Tereny Valfden > Dział Wypraw
Cokolwiek będzie, wytrwamy! Epicka obrona Mrozów.
Elrond Ñoldor:
Nikt za bardzo się nie przejął nagłym pojawieniem się czarodzieja. I było mu to na rękę, nie chciał za szybko umierać. Skoncentrował się i wypowiedział inkantacje czaru.
- Aresh isgrash isarosh izilish! - na koniec klasnął w dłonie. Najbliżsi wojacy biegający i walczący wokół niego zorientowali się że jest coś nie tak. Energia magiczna utworzyła dziesięć kamiennych pocisków, które wystrzeliły w kierunku wojaków, siejąc w nich spustoszenie... Elrond wyciągnął broń.
Mohamed Khaled:
Heshar Anash! - wymówił już spokojnie. Jak za każdym razem, kula trafiła w cel zabijając go na miejscu.
Anash wykrzyczał, gdy w nim ponownie obudził się demon... Demon ognia!
Granat rzucił w nabiegającego rycerza. Oszołomiony nie zobaczył, jak ten dzięki telekinezie został odepchnięty.
Teraz oboma mieczami, podbiegł i zadał cios.
Był tak ogłuszony, że nie poczuł bólu. Umarł szybko, bez boleści...
//Przy tak wielkiej walce, brakuje mi weny do pisania walk :)
Hagmar:
Wroga armia uciekała w popłochu, przebiegli przez most a za nimi lojaliści. Bitwa trwała do nocy, wtedy też resztki sił wroga uciekły na zachód, szczęśliwie omijając obóz w którym skrył się Aragorn.
//Te 20tyś ludzi które ocalało uciekło bądź ucieka.
Elrond Ñoldor:
- I po zabawie... - powiedział starając się przywrócić swojemu strojowi wygląd sprzed bitwy. Gdy tak uczynił zaczął przeszukiwać zwłoki martwych. Rycerze musieli być majętni. Zakasał rękawy i wziął się do roboty. Wszakże trupów było sporo.
Hagmar:
//Edziu: Znajdujesz 5 srebrnych pierścieni i łącznie 77 grzywien.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej