Severus obserwował całe to przedstawienie z cieniem uśmiechu na ustach. Bardzo specyficznego uśmiechu, aż strach pomyśleć co sobie myślał i co knuł. W końcu, gdy Gunses ugryzł Diomedesa, oraz podał mu swoją krew, a także wygłosił dość teatralną przemowę, Dragosani zaczął... klaskać.
- Brawo... - powiedział. Nie sposób było stwierdzić, czy szydzi, czy też nie. - Widzę, że potrafisz zachować ceremonialną otoczkę w każdych warunkach, Gunsesie - skomentował. Podszedł do Diomedesa, który zapewne zaraz miał zacząć zwijać się z bólu. Podał mu dłoń, chcąc pomóc wstać.
- Pozwól, że pomogę dojść ci do barki. Nie chcemy, abyś nam padł w połowie drogi. Poza tym, jakby nie patrzeć, jesteś teraz moim ileś tam prawnukiem. Wypada, abym pomógł. - Spojrzał na Gunsesa. - A ty sobie poradzisz? Wyglądasz dość słabo. Delikatnie mówiąc...