Tereny Valfden > Dział Wypraw

Cokolwiek będzie, wytrwamy! Epicka obrona Mrozów.

<< < (15/17) > >>

Hagmar:
Leciał nisko, zaledwie 20m nad ziemią. Widział obóz wroga i oddalony namiot gdzie kilka osób w pośpiechu dokonywało taktycznego odwrotu. Zobaczył też Khera. Zdrajca wskakiwał na konia, dracon przyspieszył pogoń, zanurkował i gdy był już dość blisko poczuł ukłucie w lewym skrzydle, momentalnie zaczął spadać. Szczęście że dziura w skrzydle nie była duża, wykorzystał areodynamikę i te inne skomplikowane rzeczy by spaść tak by się nie zabić. Spadł, przebijając dach namiotu wylądował na dębowym stole który połamał. - Kurwa mać! Zaklął leżąc na ziemi wśród szczątków stołu, bolało go wszystko. Powoli się podniósł, nic nie złamał na szczęście. Obejrzał skrzydło, dziurka w błonie była spora, bez mikstury mógł zapomnieć o lataniu. Ale miał inny problem, był sam za liniami spierdalającej armii. Pięknie kurwa. Po prostu pięknie.

Mohamed Khaled:
Heshar Anash! wymówił nawet nie wiem który już raz. Kula ognia, pędząca prost na gardło spaliła wszystko w co trafiła na ciele.
W tym czasie zbrojny, którego odepchnął ruszył do ataku. Nie miał szczęścia. Może i Cry nie był wybitnym akrobatykiem, lecz żeby zrobić unik i podkosić kogoś to umiał. I to właśnie zrobił. Wróg był ewidentnie zaskoczony, ponieważ nie chronił się. Runął, a jego zbroja zrobił wielki huk. Miał problemy ze wstaniem. To była szansa dla potomka Mundusa który skrywał mroczny sekret. Momentalnie podbiegł do niego, podskoczył i z oboma mieczami w rękach spadł na brzuch zbrojnego. Siła z jaką ostrza się wbiły, może i nie była za duża lecz zbroję uszkodziła. Powtórzył atak. Ponownie wbił ostrza w brzuch, tym razem doprowadzając do śmierci.

Po raz kolejny zaatakował go jeden z rycerzy. Co? Oni nie widzą co ja im robię?. Nie spodziewał się tego. Zanim zdążył się zorientować co się stało Sparda leżał na ziemi z kolejną blizną na twarzy. Tym razem usta. Za dużo tego!. Wstał. Zrobił szybki unik. Wróg nie miał szans. Za dużo natarć na raz.
Jedyne co był wstanie zrobić to wystawienie tarczy. Ta go uratowała. Ostrza które posiadał szary wilk zostały w środku. Anash! przypomniał sobie. Rzucając granat rzekł:
Giń psie! Niech twoja matka dowie się, za co zginąłeś. Za zdradę! - mówiąc to rzucił granat. Trafiając w korpus, rozproszył go. Czym prędzej podbiegł, chwycił swe miecze i zadał decydujący cios. Pierw wbił w brzuch, następnie podciął nogi, a na sam koniec jedno z nich wbił w szyję, drugie w paszczę.
Ten który trafił w szyję, rozciął ją, a ten który trafił w mordę przebił ją na wylot.
Wiedząc że nie może się teraz poddać, ruszył do ataku!

//Mogę dowodzić jakimś małym oddzialikiem magów... Takim na 3-4 osoby? :)

Hagmar:
//Nie  :)

Mohamed Khaled:
Heshar Anash! - wymówił. Tak jak zwykle rzucił prost w głowę zabijając na miejscu. Szybka, łatwa śmierć.
Anash! - wykrzyczał. Granat trafił w jaja. Wróg zgiął się w pół, a Sparda chciał go dobić. Nie udało mu się. Został kopnięty w plecy.
Był to kolejny z wrogów. Tyle było tego dobrego, że podczas kopnięcia miecze były zwrócone ku rycerzowi. Nie zdążył zareagować. Ostrze wbiły się jak w masełko. Wyciągając je, zrobił szybki blok zza pleców, odskoczył na bok, uderzył kilka razy z prawej, z lewej i od góry. Znalazł słaby punkt.
Podczas bloku, gdy miecz był u góry swym drugim mieczem uderzył w rękę. Ta została odcięta, ostrze wypadło a sam wróg zawył. Ponowił atak, odcinając drugą rękę, obydwie nogi. I gdy był już nie radny do walki, dobił go jak to przystało na ciemny charakter: Czyli okrutnie!

//To może chociaż jednego? Plosze :)

Hagmar:
//Nie. Jesteś szarym adeptem nie dowódcą.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej