Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wysypisko

<< < (10/15) > >>

Hagnar Wildschwein:
Urzędnik starał się nadrabiać twarzą. W miarę mu szło. W miarę. Wskazał gestem głowy miejsce na półce. Spojrzawszy tam dostrzegłeś lukę, brak w archiwach.
-Zostaw to, dobrze ci radzę- powiedział. Przez jego słowa przebijała się groźba. W jego tonie rozbrzmiała stal. W jego ręce błysnęło coś. Ale to wszystko był ułamek sekundy. I to wszystko mogły być pozory, źle interpretowane zbiegi okoliczności.
-Tej sprawy nie ma, rozumiesz mnie? Nie ma!- powiedział. Mniej metalicznie w każdym calu i każdym szczególe.

Adaś:
Krasnlud zaczął się dziwnie zachowywać, widać było po jego zachowaniu, że w coraz większym gównie się taplam. Ale skoro już tu zaszedłem, to nie mogłem podkulić ogona i odejść. Ponad to ten dziwny błysk, śmiałbym twierdzić że to ukryte ostrze. Tylko że dostęp do nic mają tylko kruki, a do tego krasnal na pewno by nie używał takiej broni. Bardziej prawdopodobne było by, że to jest sztylet. Pytanie tylko czy to nie była gra świateł, a mnie się to przewidziało. Postanowiłem nie ryzykować, położyłem obie dłonie na biodrach, tak aby bez problemu sięgnąć po pistolet. Po czym powiedziałem twardym głosem:
-Mów czemu próbujecie zataić te sprawę? Co się tam wydarzyło? Co ukrywacie?

Hagnar Wildschwein:
-Ile ty masz kurwa lat chłopcze?- zapytał wprost. Widać było, że powie coś czego nie zamierzał powiedzieć. O czym nie zamierzał myśleć.
-Wydaje ci się, że to jest takie kurwa proste, pomachać odznaką i wprowadzać prawo? ÂŻe coś znaczy twoje i tylko twoje zdanie?- zaczął otwarcie gestykulować. Zauważyłeś, że jeśli miał sztylet to albo go schował, albo w ogóle go nie wyciągał. -Nic jest psia twoja mać proste... Ale wpierdalanie się już w czyjś rewir i czyjeś, kompletnie nie dotyczące ciebie sprawy, to już jest skurwysyństwo. A na skurwysyństwo jest lekarstwo, bardzo proste- wyglądał groźnie. Kurewnie groźnie. -Nosz kurwa, jeśli taki zaczyna od kapowania to gdzie skończy?- zapytał załamując głowę. Zapytał jakby niewidocznego, a wszechobecnego zwierzchnika.
-Na żalniku- odezwał się głos zza półki. Głos zamienił się w cień. Cień zamienił się w Ruhada.
-Albo na wysypisku- uśmiechnął się Ruhad.
-A teraz stąd wypierdalaj- skwitował ten, który cię tu przyprowadził.

Adaś:
Słuchałem spokojnie wypowiedzi krasnala i ani w głowie mi nie było posłuchanie się do jego zaleceń. Sprawa ta coraz bardziej śmierdziała, ale tym bardziej mnie ciekawiło. Co w tam się takiego wydarzyło, że krasnoludzkie służby próbują zataić całą sprawę? Szczerze powiedziawszy, nie bardzo wiedziałem co mu odpowiedzieć. Gdybym podkulił ogon, to na pewno nic bym się nie dowiedział. Pozostawało mi jedynie, dalsze brnięcie do tego szamba. A jedyną tego możliwością, było przekonujące przemówienie. Pełne oczywiści kultury i ogłady:
-Ani mi się kurwa myśli!-Powiedziałem pewnym głosem, nie miałem najmniejszego zamiaru, dać się złamać, a i parę przekleństw w moim monologu nie zawadzi:-Myślicie sobie, że złamie mnie jakaś pierdolona groźba śmierci? Jesteś gorzej niż w głęboki błędzie! Nie łatwo się jest mnie kurwa pozbyć! Choćbym miał to z was siłą wyciągać, zrobię to bez pierdolonego mrugnięcia okiem!-Każde moje zdanie, było wyrażane coraz to mocniejszy i donośniejszym głosem, nie wiedziałem jak krasnala zareagują, ale zawsze trzeba czegoś próbować.

Hagnar Wildschwein:
Zareagowali iście po krasnoludzku. Dotychczasowy rozmówca uśmiechnął się parszywie i założył ręce za plecy, a ty instynktownie spodziewałeś się ataku. Każdy by się spodziewał. Każdy spodziewałby się też tego, że Ruhad będzie chciał w jakiś sposób cię unieszkodliwić. Dzielnie rzucałeś kątem oka spojrzenie w jego kierunku. Na jego krwiożerczy uśmiech służb specjalnych brodatego miasta. I na dębową półkę lecącą w twoją stronę, którą sam nie wiesz, tak jak i MG tej wyprawy, w jaki sposób brodacz pchnął.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej