Tereny Valfden > Dział Wypraw
Górski spacer
Zeleris Flamel:
Podejrzenia dracona zaczynały się sprawdzać. Donovan był mężem Veiry, kobiety, której zjawa nawiedza obecnie karczmę. I to właśnie on musiał być powodem, dlaczego Veira nie opuściła do końca tego świata. Mag wątpił w jego śmierć, przynajmniej z przyczyn naturalnych. Mozę ktoś go zabił? To też było raczej wątpliwe. Zjawa wtedy raczej nie byłaby pełna żalu i rozpaczy, lecz gniewu i chęci zemsty. I wtedy Zeleris rozmowę z nią zostawiłby zakonnikowi, jak na dobrego kompana przystało. Może więc odszedł od kobiety, zostawił ją? Albo po prostu wyruszył gdzieś i nie wrócił? Flamel wiedział, że nie tak dawno temu na Valfden wybuchła wojna domowa. Jacyś szlachcice uznali, że warto wystąpić przeciwko królowi. Może Donovan wyruszył, aby walczyć dla którejś ze storn i zginął w boju? A Veira wiernie czekała na jego powrót przy tym oknie i w końcu, może dowiedziawszy się o jego śmierci, zabiła się, skacząc przez nie? W sumie chyba było za nisko, aby można było się zabić, skacząc przez nie. Co najwyżej można było się połamać. W sumie taka teoria była dobra jak każda inna. Przynajmniej zjawa zdawała sobie sprawę, że jest martwa. To chyba dobrze.
- Gdzie jest teraz twój mąż? - zapytał mag.
Aurius:
-Nie wiem. Smutek mnie pochłania. Moje łzy są dla mojego zaginionego męża. Obiecał kiedyś wrócić, a ja ciągle czekam.
Zeleris Flamel:
Dracon uśmiechnął się w duchu. Jego domysły zaczynały się sprawdzać. Wyraz jego twarzy nie zmienił się jednak, gdyż nie chciał jakimkolwiek gestem, czy mimiką wkurzyć zjawy.
- Rozumiem. Postaram się dowiedzieć się, co go spotkało i zapewnić ci spokój - powiedział i trzasnął ogonem zakonnika po nogach, aby wycofał się z pokoju. Jeszcze raz się rozejrzał po pomieszczeniu, chcąc zobaczyć, czy nie ma w nim niczego, co dawałoby jakieś wskazówki. Po tym cofnął się i opuścił pokój, zamykając za sobą drzwi.
- Trzeba będzie pogadać z Kocharem. On pewnie coś wie na ten temat - powiedział, gdy już byli na korytarzu. Uśmiechnął się lekko. - Przynajmniej zaoszczędzimy grzywny na noclegu, bo gość pewne będzie wdzięczny za rozwiązanie sprawy z tym nawiedzeniem.
Aurius:
-Myślę, że on wiedział. Pewnie gdy tylko mnie zobaczył, uświadomił sobie, że zajmiemy się jego problemem. Stąd pewnie to miłe przyjęcie i tym podobne. Poza tym żeby zachęcić do spędzenia nocy i właśnie rzucenia okiem na tą sprawę.
Zeleris Flamel:
Dracon ruszył korytarzem.
- A ja byłem pewien, że po prostu mu się spodobałeś - odparł wzruszając ramionami. Wywołało to dość zabawny ruch skrzydłami. - No, ale pewnie masz rację. Wasze Bractwo słynie z pomocy w takich przypadkach, zaś magowie... cóż, zniszczenie Gildii o czymś świadczy. - Skrzywił się. Wciąż nie mógł sobie wybaczyć, ze nie było go w Gildii podczas zamieszek. Z mocą jaką wtedy dysponował, pokazałby tłuszczy co oznacza zadzieranie z magami. I bardzo możliwe, ze zginąłby pod widłami, ale przynajmniej obroniłby tyły uciekających nowicjuszy i magów.
- Idziemy do razy do niego, czy rano na spokojnie wypytamy go o wszystko? - zapytał, bo jemu było w sumie obojętnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej