//Czyli zakładając że jest tylu, ilu było po moim ataku, to:Grishil ipash grusha elash!Wykrzyczał tym razem mag. Skupił energię, i wskazał miejsce na którym miało być to bagno lawy. Teraz chciał sprowokować do pobiegnięcia. M
amusia was nie nauczyła, jak się bronić? Ach.. Zapomniałem! Wasze matki to kurwy! I to ich tknęło, bowiem rzucili się do ataku. Jeden z szale gniewu nie zwrócił uwagi na lawę, i wpadł kończąc swój marny żywot. Drugi natomiast nie popełnił tego błędu. Ominął je zgrabnie, i rzucił się z bronią na Kratosa. Mag to sparował swym kosturem, który sekundę wcześniej wyjął z pleców. Teraz starał się blokować przeciwnika, bo ten chociaż słaby był zdeterminowany. Mag wolał go nie zabijać, ale jak to ktoś powiedział "Z czegoś czeba jeść" albo "chlać to wszyscy, ale robić ni ma komu". Kratos ponownie zablokował cios. A chcąc szybko zakończyć, chwycił mocniej kostur, i przypieprzył w gardło. Kręgi połamało, doprowadzając do śmierci...
Został tylko jeden, i ten jeden był teraz na celowniku...
Heshar Anash!wymówił troszkę głośniej niż zamierzał. Skupił energię w prawej ręce, wstrzymał oddech i
W jego umyśle włączyła się pioseneczka, i to dzięki tej pioseneczce rzucił kulkę. Ta pognała poprzez góry, i lasy trafiając w same łono ów dziewicy co sobie rości prawa do mężczyzny.. Pocisk przeleciał przez klatkę piersiową, paląc wątrobę, i inne narządy.. i doprowadzając do śmierci.. Cały oddział leżał martwy, a jego kompan Kharim wykrwawiał się w rowie.. (

)
Podbiegł do niego, i go podniósł.
Musisz wracać! Jeśli spotkamy jeszcze jeden oddział, możesz umrzeć! Po czym pomógł mu siąść na konia, i skierował go do wsi...