Tereny Valfden > Dział Wypraw

Górski spacer

<< < (14/39) > >>

Aurius:
Gdy tylko pchnąłeś drzwi, przytłoczyła cię fala smutku, przygnębienia i żalu. Ciężko było ci się skoncentrować i skupić na czymś. Aura zjawy nie za dobrze wpływała na psychikę otaczającego świata. Pokój miał spore okno, przy którym to stała właśnie zjawa. Była to widmowa kobieta ubrana w jasną niebieską szatę. Spoglądała w dal przez wybitą okiennice. Była stosunkowo młoda. Mimo otwarcia drzwi, nawet nie odwróciła się w ich kierunku.

-Ja bym uważał Flamelu. Niektóre są nieszkodliwe, a niektóre potrafią rozszarpać człowieka na strzępy. To tylko kwestia czasu w większości przypadków. - powiedział paladyn i stanął zaraz za adeptem. Zakonnik również czuł tą nieprzyjemną aurę, jednak nie dawał się zdominować temu uczuciu.

Zeleris Flamel:
Adept, który niedawno rozpoczął szkolenie związane z rangą maga zatrzymał się na chwilę, gdy poczuł fale żalu i smutku. Imię wypowiedziane przez zjawę, oraz owa fala, dawały pewne wskazówki co może być powodem nawiedzania karczmy. Zeleris całą siłą swojej koncentracji skupił się na tym, aby zminimalizować wpływ aury rozpaczy. Spojrzał na wybite okno. Duchowa dziewka stała obok niego. Samobójstwo? Trzeba było zbadać sprawę. A tym celu należało zapewne porozmawiać ze zjawą i nie dać się przy tym zabić. Dracon rozejrzał się po pokoju. Może znajdowało się tutaj coś, co mogłoby pomoc w tej sytuacji. Zastanawiał się przy tym, czy nie warto by najpierw wyciągnąć jakieś informacje z Kochara. Musiał coś wiedzieć na ten temat. Ale może później, skoro już weszli do pokoju.
- Witaj, młoda damo - zaczął jakłagodniejszym i najbardziej przyjaznym tonem jaki mógł z siebie wydobyć. Nie chciał wystarczyć zjawy. Szukał odpowiednich dalszych słów. - Jesteśmy przyjaciółmi. - Zawsze dobry początek. - Cóż się stało? - zapytał najprostszymi i najzwyklejszymi słowami. Słowa zakonnika zaniepokoiły go, więc co chwilę zerkał za zjawę na zewnątrz, przez okno. W razie czego powinien zdarzyć się teleportować tam.

Aurius:
-Kogo to moje płaczące oczy widzą? Nie mojego Donovana. Ale człowieka z krwi i kości. - odezwała się zjawa.

Zeleris Flamel:
Gdy zjawa nie okazała się wściekłą i łaknącą krwi morderczynią Zeleris odetchnął w duchu. To był dobry początek. Pytanie tylko, jak będzie dalej. Kątem oka zerknął na zakonnika. Zjawa albo miała całkowicie zaburzoną percepcję, co było możliwe, albo też mówiła o Auriusie właśnie. Albo wyczuła jakąś cząstkę człowieczeństwa Flamela. Wszak ono ciągle istniało w jego duszy, w podświadomości, o czym przekonał się niedawno, "rozmawiając" z tą cząstką swojej jaźni.
- Nie jestem twoim Donovanem - przyznał mag. - Ale chciałbym pomoc ci zjednoczyć się z nim - dodał. Mówił oczywiście takim samym tonem jak przedtem. Podświadomie czuł, że należy mówić do zjawy właśnie takim uspokajającym tonem.

Aurius:
-W życiu nosiłam imię Veira. Teraz tak puste imiona nic nie znaczą. Moje niosło tylko znaczenie na ustach męża. - mówiła dalej

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej