Tereny Valfden > Dział Wypraw
Skaliste wybrzeże - czyli jak fale buntowników rozpierdalają się o mury Ekkerund
Patty:
Gdy kawaleria uderzyła w pełnym pędzie na linie wroga poczułam, że żyję. Miecz machinalnie unosił się i opadał na odsłonięte części ciał, skroń, gardło, pachy. Gdy wojska zaczęły się kotłować, bitwa zauważalnie się zmieniła. Otaczały mnie zarówno wraże wojska, jak i sojusznicy. Obróciłam konia i dojrzałam jednego z żołdaków, zamachującego się na mnie mieczem. Przyjęłam uderzenie na tarczę i pchnęłam mieczem, ostrze przebiło gardło żołnierza, jucha bryznęła, ochlapując moją i tak już zakrwawioną zbroję. Ruszyłam dalej, popędzając rumaka. Koń zaparskał, napierając kopytami na plecy kolejnego dzielnego wojaka. Gdy padał, obróciłam chabetę i wychyliłam się z siodła, srebrna klinga rozpłatała jego kark i plecy. Padł na ziemię, konając.
//Zabijam 2 mięsa armatnie, doliczcie, bo się gubię w tym
Dragosani:
Drago zaś zsiadł z konia, który został gdzieś tam odciągnięty na bok, przez kogoś tam. Ustawił się w linii piechoty. Zdecydowanie bardziej preferował walkę pieszą. Chociaż w walnej bitwie, w tłumie i ścisku, ciężko może być mu wykorzystać pełnie swoich możliwości, ale co tam. Lepsze to, niż machanie mieczem z konia. Albo strzelanie z łuku. Przynajmniej dla niego. Ledwo co słuchał przemowy Mogula, bardziej skupiając się na własnym wnętrzu. Na własnych emocjach, które podsycał, aby móc je wykorzystać do niszczenia wrogów. Spokój to kłamstwo. Wyciągnął miecz, przygotowując się do szaleńczego biegu na wroga. I ruszyli. Kawaleria zwaliła się na siły wroga jak młot. Właściwie nie można było się spodziewać czegokolwiek innego. Wampir biegł pośród piechoty, tuż za kawalerią. Znaczy się za tyle, na ile mogli za nią nadążyć, czyli nie aż tak "tuż". Ale to nie było ważne. Zewsząd dobiegały odgłosy bitwy. Wrzaski bólu, szczęk broni, głośne huki wystrzałów. Wampir wpadł w grupę przeciwników. Błyskawicznie ciał mieczem, trafiając jednego z nich w ramię. Wrogi wojownik zawył i na chwilę był wykluczony z walki, więc Drago wykonał unik przed ciosem jego towarzysza i szybkim cięciem rozpłatał jego gardło. Następnie znów machnął mieczem, zaś klinga rozorała twarz zranionego w ramię wroga. Trysnęła krew, wojownik padł. Lecz wampir nie miał czasu, aby podziwiać jego zwłoki. Zablokował cios kolejnego przeciwnika. Pozwolił aby miecz wroga prześlizgnął się po płazie jego własnej broni, co umożliwiło mu wykonanie kontrataku. Wykorzystał szansę. Wbił klingę miecza w gardło wrogiego wojownika, zabijając go na miejscu. Kątem oka dostrzegł, że oddalony o kilka metrów łysol mierzy do niego z kuszy. Bełt pomknął w stronę wampira. Jednak ten, wykorzystując fenomenalną szybkość reakcji, odbił pocisk mieczem. Bełt spadł nieszkodliwie na ziemię. ÂŁysy zaczął ponownie ładować broń. Jednak Drago nie pozwolił mu na to. Wyzwolił cały swój gniew, pieczołowicie podtrzymywany i rozniecany. Efektem tego były niszczycielskie pioruny. Uderzyły one w łysą czaszkę kusznika, zabijając go na miejscu. Wampir odskoczył w zwinnym piruecie, aby nie stać w miejscu i nie narażać się na trafienie.
540/800x Strzelec wroga
3278/6000x Mięso armatnie (poszło 300, Arek powiedział)
1947/3000x Piechota
673/700x Kusznik
Arya:
Pomimo zmęczenia uśmiechnęła się na widok posiłków. Zaśmiała się tak, jakby postradała zmysły. Widząc uciekającą armię wroga zebrała resztki sił i ruszyła za nimi. Pomimo, że nie jest to zbytnio uczciwe, zabiła jednego wroga strzałem w plecy. Z racji, że w kołczanie zostało jej jeszcze tylko kilka strzał, zaczęła walczyć toporem. Skutecznie osłaniała się tarczą, szczególnie brzuch. Miała jeszcze nadzieje, że pomimo ciężkiej bitwy, nic się poważnego nie stało... Przeskakiwała ponad trupami, aż dotarła do dziury w murze. Powoli przeszła przez nią i pognała w miejsce, gdzie było mniej wrogów. Zapamiętała sobie, żeby w najbliższej przyszłości skombinować sobie jakiś dobry pancerz. Wydawało jej się, że kątem oka spostrzegła Kharima, jednak było tu tyle osób, że nie była tego pewna. Biegła dalej, po drodze wbijając przeciwnikowi topór w plecy. Szukała wzrokiem jednej osoby, która jak przeczuwała - powinna tutaj być.
Nawaar:
Kharim zobaczył, jak mag padł i leży zdążył jedynie krzyknąć. - KRATOS!!!!. Krasnolud wpadł w szał zdenerwował się i rzucił mu się na ratunek mimo wszystkiego, co ich spotkało. Rycerz parł do przodu na jego drodze stanął, tylko jeden przeciwnik z mieczem, który leciał w tors zakonnika w tej złości odbił go tarczą jak gałązkę i skontrował toporem w brzuch, przeciwnika flaki się posypały i uderzył go jeszcze kiścieniem w brodę na pożegnanie. Przeciwnik padł. Kharim dobiegł, do umierającego maga. Narzucił go sobie na ramię, wyglądało to dość komicznie krasnolud krzyknął tylko. - Osłaniać nas. I ruszył w stronę skąd przybyli.
550/800x Strzelec wroga
3290/6000x Mięso armatnie (poszło 300, Arek powiedział)
1959/3000x Piechota
684/700x Kusznik
Hagmar:
Jak i Aaragorn razem z królem. Czarny popędził na wroga z mieczem w dłoni, nie używał magii. Jego czary były tu - jak na ironie - za silne i za krwawe. Hrabia siekł i rąbał wszystko co nosiło barwy rebeliantów. Tu głowa, tam nogi tu rozcięty wpół. Krew i falki były wszędzie. Wtedy dojrzał gdzieś tam Khera. Na ułamek sekundy. Potem dostrzegł Kratosa... leżącego w kałuży własnej krwi i szczynach. Odciągnięty przez Auriusa na którego pędziło 4 ludzi.
- Aurius za tobą!
//Odejmuj po 40 bo mamy Wiewióra.
Liczebność naszych.
Hufiec - 4000
BPP - 3000
//Zapomniałem ile podawałem ;[
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej