Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wysypisko

<< < (5/15) > >>

Adaś:
Ni to w pizdę ni to w oko!-Podsumowałem swoje informacje, kiedy tylko zostałem w kulturalny sposób wyproszony z biblioteki. A do tego było późno, więc nie pozostawało mi nic innego, jak tylko udać się do domu Yarpena. Kto wie czy jest w mieście, ale ważne że klucze od domostwa mam! W końcu po co płacić za kwaterę w karczmie, która na dodatek pewnie jest pełna wesz i pluskiew. Skoro można pójść na łatwiznę i zakwaterować się u tatusia, w cieplutkim czystym mieszkanku. Choć w przypadku domku ojczulka, słowo czystość nabiera nowego znaczenia. Ale ostatecznie i tak warunki lepsze niż w karczmie, no i co najważniejsze alkohol nie chrzczony!
Tak więc ruszyłem w kierunku domostwa ojca, aby móc spokojnie wypocząć, a rano ruszyć na dalsze poszukiwania informacji.

Hagnar Wildschwein:
//Rozumiem, że chcesz po prostu spędzić noc w spokoju? Jeśli tak to potraktuj ją jako spokojną i pisz następny post po przebudzeniu.

Adaś:
Bez większych problemów, dotarłem do domostwa Yarpena. W środku było ciemno, więc tatulcia albo nie było, albo musiał spać. A też zbytnio mnie to nie interesowało, tak więc poszedłem prosto spać. Teraz dopiero zacząłem odczuwać zmęczenie. Robota przy książkach, na pewno nie była dla mnie. A robota ta, tak mnie wykończyła, że gdy tylko się położyłem do łóżka, od razu sunąłem.
Kiedy tylko się zbudziłem, zaczynało już świtać. Co prawda była to zbyt wczesna pora, aby wyruszyć na dalsze poszukiwanie informacji. Ale zawsze można było coś zrobić ze sobą, oraz przygotować się na dzień dzisiejszy. Jak tylko się umyłem oraz pojadłem, zabrałem się za pracę. Na kawałku papieru, zacząłem wypisywać informacje których już się dowiedziałem. Co prawda mogło mi się to przydać w takim samym stopniu, jak mogło to być bezużyteczne. No ale co mi szkodziło skoro miałem czas? Skończywszy to, ubrałem się oraz zabrałem cały swój sprzęt. Pora była już taka, że można było ruszyć w dalszą podróż po mieście. Tak więc opuściłem domostwo Yarpena, po czym skierowałem swe kroki, w kierunku Rady Niedźwiedzia

Hagnar Wildschwein:
Dzień był paskudny. Nawet nie chodziło tutaj o aurę, a raczej o jakieś dziwne przeczucie. Coś wisiało w powietrzu. Bez trudu dotarłeś do Rady Niedźwiedzia. Fasada niemalże błyszczała. Przy drzwiach, poprzedzonych ornamentalnymi schodami, stała straż. Podejrzewasz, że uzbrojenie i opancerzenie nie tylko kosztowało fortunę, ale i zdobiło piersi i prawice wojowników tak zajadłych, że i rynsztunek dla całego hufca nie zrekompensowałoby ich śmierci. Podejrzewasz też, że ich porażka u bukmachera ma stawkę 1:1000. Wszedłeś do środka. Otoczony arkadami dziedziniec był pełen petentów i urzędników oraz stałych bywalców. Przewinęło się też kilku zbrojnych.

Adaś:
Mają rozmach.. Pomyślałem sobie widząc całą te fasadę budynku, oraz zbroje ochrony. Widząc to wszystko, tylko zagwizdałem pod nosem. Oczywiście w akcie podziwu, a nie innego powodu, który mógłby mi ktoś zarzucić. Przemieszczając się w budynku, rozglądałem się po wnętrzu. A było naprawdę co podziwiać, ale idąc tak w końcu dotarłem na dziedziniec. Tu to dopiero był tłok...
Nie wiedząc gdzie szukać potrzebnych mi informacji, podszedłem do pierwszego lepszego urzędasa, co akurat nie przyjmował żadnego petenta. Co prawda wyglądał mi na takiego, co już miał lecieć na przerwę napić się porannego miodu.
-Przepraszam, gdzie znajdę informację na temat Chylicy Dolnej i Górnej?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej