Walka zdawała się dobiegać końca, na moście i w jego bezpośredniej okolicy pozostało ledwie kilku przeciwników, których chyba byli coraz to bardziej zestresowani przebiegiem walki, której sytuacja zmieniała się na niekorzyść konwoju i jego ochrony. I może to wpłynęło nieco na zachowanie Severusa, który nieco odpuścił i stracił koncentrację, kolejny dowód tego, iż śmierć negatywnie wpływa na zdolności bitewne. Dawniej do tego by nie dopuścił. Z tego stanu brutalnie wydarł go głośny ryk, zwiastujący coś bardzo niemiłego. Ravnblod zdołał odwrócić się na czas w stronę źródła tegoż dźwięku. Od razu spostrzegł co go wydaje, ciężko było nie zauważyć wielkiego i wściekłego orka, który wymachując toporami biegł szaleńczo w stronę Seva, najpewniej chcąc pozbawić go kilku kończyn i ewentualnie głowy. Jako, że Ravnblod był do niech bardzo przywiązany, zrobił wszystko, aby tego uniknąć. Wykorzystując swoją akrobatyczną zwinność, odskoczył w bok i przeturlał się po ziemi. Ostrze topora minęło go o kilka cali. Lecz to wcale nie zdemotywowało orka, który z jakiś powodów uparł się na pocięcie Sevrerusa. Może któryś z zabitych przez kruczego adepta zgromadzeniowców był jego przyjacielem? To było w chwili obecnej nieważne. Ravnblod wstał szybko i przybrał pozycję, która umożliwiłaby mu szybki unik. Dobrze wiedział, że w bezpośrednim starciu siłowym nie ma najmniejszych szans. Należało więc atakować szybko i precyzyjnie, jednocześnie bardzo uważając na topory orka. Bardzo szybko, dodatkowo licząc na szczęście, gdyż ork był szybki. Bestia zadała kolejny cios i Sev znów wykonał unik, dość rozpaczliwy, lecz skuteczny. Zdawał sobie sprawę, ze najmniejszy błąd będzie kosztował go życia. A nie miał najmniejszej ochoty na powrót do kotła dusz. Tak więc walczył, walczył o życie, co głównie sprowadzało się do uników. Wykonał już ich kilka, odskoczył też parę razy i nie zauważył jeszcze sposobności do ciosu, który i tak niewiele by dał. Walka zdawała się być bezsensowna... Nie! Powstrzymał takie myśli. Zaczął układać plan, dzięki któremu mógłby wykorzystać otoczenie przeciwko orkowi, zdeterminowany, aby zabić bestię. Odskoczył przez kolejnym potężnym ciosem i... zaczął uciekać. Tak to mogło wyglądać, lecz tak naprawdę był to taktyczny manewr. Chciał po prostu ściągnąć orka w pewne miejsce. Zbiegł z mostu, kierując się do drzew, skąd wcześniej strzelali łucznicy. Słyszał za sobą ciężki tupot nóg orka, który gonił go, drąc się w swoim prymitywnym języku. Dotarł do drzew niemalże w ostatniej chwili. Mgnienie oka później wpadł między nie ork, wymachując toporami. Severus już po raz kolejny odskoczył przez toporami i przeturlał się po ziemi, po czym wstał. Tutaj, między drzewami, ork, który wykonywał szerokie zamachy toporami tracił część szans na powodzenie. Należało odpowiednio to wykorzystać. I tak nastąpił kolejny etap walki. Severus zwinnie uskakiwał od ciosów bestii, kryjąc się za drzewami i oddalając się poza zasięg toporów. I w końcu, po przedłużającej się już walce i wielu przekleństwach orka, oraz jego kwestionowaniu odwagi Severusa, nadeszła ta chwila. Jeden z jego toporów wbił się w drzewo. Dało to dosłownie pół sekundy na reakcję Seva. Mithrilowe ostrze uderzyło w rękę bestii, celując w staw łokciowy. Skóra potwora była twarda, lecz Ravnblod miał miecz z mithrilu. A takie klingi znane były ze swej ostrości. Wpiło się w ramię orka, rozrywając skórę i ścięgno, co wywołało kilka reakcji. Pierwszą była, rzecz jasna, mała fontanna krwi. Druga był wrzask orka. Trzecią zaś znaczne osłabienie zranionej ręki. Bestia wyrwała co prawda topór z drzewa, lecz jej zraniona prawa ręka, byłą już znacznie mniej zdatna do walki. I to było widać. Ork walczył zażarcie, lecz miał już słabość. Walka była kontynuowana, Severus wciąć unikał, lecz teraz częściej starał się zajść orka od prawej strony i zadać cios. I owe ciosy zadawał. po kilku minutach prawa ręka orka była zupełnie poraniona. Zielonoskóry ledwo trzymał topór. Zadał cios tym trzymanym w lewej ręce. Severus zrobił unik, zniknął za drzewem i wyskakując z drugiej strony ciał w prawą dłoń. Kilka palców, topór i kawałek dłoni wpadło na ściółkę, gonione przez tryskającą krew i ryk orka. Ravblod zdawał sobie sprawę, ze taka rana co prawda osłabi orka, ale też strasznie go wkurzy. Dlatego też nie chciał dać szansy na kontratak. Błyskawicznie wydobył swój drugi miecz, znacznie gorszy, kupiony w mieście i natarł na bestię. Uderzył mithrilowa klingą jeszcze raz w prawą rękę stwora, po czym przeskoczył na jego tyłu i zadał kilka szybkich ciosów w jego nogi, uderzając zarówno mithrilowym ostrzem, jak i tym nazywanym handlowo "mieczem obywatela". Przeciął łydkę bestii, oraz jedno ze ścięgien. Ork wrzasnął i zamachnął się toporem, odwracając się, lecz był już na przegranej pozycji. Zachwiał się i upadł na kolana, co wykorzystał Sev. Mieczem obywatela uderzył jego lewa dłoń, pozbawiając go dwóch palców. Zaś mithrilową klingą uderzył w twarz potwora. Najpierw wykonał cięcie, rozrywając jego wargę i polik, potem zaś pchnął. Ostrze wbiło się w oko potwora, docierając do mózgu. Bestia nawet nie wrzasnęła, tylko osunęła się na ziemię. Martwe truchło podrygiwało lekko, przez ostatnie impulsy nerwowe z uszkodzonego mózgu. Ravnblod westchnął ciężko. Dopiero teraz zaczął czuć zmęczenie. Wytarł broń o ubranie orka, po czym wyszedł z lasku.
0/7
0/10
4/12