Tereny Valfden > Dział Wypraw
Górski spacer
Aurius:
-Wydaje mi się, że rano będzie znacznie lepiej. Teraz obudzony w śnie nie musi pamiętać wszystkie rzeczy.
Zeleris Flamel:
Flamel wyszczerzył się paskudnie.
- Myślę, że by się szybko rozbudził jeśli by się go odpowiednio zapytało. Ale jak uważasz. Mi to wszystko jedno. - Zaczął iść w stronę swojego pokoju. - W taki razie widzimy się rano. Na razie - pożegnał się i wszedł do pokoju. Zamknął oczywiście drzwi, coby nikt nie uznał za stosowne włazić do środka i uwalił się na łóżku, próbując nie słyszeć lamentów zjawy. Trzeba było poczekać na ranek.
Aurius:
Pomimo ciągłych płaczów zjawy, jakoś udało się obu podróżnikom usnąć. O poranku nie było nawet słychać choćby najdrobniejszego hałasu związanego z nocnym nawiedzeniem. Wszystko ucichło jak po burzy. Jedyne dźwięki wydawał gdzieś na dole Kochar krzątając się przy ladzie.
Zeleris Flamel:
Dracon otworzył oczy. Przetarł je. Niezbyt się wyspał, ale nie było na to rady. Wstał i obmył się pobieżnie w wodzie z dzbanka, którą wlał do miski. Zimna woda rozbudziła go nieco, ale mag uznał, że przydałaby się kawa. Wyszedł więc z pokoju i zszedł do głównej sali karczmy. Usiadł przy ladzie, owijając stołek ogonem.
- Witaj, gospodarzu - rzucił na powitanie. - Daj trochę kawy, jeśli masz. I coś do jedzenia - powiedział. Postanowił nie czekać na zakonnika, tylko zaatakować pytaniami od razu. - Kim była Veira? - zapytał tonem, jakby pytał o pogodę.
Aurius:
Tymczasem paladyn spokojnie siedział zagłębiony w jednym z foteli pijąc poranną herbatę. Zostawił jednak pytania adeptowi magii.
-Mieszkała tutaj dawno temu. Niegdyś to był jej dom. No i jej męża. Ale zmarło się kobiecinie ze smutku. Tyle czekała, lecz serce nie wytrzymało. Bidulka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej