Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wysypisko

<< < (11/15) > >>

Adaś:
Wszystko działo się tak szybko, co prawda liczyłem się z tym, że krasnal może się rzeczowo mówiąc, wkurwić. No ale nie do tego stopnia, żeby pchać w drugą osobę drewnianą półkę, zamiast po prostu sprzedać kopa w jajca. Choć z dwojga złego, to chyba lepsza faktycznie była ta półka. Ale wracając do całej zaistniałej sytuacji:
Półka leciała w moim kierunku w zawrotnym tempie. No dobra może i nie tak szybko, ale na tyle że każdy by się zorientował, że pędzi na niego taki duży obiekt. Ale nagle, cały ten Matrix się zatrzymał. Choć co to ten cały "Matrix" oznaczał, to nie bardzo wiem ale przyznać trzeba fajne słowo! Najważniejsze jednak jest to, że czas jakby się zatrzymał, a ja w ułamku sekundy wykonałem jeden, z wyuczonych uników akrobatycznych. W tym momencie poczułem się niczym jakiś agent 007, od zadań specjalnych!
Półka opadła na ziemię, a ja zręcznie przeturlałem się, dźwignąłem się na kolana wydobywając pistolet. W tym momencie na chwile się zawahałem. Mogłem wystrzelić i zabić krasnala, ale wtedy miałbym ładnie mówiąc przejebane. W końcu mało krasnali w okolicy? No i równie dobrze mogłem go postrzelić, oczywiście w jakąś część ciała która by mu doskwierała do końca życia. Ale wtedy też bym miał przesrane, bo i tak reszta się zleci. Ostatecznością mogłem w niego wymierzyć i zacząć mu grozić. Pytanie czy by posłuchał gróźb?
No ale w końcu się zdecydowałem, co trwało o wiele szybciej, niż to się czyta! Moja decyzja była prosta, leciutki postrzał. Szybko wymierzyłem i wypaliłem celując w prawe ramię krasnala. Nie patrząc nawet, czy trafiłem czy nie przyskoczyłem do niego, robiąc zręczny piruecik w którym wydobyłem miecz. Przypadłem do niego uderzając go pod brodę w miarę delikatnie rękojeścią, ale tak żeby poczuł. Tak aby nie wyrządzić mu poważnych szkód, w końcu musi mówić dobrze, żebym się nie męczył w razie potrzeby. Okręciłem go i złapałem od tyłu, przykładając ostrze do szyi, po czym powiedziałem do drugiego krasnala, o którym sobie teraz przypomniałem:
-Nic nie kombinuj, bo twój przełożony zginie!-Po czym zaś skierowałem swoje słowa do trzymanego Ruhada-Co wy do kurwy nędzy próbujecie ukryć?

Hagnar Wildschwein:
-Rzuć broń- powiedział brzmiąc jak kuta na gorąco stal drugi krasnolud. Mierzył w ciebie z pistoletu o cudownej perłowej rękojeści. Kiedy spojrzałeś na okucie lufy i sam jej kształt mogłeś śmiało stwierdzić, że jeszcze podobnej broni nie widziałeś.
-Rzuć to natychmiast- rozkazał, a dłoń mu nawet nie drgnęła. Stał dwa, może trzy, metry od ciebie. I wtedy zrozumiałeś jak beznadziejny był twój plan z założenia. Ruhad, który swoją drogą klął tylko i zwijał się z bólu, był przecież krasnoludem. Grubo, a to jest dobre słowo, ponad głowę niższy. Perłowa biel zamajaczyła ci przed oczami, czułeś, że brodacz się nie zawaha strzelić.

Adaś:
Teraz to już jestem umorusany gównem po uszy...-Pomyślałem widząc wymierzony w moją stronę pistolet. Niby istniała możliwość, że nie jest przeładowany ale na to nie było warto liczyć. Również nie mogłem tak łatwo odpuścić, nie miałem pewności że jak puszczę Ruhada, to sam w najlepszym razie zostanę postrzelony. Nie rzucając broni powiedziałem najzupełniej normalnie:
-A więc pertraktujmy, ty chcesz abym opuścił broń, a ja chce od ciebie tego, co by nie było samego. Więc jaką mam pewność że opuszczę to miejsce żywy oraz wolny?

Hagnar Wildschwein:
-Błąd. Ty przykładasz miecz do szyi agenta służb specjalnych. A ja mierzę ci w łeb- powiedział krasnolud. I rzeczywiście, miał cię na celowniku, byłeś pewien, że nie spudłuje.
-Więc ja strzelam, a ty niczego nie zdążysz zrobić. To jest moja pierwsza propozycja- powiedział, ale widać było, że kurwiki na opuszku palca wskazującego jeszcze nie zmierzają ku językowi układu spustowego.
-Druga- spodziewałeś się, że długo nie przyjdzie ci na nią czekać -jest wypierdalanie stąd jak najszybciej i jak najdalej nim wydamy na ciebie wyrok za zdradę albo szpiegostwo.- powiedział brodacz.
-Albo jedno i drugie- wycharczał Ruhad wciąż uciskając ranę po kuli.

Adaś:
-Dobra niech ci będzie!-Powiedziałem unosząc dłonie z mieczem, po czym schowałem go do pochwy. Tym samym zwalniając uścisk Ruhadowi. Odszedłem trzy kroki na bok, potem kawałek do przodu i powiedziałem kierując się do drzwi:
-Więc odchodzę, zadowolony?
Co prawda istniała szansa, że i tak dostanę kulkę w plecy. No ale i tak nie miałem w tym momencie, nic do stracenia. Choć w głębi liczyłem na to ze krasnal dotrzyma słowa.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej