bardziej.
-Cholera jasna, jak przeżyje to ja wiecej nie piję! - powiedziałem sam do siebie i ponownie sięgnąłem po piłę. Gdy kość ustępowała stalowym zębom Kratos zajęczał, ale nie ruszył się. Był za słaby. Szczęście w nieszczęściu można powiedzieć. Druga noga spadła na ręce sanitariusza, który ułożył ją obok lewej i owinął w płótna.
-Wypieprz to tam, gdzie leżą zmarli. Trzeba będzie to spalić. Jemu i tak się już nie przyda. - poleciłem jednemu z pomocników i kontynuowałem zszywanie. Drugi kilku był zabezpieczony. Kratos żył, więc tyle było dobrego. To czy przeżyje zależy już tylko od niego i szczęścia. Bo Kocioł Dusz już powoli się na niego sposobił.
Zabandażowałem jeszcze oba kikuty i przeniosłem Kratosa na nosze. Nic więcej nie mogłem zrobić.
Teraz zostały tylko modlitwy, żeby nie pojawiła się gorączka.
-Odnieść go do wolnego namiotu i sprzątnąć tutaj. - poleciłem i wyszedłem na zewnątrz cały umazany krwią.
-Gdzie jest ta młoda, która dopiero co stąd wyszła? - zapytałem

Dragosani:
Parli do przodu. Bez ustaku zmierzając w stronę dowódcy wojsk rebeliantów. Wrogów było coraz mniej, lecz i zmęczenie powoli dawało się we znaki. Nawet Dragowi, wampirzo-bestyjnej hybrydzie. No a to już znaczy nie mało. Jednak nie był to czas na odpoczynek, czy choćby narzekanie. Wampir sparował cios któregoś już z kolei piechociarza. Odepchnął go, przez co wojownik zachwiał się i niemalże upadł. Drago błyskawicznie do niego doskoczył i wraził ostrze miecza w jego oko. Klinga wyszła z tyłu głowy. Bestia szybko wyrwała miecz z trupa, aby sparować kolejny cios, który już spadał na jej głowę. Drago odtrącił w ten sposób miecz mięska i wykonał błyskawiczna kontrę, rozcinając brzuch przeciwnika. Wnętrzności wylały się z jego rany, a ich właściciel padł. Wampir natychmiast po tym musiał obronić się przed kolejnym atakiem. Zrobił unik i demoniczną ręką złapał za nadgarstek atakującego mięska. Okręcił napastnika tak, aby ten stanął do niego plecami i wbił mu miecz pomiędzy łopatki. Był zmęczony. I głodny. Dlatego też przystanął na chwilę i po wyrwaniu miecz z pleców rebelianta, wbił mu kły w szyję. Pożywił się jego krwią, po czym odrzucił truchło. Ruszył za towarzyszami. Parli dalej.
3574/6000x Mięso armatnie
2330/3000x Piechota
800/800x Strzelec wroga
700/700x Kusznik

Nawaar:
- Poszła walczyć dalej. Krasnolud,postanowił zapytać o stan maga. - Co z nim?. Przeżyje. Powiedział to, tak bez przejęcia, ale w końcu zrobiło mu się szkoda czarodzieja i zaczął łazić w te i wewte.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej