Autor Wątek: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci  (Przeczytany 24626 razy)

Description:

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Adaś

  • Podskarbi Koronny
  • ***
  • Wiadomości: 7908
  • Reputacja: 8331
  • Płeć: Mężczyzna
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #140 dnia: 10 Wrzesień 2012, 19:49:26 »
Wszyscy siedzieli jak na szpilkach oczekując na świt, na porę o której wszelkie karawany ruszają w dalszą podróż. Ale świt nie nastał, o godzinie w której słońce miało wstać za horyzontu, niebo lekko się rozjaśniło. Minęła kolejna godzina a niebo tylko lekko pojaśniało. Była to wina strasznie gęstych szarych chmur zasłaniających słońce, zapowiadał się deszcz, może i nawet burza. A do tego na ziemią unosiła się mgła, ograniczająca widoczność do stu metrów.
Minęła kolejna godzina, kiedy grupa kawalerzystów czekających na wschodnim brzegu, usłyszała rytmiczny terkot kół. Chwilę później zdało się słyszeć już odgłosy prychających koni, oraz rozmawiającej obstawy. Było jasne że karawana się zbliża. Kiedy przejeżdżała tuż obok skrytych wojowników widać dokładnie było liczbę obstawy, siedzącej na kozłach. Grupa kawalerzystów czekała aż Havekarzy ich miną i wjadą na most. Odczekali aż ostatni wóz znikł we mgle, po czym wyprowadzili swoje konie na trakt. Dokładnie sprawdzali swój ekwipunek, oraz stan "techniczny" koni. Pięć minutpóźniej wprowadzili konie na most i prowadząc je za uzdy szli okropnie długim mostem na zachodni brzeg, będąc cały czas gotowymi wskoczyć na siodło i pogalopować.
Półgodziny później, grupa strzelców usłyszała dźwięki, oznaczające nadjeżdżającą karawanę. Chwilę później z mgły zaczął się wyłaniać pierwszy wóz. Aż tu nagle jak nie pierdolło, wszyscy od razu wiedzieli że to Milten zaczął czynić swoje cuda. Pierwszy wóz w który mag wycelował swoje zaklęcie stanął w ogniu. Był to znak który dotarł również do kawalerii…

7x Ochroniarz
10x Berserker Angelosa
12x Wojownik Zgromadzenia

Offline Iddeous

  • Magnat
  • ***
  • Wiadomości: 374
  • Reputacja: 380
  • Płeć: Mężczyzna
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #141 dnia: 10 Wrzesień 2012, 20:04:26 »
Iddeous prowadził swojego konia po trakcie wraz z grupą innych wojowników. Niebo było pochmurne i mroczne. Nie zanosiło się na świt, który powinien już nastać. Karawana minęła wojowników, a oni po chwili wyleźli na most. Szli tak, a wtem na niebie rozbłysło jakieś kolorowe światło i dało się słychać przerażający huk. - To Milten!- zakrzyknął żołnierz.- Mamy spiąć dupska, i ruszać szarżą na zgromadzeniowców. Wojownik wskoczył na swego wierzchowca, po raz ostatni sprawdził czy wszystko jest na swoim miejscu i czekał na resztę. Gdy już się przygotują, grupa ciężkiej jazdy ruszy do boju...

Forum Tawerny Gothic

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #141 dnia: 10 Wrzesień 2012, 20:04:26 »

Offline Hagmar

  • Obywatel
  • ***
  • Wiadomości: 15659
  • Reputacja: 16508
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #142 dnia: 10 Wrzesień 2012, 20:14:33 »
Napierdalać! Krzyknął Garir, wystrzelił z opartej na osłonie z ziemi kuszy w spanikowanego ochroniarza który coś tam wrzeszczał i wraz z innymi próbował uspokoić konie. Próbował, bo te kilkanaście sekund po tym jak pierwszy wóz eksplodował człowiek ów leżał z przestrzelonym gardłem. Reszta przyjęła pozycje obronne.

Offline Anette Du'Monteau

  • Zakon Keitai
  • ***
  • Wiadomości: 9810
  • Reputacja: 12877
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ktoś i każdy, to moje imię.
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #143 dnia: 10 Wrzesień 2012, 20:39:33 »
Mauren wskoczył na siodło niemal natychmiast. Poklepał swojego wierzchowca po grzbiecie i sprawdził uprzęże. Ręka Zeyfara automatycznie ruszyła do Sędziego przy pasie. Ten miecz służył mu od długiego czasu, a dziś miał się sprawdzić po raz kolejny w dłoniach zabójcy. -Panowie gotowi?

Offline Nessa

  • Obywatel
  • ***
  • Wiadomości: 2744
  • Reputacja: 3261
  • Płeć: Kobieta
  • Nuda :(
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #144 dnia: 10 Wrzesień 2012, 20:45:11 »
//: Uwielbiam Wasz upływ czasu.
 
   Nessa grzecznie podziękowała hrabiemu za propozycję, ale nie chciała strzelać z drzewa. Było za ciemno, a poza tym, mimo elfiej zwinności, nie posiadała szybkości Gunsesa, by w odpowiednim momencie zejść na dół. Poza tym miała wrażenie, że jedno drzewo było za małe na parę strzelców.
Następne sekundy, które przeistaczały się w minuty i godziny spędziła na znajdowaniu sobie odpowiedniego krzaczka, za którym by się skryła i poszukiwaniu odpowiednich narzędzi do jakże kobiecej sztuki kamuflażu, którą Nessa posiadła w Krukach. Gdy już udało jej się zlać z otoczeniem (co było całkiem trudne zważywszy na uciekającą przed dniem noc!), usiadła na ziemi nasłuchując i licząc strzały, coby się odstresować, bo przecież nie mogła siedzieć w ciągłym napięciu. Co by na to powiedziały jej mięśnie?
   Gdy niebo dostrzegalnie się rozjaśniło, elfka zerknęła na Cadacusa, ale nie mogła go zbyt dobrze dostrzec ze względu na swoje miejsce. Nie była pewna, jak wampir będzie się trzymał.
   Pierwsze dźwięki, które dotarły do szpiczastych uszu, nie spodobały się ich właścicielce ni w ząb. Ale mus to mus. Długoucha sięgnęła po strzałę i czekała spokojnie. Spokojnie do momentu, aż coś nie dupnęło. Gdyż inaczej się tego określić nie da, a przynajmniej przestraszona elfka, która zbyt wiele czasu spędzała z krasnoludami, nie potrafiła. Podskoczyła lekko i przeklnęła Miltena, gdyż dla strzelca miarowy oddech jest rzeczą bardzo ważną, a właśnie on jej go pozbawił. Strzała jednak nie wypadła z dłoni Nessy i już spoczywała naciągnięta na cięciwie. Czekała jedynie aż wyłonią się odpowiednie cele.
   Najpierw dojrzała orków, o których wspominali wcześniej jej towarzysze, ale postanowiła nie przyglądać się im dłużej. To nie skończyłoby się dobrze dla walącego elfiego serca. Na mężczyznach w płaszczach też się nie skupiła, bo za plecami osobników, których przyporządkować nie potrafiła, dostrzegła coś, co nie pasowało ani do miecza, ani do topora, ani do innej broni używanej do walki w zwarciu. Pozostawała kusza, a dla dobra strzelców trzeba było ich najpierw wyeliminować. Więc Tinuviel zmrużyła zielone oczka i wymierzyła w najbardziej wysuniętego przeciwnika. Teoretycznie było wciąż za ciemno do pewnego strzału, ale Tropicielka była przecież elfką. I mistrzynią łuku. Zatem wypuściła pewnie strzałę, która pomknęła w szyję brzydkiego pana.

5/7
10/10
12/12

30-1=29 strzał
« Ostatnia zmiana: 10 Wrzesień 2012, 21:21:08 wysłana przez Nuda »

Offline Hagmar

  • Obywatel
  • ***
  • Wiadomości: 15659
  • Reputacja: 16508
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #145 dnia: 10 Wrzesień 2012, 21:01:50 »
Czyjś bełt przemknął nad głową generała, ochroniarze najwyraźniej zwietrzyli skąd lecą na nich strzały. Wcześniej przygotowana kusza ponownie wypaliła, kolejny bełt położył kolejnego ochroniarza. Dostał w płuco, padł na bruk paskudnie charcząc... wtedy też ruszyli na nas berserkerzy. Byli jakieś 100m od naszej pozycji.

4/7
10/10
12/12

Offline Adaś

  • Podskarbi Koronny
  • ***
  • Wiadomości: 7908
  • Reputacja: 8331
  • Płeć: Mężczyzna
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #146 dnia: 10 Wrzesień 2012, 21:02:33 »
Gdy tylko kruk spostrzegł rozbłysk, w momencie wskoczył na siodło. Nie sprawdzał niczego już, gdyż zrobił to wcześniej. Spojrzał za siebie i dostrzegł już siedzących na koniach. Machnął tylko ręką aby ruszali, a sam wyciągnął swe nowe ostrze. Ostrze wykonane z szarej rudy. Ostrze które jeszcze nie posmakowało krwi. Kruk za młynkował nim dwa razy. Po czym spiął konia i ruszył galopem.


//:Dojedźcie we własnym "zakresie" bo nie chce mi się o tym pisać :P

Offline Nessa

  • Obywatel
  • ***
  • Wiadomości: 2744
  • Reputacja: 3261
  • Płeć: Kobieta
  • Nuda :(
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #147 dnia: 10 Wrzesień 2012, 21:09:59 »
- Ojojojoj - zdążyła jedynie powiedzieć długoucha, po oddaniu drugiego strzału. Już automatycznie. W górę cielska nie mierzyła zbyt długo, a ze względu na jego zbroję powinna. Trafiła maksymalnie w udo, choć nie miała co do tego pewności, gdyż nie celowała, a wizja napierających na nich orków nie była kolorowa, więc i łuk obniżyła. Zupełnie jak nie na elfa przystało.
A następnie już jak przystało na rozsądną kobietę, podwinęła "kieckę", zrobiła w tył zwrot i biegiem wycofała się jak najdalej, by móc oddać kolejne strzały bez ryzyka utraty głowy. Z Zielonymi nie miała co walczyć, gdyż w jej ekwipunek poza łukiem wchodził jeszcze sztylet. Nessa Walczne Serce, psia ją mać.

29-1=28 strzał
« Ostatnia zmiana: 10 Wrzesień 2012, 21:20:54 wysłana przez Nuda »

Offline Iddeous

  • Magnat
  • ***
  • Wiadomości: 374
  • Reputacja: 380
  • Płeć: Mężczyzna
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #148 dnia: 10 Wrzesień 2012, 21:12:34 »
- Napierdalamy Panowie!- krzyknął Iddeous do swoich towarzyszy konnych. Spiął konia pod boki i ruszył najpierw kłusem, a potem gdy już zaczęli zbliżać się do miejsca zasadzki ruszył pełnym galopem. Mknął tak obok jakiegoś woja, ale nie rozpoznał go. Zbliżał się już powoli do wrogów. Spodziewał się zobaczyć sporą grupę orków i zgromadzeniowców. Był gotowy, aby ruszyć na słabszych fizycznie ludzi powalającą szarżą.

Offline Dragosani

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 13737
  • Reputacja: 11794
  • Płeć: Mężczyzna
  • Chwalmy Tawernę!
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #149 dnia: 10 Wrzesień 2012, 21:18:31 »
Oczekiwanie na konwój trwało dość długo, nawet jak dla Severusa, który potrafił odnaleźć zajmującą czynność w obserwowaniu świetlnych refleksów na wodzie, czy też podziwianiu ruchu liści na wietrze i rozmyślaniu o ich chaotycznym tańcu będącym metaforą ludzkiego istnienia. Nie należało to zapewne do kanonu rozmyślań przez zasadzka na karawanę wiozącą broń dla jakiejś sekty, ale cóż... Severus nie był też zbytnio typowym człowiekiem. Powoli chłonął nocne odgłosy lasu, podczas gdy godziny powoli zbliżały się do świtu. W końcu jednak nadszedł czas działania. Wraz z resztą "kawalerii" (Ravnblod nie mógł zrozumieć dlaczego wybrano akurat taka metodę ataku) wyprowadził konia na trakt. Czuł coraz mocniejsze bicie serca, gdy moment akcji zbliżał się nieubłaganie. Po raz ostatni sprawdził, czy jego miecz gładko wysuwa się z pochwy i czekał na znak... który nadszedł po kilku chwilach. Znak przyjął formę zapłonu jednego z wozów. Przez niebo poleciały strzały drugiego oddziału. Ravnblod wskoczył zwinnie na konia i ruszył galopem. Dopędzenie karawany nie trwało długo. Tak przynajmniej wydawało się Sevowi, lecz jak powszechnie wiadomo w takich chwilach jak ta, czas zdaje się biec nieco inaczej. Jeszcze podczas galopu wydobył miecz z pochwy przewieszonej przez plecy. Mithrilowa klinga zalśniła w blasku nadchodzącego powoli poranka, aby za kilka chwil splamić się szkarłatem krwi. Kruczy adept zwolnił nieco konia przed starciem, nie zamierzał wpadać na wrogów w pełnym galopie. W ogólnie nie zamierzał walczyć na konia, przynajmniej nie zbyt długo. Złapał za uzdę konia mocniej, zaś ostrze miecza wysunął nieco b boku, mając nadzieję ciąć nim kogoś jeszcze podczas jazdy. Wątpił w powodzenie tego, bardzo rzadko walczył na koniu. Wolał piesze starcia, gdzie można wykorzystać własną zwinność i szybkość.

Offline Anette Du'Monteau

  • Zakon Keitai
  • ***
  • Wiadomości: 9810
  • Reputacja: 12877
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ktoś i każdy, to moje imię.
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #150 dnia: 10 Wrzesień 2012, 21:35:46 »
Zeyfar ruszył przed siebie trzymając obnażony miecz. Wpadł w grupę i ciał przez szyję pierwszego ochroniarza, który mu się nawinął. Ostrze gładko rozcięło skórę przedostając się głębiej w ciało. Mauren przegalopował przez całe zamieszanie. Odjechał nieco na bok, zostawił swojego konia i ruszył pieszo na przeciwnika. W dość szybkim tempie zbliżał się do niego orczy berserker. Navarre chwycił jedną z swych run. Chwycił ją w obie dłonie, po czym uruchomił słowem-kluczem. -Aresh! Berserker był już w odległości 4m, gdy spod jego stóp wystrzeliły kamienne stalagmity. Ostre skały przebiły biedaka unieruchamiając i skazując na śmierć.

3/7
9/10
12/12

Offline Adaś

  • Podskarbi Koronny
  • ***
  • Wiadomości: 7908
  • Reputacja: 8331
  • Płeć: Mężczyzna
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #151 dnia: 10 Wrzesień 2012, 21:52:04 »
 Koń Adamusa non stop poganiany, pędził co tchu. Pokonał całą drogę zdecydowanie szybciej, niż pozostali z jego towarzyszy. Jechał on lekko schylony, trzymając swój miecz wzdłuż nogi. Kiedy dotarł na pole bitwy, większość wozów już płonęła, a walka trwała w najlepsze. Zatrzymał on swojego konia, dźwignął się w siodle i począł się rozglądać. Widział jak wszyscy ochroniarze i wojownicy kierują się na pozycje łuczników. Nie było czasu zbytnio się zastanawiać. Kruk spiął swego konia i pognał w kierunku najbliższego przeciwnika. Ork który został w tyle poza swoją grupą, usłyszał ten tent końskich kopyt. Nie zdążył się obejrzeć, gdyż Roydil wziął potężny rozmach wspomagany pędem konia i lekko zginając się w siodle odciął mu głowę. Która poszybowała przez murek mostu i wpadła do rzeki.
Ale kruk nie zwalniał, wręcz przeciwnie coraz bardziej popędzał konia aby dorwać kolejnego z przeciwników. Padło na jednego z ochroniarzy. Widząc on pędzącego kruka próbował uciec przez most. Już się wspinał na murek, kiedy zakołysał się i przewrócił, z rozciętymi plecami. W tym momencie były radny się zatrzymał, zaczął on doznawać jakiegoś dziwnego uczucia. Jakby niepokoju, coś wisiało w powietrzu. Z tej chwilowej zadumy wyrwała go postać stojąca na jednym z ocalałych wozów. Był to szef karawany, sam Agalay, syn Ba`la.
Havekar wraz z krukiem spoglądali na siebie, mierzyli się wzrokiem. Teraz Agalay dokładnie rozpoznał kruka, przed jego oczyma stała scena jak wiesza jego ojca. A ten się ukrywa w pobliskiej szopie i patrzy bezradnie na to co się dzieje. Ale w końcu obaj się otrząsnęli, kruk spiął konia tak że ten stanął dęba, po czym ruszył w szarżę na samego "wielkiego szefa".  Kruk pędził co koń wyskoczy. Po drodze drogę mu zastąpił jeden z ochroniarzy. Nie pożałował długo tego czynu, bo zaraz padł pod kopytami szarżującego konia. Teraz pozostawał tylko on i Agalay. Aż się stało, Adamus nagle spadł na ziemię. Z między jego żeber wystawała lotka. Był to bełt, wystrzelony przez Agalaya.
Kruk leżał tera z w kałuży krwi trzymając się kurczowo za wystającą lotkę. Wiedział że to jest rana śmiertelna, że nic już nie da się zrobić. To był już prawie jego koniec...

Pozostało:
1/7
9/10
11/12

Offline Dragosani

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 13737
  • Reputacja: 11794
  • Płeć: Mężczyzna
  • Chwalmy Tawernę!
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #152 dnia: 10 Wrzesień 2012, 22:01:41 »
Wpadnięcie rozpędzonym koniem w masę wroga było niczym wpłynięcie łodzią na mieliznę. Złożoną z ciała i kości. Zaś samo wpłynięcie z dość dużą prędkością. Nie żeby wiele się zmieniło w samej jeździe, koń biegł w miarę gładko, tak jak przedtem. Lecz atmosfera i ogólny chaos tym wywołany były podobne. Ravnblod ciął mithrilowym ostrzem jednego z ludzi Zgromadzenia. Był to człowiek błyszczący łysiną, który chyba próbował celować ze swojej kuszy w kawalerię, lecz nie zdążył o ten ułamek sekundy, w którym ostrze miecza Severusa rozcięło jego chustę zakrywającą twarz, wraz ze skórą i ukrytą pod nią tętnica szyjną. Ochroniarz wydał gulgoczący odgłos i złapał się za gardło, wypuszczając kuszę. Ta spadłą na ziemię. Wstrząs spowodował wystrzelenie bełtu, który cudem nikogo nie trafił, lecz przeleciał kawałek i wbił się w ziemię, aby zostać zdeptanym przez kogoś. Tymczasem zraniony ochroniarz broczył krwią i padł na kolana. Severus zeskoczył z konia i trzepnął go płazem miecza, aby spłoszyć zwierze i sprowokować je do ucieczko poza obszar walki. Podszedł do konającego i wykrwawiającego się ochroniarza i zakończył jego męki, poprzez rozcięcie gardła. W sumie nawet nie musiał tego robić. Ale chciał. Natychmiast po tym odwrócił się, aby nie dać się komuś zaskoczyć. Mimo to dał się zaskoczyć. Cudem uniknął cięcia mieczem w wykonaniu jakiegoś człowieka z kapturem. Odskoczył zwinnie, gotując się do pojedynku. Miał ochotę nieco zabawić się z tym przeciwnikiem. Człowiek w kapturze zwinnie wywinął mieczem młynek, zapewne po to, aby pokazać czego to on nie potrafi. Poruszał się i miecz trzymał prawidłowo, więc nie mógł być amatorem. Ravnblod nie zamierzał go lekceważyć. Czekał na atak. Nastąpił on mgnienie oka później. Zakapturzony zaatakował podstępnie, uniósł nieco koniec miecz sugerując cios z góry, lecz ostatecznie zaatakował celując w lewy bok Seva. Jako, ze ten trzymał broń w prawej ręce, jego przeciwnik uznał chyba, że ciężej będzie się obronić przez takim atakiem. Kruczy adept nie sparował, jakoś nie lubił tej metody obrony i stosował ją tylko jeśli musiał. Wolał wykonywać uniki. I tak też teraz uczynił.Odskoczył w prawo, po czym wykonał całkiem udany piruet (który jednak mógł być szybszy) i spróbował wyprowadzić cios. Niestety, jego umiejętności nie były takie jak dawniej, więc przeciwnik zdołał uniknąć rozpłatania piersi. Mimo to, Sev napierał, chcąc wykorzystać moment, w którym jego wróg musiał odskoczyć. Skoczył naprzód, tnąc ukośnie, od góry. Nie miało to zranić przecinka, lecz wywołać u niego reakcje obronną. I wywołało. Zakapturzony sparował cios, a Severus natychmiast ześlizgnął własne ostrze po klindze przeciwnika, co spowodowało wyskoczenie tegoż ostrza w bok. Tego oczekiwał Sev. Mimo iż sporo tym ryzykował gdyż się odsłonił. Ale czym byłoby życie bez ryzyka? Poza tym dzięki temu i przeciwnik był odsłonięty. Ravnblod ciał mieczem, celując w gardło. Nie trafił. Trafił jednak w szczękę zakapturzonego, co wywołało podobna reakcję. Zgromadzebniowiec trysnął krwią, wrzasnął, wypuścił miecz i ogólnie zaczął panikować i umierać. Severus kopnął go i wbił miecz w leżącego i konającego przeciwnika, kończąc jego męki.

0/7
9/10
11/12

Offline Iddeous

  • Magnat
  • ***
  • Wiadomości: 374
  • Reputacja: 380
  • Płeć: Mężczyzna
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #153 dnia: 10 Wrzesień 2012, 22:13:38 »
Iddeous odjechał trochę na prawo. Chciał zaatakować wojowników z flanki. Zmusił konia do niewyobrażalnego wysiłku i pędząc z bardzo dużą prędkością wziął sobie za cel najbliższego wojownika zgromadzenia. Wojownik wiedział już, że Iddeous wziął go sobie za ofiarę. Próbował jeszcze uciec, ale wojownik zadał niewyobrażalnie szybkie cięcie mieczem, miecz przeciął całą szyję wojownika wskroś zatrzymując się na oczodole. ÂŚmierć w ciągu kilkunastu sekund. Pogalopował jeszcze z dwadzieścia metrów i zawrócił konia. Zsiadł z niego, a w zastraszającym tempie orkowy berseker znalazł się o kilka metrów przed nim. Iddeous klapnął konia w zad, aby ten oddalił się od miejsca walki. Berserker zawirował dwoma potężnymi toporzyskami dzierżonynymi w ogromnych łapskach. Iddeous nie zamierzał nawet tego blokować, straciłby broń. Zrobił desperacki unik, ale ork miał ponad dwu metrowy zasięg. Topór wgniótł mu napierśnik, a Iddeous stracił oddech, zaczął pluć krwią. Zapewne ork zmiażdżył mu klatkę piersiową. Ciężko mu było wstać, a berserker już przymierzał się do odcięcia mu głowy. ÂŻołnierz przeturlał się po ziemi, zdołał wstać. Ork zadał potężne uderzenie znad głowy. Iddeous sieknął mieczem mu po ramieniu. W zasadzie ork nie zdawał sobie sprawy z poranionej ręki, mimo, że ciekł obfity strumień krwi. Szwadronowicz postanowił rywala zmęczyć. Ork nadal uderzał, ale robił to coraz wolniej. Po minucie nastąpił kontraatak. Mężczyzna zadał cięcie z boku co zaskoczyło rywala. Ork zamachnął się toporem najmocniej jak mógł. Wystawił się jak na tacy Iddeousowi. Wojownik kopnął orka po łydce i wepchął miecz pod nieosłonięte miejsce pod pachą berserkera. Miecz zagłębił się na dobre kilkadziesiąt cali w ciele orka, ale ten chwycił Iddeousa i rzucił nim z cztery metry przed siebie. Ork padł na ziemię, ale jeszcze żył. Iddeous już nie miał siły wstać. Walka z takim olbrzymem to wielkie przeżycie, ale również i bolesne. - Dobijcie go strzałą, a mnie gdzieś zawleczcie.- krzyknął do łuczników czających się jakieś kilkadziesiąt metrów dalej.

0/7
8/10
11/12, jeden w agonii.

Offline Anette Du'Monteau

  • Zakon Keitai
  • ***
  • Wiadomości: 9810
  • Reputacja: 12877
  • Płeć: Mężczyzna
  • Ktoś i każdy, to moje imię.
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #154 dnia: 10 Wrzesień 2012, 22:19:23 »
Zeyfar zobaczył szarżującego kruka, którego poznał jako Adamusa, dość dawno temu. Zabójca sobie radził, lecz po chwili widok zmroził krew w żyłach maurena. Adamus dostał pociskiem w klatkę piersiową. Skrytobójca sięgnął po swój drugi miecz, po czym zaczął biec w kierunku rannego. Zrobił krótki wślizg między nogi orka. Topór przeleciał mu nad głowa w ostatniej chwili. Miecze odpowiedziały tnąc ścięgna zielonoskórego. Berserker padł na kolana, a Navarre dokończył dzieło wbijając klingę głęboko w tył szyi. Mistrz podbiegł do swojego podwładnego. -Trzymaj się Adamusie. Kolejny berserker zamierzał im przeszkodzić, jednak Zeyfar schował miecze i wyciągnął kolejną runę. -Anoshu! Zimny podmuch omiótł orka zamrażając go na śmierć. Teraz stał niczym lodowy posąg. Potem znów miecze leżały łagodnie w dłoniach skrytobójcy. Czekał na kolejnego śmiałka, który odważy się zbliżyć do Adamusa.

0/7
6/10
11/12 jeden w agonii
« Ostatnia zmiana: 10 Wrzesień 2012, 22:28:57 wysłana przez Zeyfar »

Offline Eric

  • Weteran
  • ****
  • Wiadomości: 6260
  • Reputacja: 7717
  • Płeć: Mężczyzna
  • Pay respect, minor peasant!
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #155 dnia: 10 Wrzesień 2012, 22:20:52 »
Diomedes pogonił swego wierzchowca i wypadł galopem na trakt po to, by dopaść nieco zdezorganizowaną karawanę. Ochroniarze i wojownicy szybko zrozumieli, w jakiej znaleźli się sytuacji i niemal natychmiast przyjęli szyk obronny. Nivellen szczególnie obawiał się nieprzewidywalnych berserkerów zdolnych niemal do wszystkiego. W czasie jazdy ściągnął z pleców swój długi, wykonany przez krasnoludów miecz i ciął nim w powietrze na próbę. Ostrze wydobyło satysfakcjonujący syk, który sprawił, że kąciki ust Diomedesa wygięły się wesoło. Przebijając się przez blade opary mgły wjechał w zawrotnym tempie na most i solidnie zamachnął się mieczem na pierwszą wrogo nastawioną istotę, jaka nawinęła  mu się pod ostrze. Nie zwalniając nakierował klingę na szyję orka. Cios został zatrzymany jednym z toporów, które dzierżył zielonoskóry, drugim zaś machnął niebezpiecznie blisko piersi Diomedesa, ten jednak przegalopował obok niego, dzięki czemu zapobiegł pofarbowaniu swojego kubraka na czerwono. Nivellen zawrócił niemal natychmiast i znów puścił się w pełnej prędkości na oszołomionego przeciwnika. Kolejne cięcie odznaczyło się na skórze orka szkarłatną szramą na ramieniu. Po chwili dołączyły do niej kolejne rozmieszczone na losowych częściach ciała. Diomedes dopiero dowiadywał się jak trudno jest równocześnie manewrować koniem i zadawać celne ciosy. Dopiero kiedy zaczął taranować orka ciężkimi kopytami wierzchowca, udało mu się rozciąć szyję przeciwnika. Zielonoskóry trzymał się zadziwiająco długo, nim upadł na most, targany pośmiertnymi konwulsjami. Tuż naprzeciw Diomedesa wyłonił się kolejny nieokrzesaniec, który najwyraźniej wyrażał ogromną ochotę pomszczenia kolegi, co podpowiadał dość sugestywny okrzyk wymalowany na jego ustach. Machając w powietrzu oboma toporkami nieuchronnie zbliżał się do nieco zdyszanego Diomedesa. Ułamek sekundy za późno ponaglił konia i cios wymierzony w jego biodro został wyegzekwowany na koniu. Rumak parsknął i zawył przeraźliwym głosem, po czym stanął na tylnych nogach i zrzucił ze swego grzbietu jeźdźca. Diomedes, który doświadczył nieprzyjemnych konsekwencji upadku, tym razem jednak odsunął się idealnie na czas i turlając się po kamiennym moście zdołał uniknąć poszatkowania ostrzem topora. Racząc orka niewybrednym popisem gimnastycznym, podniósł się na nogi nie używając rąk i już będąc całkowicie gotowym sparował dwa jego następne ciosy. Powoli cofał się w stronę krawędzi w skupieniu odbijając każdy atak zielonoskórego. Będąc tuż przy nim, wyprowadził krótki kontratak: z impetem odbił jeden z ciosów orka, postąpił lewą nogą krok do przodu, przekładając ciężar ciała na lewą stopę, zdzielił orka rękojeścią w szczenę, zdecydowanym ciosem wbił mu kolano w podbrzusze, po czym kończąc trudy walki, cofnął się lekko i pchnął zielonoskórego w klatkę piersiową, po czym kopniakiem posłał martwe ciało prosto do wody. Pozostał na polu walki bez rumaka, co nie stawiało go w najlepszej sytuacji. Nie mógł się rzucać w oczy, za to musiał być cholernie ostrożny. Ale znał techniki efektywnego ukrywania się.

0/7
5/10
11/12, jeden w agonii

Zeyfar, piszże kuźwa te statystyki łaskawie.
« Ostatnia zmiana: 10 Wrzesień 2012, 22:24:04 wysłana przez Dyum »

Offline Hagmar

  • Obywatel
  • ***
  • Wiadomości: 15659
  • Reputacja: 16508
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #156 dnia: 10 Wrzesień 2012, 22:34:49 »
Tym śmiałkiem był kolejny berserker, wielki zły ork biegł na maurena i konającego Adamusa. Nie dobiegł, w jego karku tkwił bełt wystrzeelony przez Garira. Kurwaaa! Wrzasnął na całe gardło, był wściekły... leżący obok Yarpen wyskoczył zza osłony i ruszył na Agalaya w krwawym szale.

0/7
4/10
11/12, jeden w agonii

Offline Dragosani

  • Moderator
  • ***
  • Wiadomości: 13737
  • Reputacja: 11794
  • Płeć: Mężczyzna
  • Chwalmy Tawernę!
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #157 dnia: 10 Wrzesień 2012, 23:09:17 »
Ravnblod po raz kolejny ruszył do akcji. Nie bardzo ze swojej winy, po prostu stał się celem kolejnego wojownika Zgromadzenia. Lecz też nie unikał tej konfrontacji. Uśmiechnął się widząc zbliżającego się przeciwnika. Co ciekawe nosił on kaptur, jak jego martwy kompan. To jakaś tradycja, moda czy też inne cholerstwo? Kaptur w walce był raczej mało praktyczny. Ograniczał widoczność po bokach, niewiele ale zawsze. I denerwował samą swoją obecnością. Tak przynajmniej uważał Severus, lecz jego przeciwnikowi widocznie to nie przeszkadzało. Wojownik, podobnie jak jego martwy kolega, zakręcił młynek mieczem. Albo chciał się popisać, że potrafi, albo chciał wystraszyć, ewentualnie zmylić przeciwnika. Albo też uważał takie sztuczki za fajne i chciał na takowego wyjść. Dla Severusa mógłby równie dobrze pokazać, że jest martwy, na jedno by wyszło. Kruczy adept był pewny swych umiejętności, które może mistrzowskie nie był, ale złe też nie. Tym razem to on zaatakował pierwszy. Natarł na zakapturzonego, tnąc dość prymitywnie, od góry. Cios oczywiście został zablokowany. Wymierzył szybkie i krótkie machnięcie, potem następne, zaś jego przeciwnik je blokował. Starcie to było dość agresywne. Zakapturzony w końcu sam wyprowadził cios, na co Severus zareagował odskoczeniem w tył. Zgromadzeniowiec doskoczył do niego i kontynuował atak. Ravnblod dzielnie się bronił, nie chcąc zwiększać dystansu, więc zwyczajnie parował. Sam również usiłował wymierzać ciosy i tak starcie skupiało się na szybkiej wymianie uderzeń. Lecz nie był to przypadkowy "taniec ostrzy". Severus miał cel i konsekwentnie do niego dążył. Chciał ustawić przeciwnika dokładnie pomiędzy sobą, a kamiennym murkiem na krawędzi mostu. Trwało to dobra chwilę, lecz wróg nie zorientował się w czym rzecz. Sev zaczął więc napierać. Jego oponent musiał się cofać. W końcu stracił miejsce do cofania, trafił na wspomniany murek. Ravnblod wykorzystał krótką chwilę konsternacji przeciwnika i agresywnie zaatakował, zasypując go gradem ciosów. Nawet niespecjalnie mierzył. W końcu jedno z cięć przemknęło przez paradę zakapturzonego i trafiło go w brzuch. Mithril przeciął pancerz, raniąc przeciwnika Seva. Krew buchnęła, lecz Kruk nie poprzestawał. Uderzył jeszcze raz, ostrze minęło broń przeciwnika i uderzyło go w pierś, lecz rana tym wywołała była płytka. Severus ciął więc w górę. Klinga trafiła w szczękę zakapturzonego. Krew trysnęła ponownie. Ravnblod wycofał ostrze i ostatecznie ciął przeciwnika w gardło. Krwawiące ciało zwaliło się na murek mostu i tam pozostało, jakoby pijak, który wracając z karczmy nocą puścił pawia do rzeki i zasnął na murku.
Severus odetchnął. Starł rękawem krew, która trysnęła na jego twarzy, tylko ją rozmazując. Dawniej coś takiego tylko by go bardziej nakręciło do walki. Zapach krwi i jej ciepło. Teraz... było podobnie. To było pewne zboczenie, które zostało mu jeszcze z dawnych lat. Co prawda nie pił krwi, lecz lubił jej widok, gdy wypływała z wrogów. Taki mały, sadystyczny odchył. Całkowicie bezpieczny do czasu, aż Sev zamieni się w seryjnego mordercę. Lecz to było mało prawdopodobne. Młody stary Kruk rozejrzał się. Kolejny cel ujrzał niemal od razu. Kolejny wojownik Zgromadzenia. Sev wolał unikać walki z orkami, jakoś nie miał ochoty na kontakt z ich toporami. Całe szczęście pozostało jeszcze kilku ludzi. Zgromadzeniowiec zamierzał chyba zajść od tyłu jednego z kompanów Seva. Kruk nie zwrócił nawet uwagi którego, było to nieistotne. Istotne było to, że ów członek Zgromadzenia jeszcze żył, choć nie powinien. Ravnblod więc ruszył na niego. Zgromadzeniowiec usłyszał jego bieg i odwrócił się. Niemal od razu wymierzył cięcie Sevowi, który był już dość blisko. Cios był wysoki, zapewne mający na celu głowę Kruka. Lecz ten padł na kolana, wychodząc pod ostrze wroga i szybko przeturlał się w bok. Szybko wstał i odskoczył unikając kolejnego cięcia. Gdy wróg już je wyprowadził i był odsłonięty na moment, Ravnblod wyskoczył ku niemu z uniesionym ostrzem. Wróg zdołał jednak zrobić całkiem zgrabny unik. Severus jednak napierał, chcąc po prostu nie dać wytchnienia przeciwnikowi. Uderzał raz po raz. W pewnym momencie ostrze jego miecza przeszło przez paradę wroga i trafiło w jego ramię, rozcinając je. Wróg syknął z bólu, lecz nie puścił miecza, ani nie zaprzestał walki. Mimo to jego technika zdawała się pogarszać. Walka trwałą dalej. Przeciwnicy wymieniali ciosy i unikali ich. W końcu zakapturzony wyprowadził cios od góry. Severus zdołał wykonać unik. Okręcił się wokół własnej osi, robiąc znośny piruet i chlasnął wroga, celując w jego twarz. Ostrze trafiło samym końcem. Rozcięło łuk brwiowy zgromadzeniowca. Krew zalała mu oczy. Sev wykorzystał to i silnie pchnął mieczem. Ostrze przebiło kolczugę i wbiło się w brzuch wroga. Krew zalała dłoń Severusa. Wyszarpną l ostrze i zakończył mękę zakapturzonego, tnąc jego gardło.   

0/7
4/10
9/12, jeden w agonii

Offline Arti

  • Magnat
  • ***
  • Wiadomości: 739
  • Reputacja: 572
  • Płeć: Mężczyzna
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #158 dnia: 10 Wrzesień 2012, 23:53:22 »
Aerth ukrył się tak dobrze, że jak na ironię przystało - jego kryjówka okazał się duża przeszkodą. Gęste krzaki były zbyt wysokie by zza nich strzelać. Młodzieniec nerwowo zaczął szukać jakiegoś punktu w najbliższym otoczeniu, z którego mógłby oddać celne strzały i pozbawić życia kilku wrogów. Zadanie okazało się być jednak troszkę trudne, biorąc pod uwagę gąszcz zarośli oraz nadal wiszącą mgłę. Do uszu Kruka dobiegały odgłosy walki i świsty strzał, oraz bełtów. Walka rozpoczęła się na dobre, a on nadal jak ta sierota nie mógł nic zrobić. Raz się żyje, pomyślał i szaleńczym pędem ruszył przed siebie, odsłaniając się przed przeciwnikami. Miał nadzieję, że żaden z nich go nie dostrzeże, że uda mu się przemknąć kilkanaście metrów wzdłuż brzegu lasu celem wdrapania się na niskie gałęzie rozłożystego dębu. Niemal mu się to udało, ale dostrzegł go jeden z berserków. Zielona góra mięśni zaczęła biec ospale w kierunku Aertha, lecz ten się nie przejmował. Pięć, sekund, strzała na łuk. Berserker nadal miał spory dystans do przebycia - niestety, już go nie przebędzie. Soczysty świst przeszył chłodne powietrze, po chwili metaliczny zapach krwi wypełnił atmosferę wokół młodzieńca i rozbudził w nim bojowe podniecenie. Sięgną po kolejną strzałę - tym razem nie popędzał go gnający w jego kierunku ork, więc spokojnie naciągnął strzałę i ponownie wycelował. Był jakieś 90-110 metrów od celu. Strzała poszybowała.

Trafił?

Strzały: 10-2=8

0/7
3/10
9/12

Offline Eric

  • Weteran
  • ****
  • Wiadomości: 6260
  • Reputacja: 7717
  • Płeć: Mężczyzna
  • Pay respect, minor peasant!
    • Karta postaci

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #159 dnia: 11 Wrzesień 2012, 00:23:07 »
Ciężko jest zachować całkowicie zimną krew będąc ofiarą napadu. Na własnej skórze przekonał się o tym jeden z wojowników zgromadzenia, który nieświadomie oddalił się od reszty karawany płochliwie rozglądając się wokoło, by nie paść ofiarą samotnej, zabłąkanej strzały. Pech chciał, że metaforyczną strzałą, na którą się nadział, był Diomedes, który w wyskoczył tuż przed rumaka wojownika zgromadzenia. Wierzchowiec wierzgnął, parskając głośno i dostarczając jego jeźdźcowi dziennej porcji adrenaliny w pigułce. Nivellen nie wahał się, wykonał pewne cięcie na szyję wierzchowca, pozbawiając go życia na miejscu. Zgromadzeniowiec spadł z siodła jednak niemal natychmiast poderwał się i wyswobodził swój miecz z pochwy. Pierwsza faza pojedynku polegała na obserwacji. Diomedes ze względu na niezbyt imponujący zestaw pancerzy mógł ujść za łatwy kąsek, jednak wojownik dający się zwieść pozorom nie osiąga zbyt sędziwego wieku. A zgromadzeniowiec najwyraźniej wymarzył sobie spędzenie starości przy kominku otoczony gromadką wnuczków, bo wcale Nivellena nie lekceważył, wręcz przeciwnie, zdumiał się jego odwagą. Owe zdumienie dało Diomedesowi sposobność do wyprowadzenia ataku. Ciął agresywnie przez lewe ramię prosto na pierś przeciwnika. Rozległ się głośny szczęk stali, kiedy klinga natrafiła na klingę. Wojownik zgromadzenia nie był w ciemię bity. Nie mógłby ot tak dać się załatwić już po pierwszym cięciu. O nie! Miał kochającą żonę i dwójkę dzieci, a także psa Azora, którego co prawda wykastrował, ale każdego dnia z uporem przekonywał się, że zrobił to wyłącznie dla jego dobra. Diomedes nie zraził się nieudaną próbą ataku, niemal natychmiast wyprowadził złożoną kombinację ciosów, w której zawiłość fint, sprytnych, "fałszywych" parad, po których niemal od razu mógł wyprowadzić groźny kontratak na odsłoniętą zbroję przeciwnika, na pewno przewyższała liczbę kolorów tęczy, a sam most załamanego światła wyprzedzała swą barwnością. Wyglądało jednak na to, że obrona zgromadzeniowca była niemal perfekcyjna. Tam, gdzie nie zdołał uchronić się paradą, chroniła go żelazna kolczuga ukryta pod płaszczem. Miecz Diomedesa nie mógł sobie z nią poradzić, mimo że niczym meteoryt bombardował lśniącą powierzchnię pancerza, pozostawiając w nim liczne wgniecenia. Pozwolił więc wojownikowi przejąć inicjatywę, wiedząc, że ryzykuje wiele, jako że sam nie był chroniony żadną zbroją. Kilkukrotnie został skarcony za zbyt wolny czas reakcji i po kilku minutach walki obronnej był poznaczony płytkimi ranami na skórze. Nadszedł jednak moment, którego Diomedes wyczekiwał, wojownik zgromadzenia również podjął większe ryzyko i zamachnął się mocniej niż dotychczasowo częściowo się odsłaniając. Nivellen odbił cios zgromadzeniowca, który z impetem zatoczył się do tyłu z trudem utrzymując równowagę. Wtedy Diomedes ceremonialnym, eleganckim cięciem pozbawił go głowy. Struga krwi prysnęła z szyi nieszczęśnika i przez chwilę zdawało się, że mgła zabarwiła się lekkim różem. Nivellen poczuł w nozdrzach pobudzający zapach krwi. Tuż za sobą usłyszał upadek. Inny wojownik został pozbawiony rumaka strzałą któregoś z łuczników skrytych po drugiej stronie brzegu. Nie zamierzał nie skorzystać z takiej wygody. Nie zdążywszy nawet otrzepać klingi ze świeżej krwi, ruszył biegiem w kierunku mężczyzny próbującego wstać na nogi, możliwie unikając wierzgającego w agonii konia. Wojownik dość szybko spostrzegł się, że nie może sobie pozwolić na rozżalenia nad utratą wierzchowca. Natychmiast wydobył broń i bez zbędnych ceregieli rzucił się prosto na Diomedesa. Ten z trudem sparował wyjątkowo nieprzyjemną kombinację cięć: najpierw prosto z góry na jego czaszkę, potem szybko musiał się orientować by osłonić swoje ramię i szyję, za chwilę zaś zmuszony był dać popis akrobacji, unikając ciosu wymierzonego na jego klatkę piersiową. Z poirytowaniem zauważył, że wojownik wyposażony był w zbroję, wobec której jego mecz był jak do tej pory bezradny. W tym momencie chętnie zmiażdżyłby czaszkę wojownika młotem, niestety takowego nie posiadał, a i nie był całkowicie pewien, czy jego zdolności posługiwania się nim były wystarczające, by wygrać tę walkę. Nie rozczulając się jednak nad wysoce niewygodną sytuacją w jakiej się znalazł, przeszedł do szybkiej lecz nieskutecznej kontry. Wojownik zrobił unik przed jego ciosem i zasłonił się zbroją, klinga wylądowała na piersi zgromadzeniowca, ale pozostawiła na oczkach kolczugi jedynie jasną rysę. Oponent od razu wyprowadził cięcie na odsłonięte ramię Diomedesa. On jednak był na tyle szybki, by częściowo sparować ten cios, choć ostrze wroga ześlizgnęło się po paradzie i głęboko zatopiło się w przedramię Nivellena. Młodzieniec syknął z bólu i odskoczył, rosząc kamienne płyty mostu kapuśniaczkiem krwi. Z trudem utrzymywał miecz w obu rękach. Nie mógł pozwolić, by zgromadzeniowiec przejął inicjatywę, szybko więc zamarkował uderzenie na klatkę piersiową i pozwalając ostrzu klingi opaść ku ziemi, natychmiastowo wyprowadził właściwy cios - płazem na nogi. Wróg zachwiał się i stracił równowagę, więc Diomedes dopełnił czynu lekkim kopniakiem w klatkę piersiową, który w tych okolicznościach zesłał przeciwnika na spotkanie z zimną płytą mostu. Wojownik dłonie trzymał na podbrzuszu, trzymając w nich rękojeść miecza skierowanego ostrzem w górę, Nivellen umiejętnie uderzył w nie tak, że ten wypuścił je z dłoni, po czym zatopił klingę w rozwartych w okrzyku przerażenia ustach przeciwnika. Zdyszany i spocony upadł okrakiem na powierzchnię mostu. Czuł, jak pot spływa mu po twarzy, jak rosi jego czoło i przykleja koszulę do ciała. Przypomniał sobie o ranie, kiedy zapiekła ognistym bólem. Oderwał kawałek rękawa i przewiązał go wokół obficie krwawiącej szramy na przedramieniu. Nagle usłyszał kroki. Popatrzył się przez ramię. Wprost na niego biegł kolejny zgromadzeniowiec. Z przerażeniem zorientował się, że nie wstanie na czas. Nie zasłoni się mieczem. ÂŻe jeśli Nuda lub Gunses być może oglądający sytuację z drzewa po drugiej stronie brzegu nie zainterweniują, zginie. Przymknął oczy. Pod powiekami zoczył obraz kotła duszy. Nie chciał tam wracać.

0/7
3/10
7/12 +1 zarezerwowany dla dowolnego łucznika, który ma ochotę uratować mi tyłek.

Forum Tawerny Gothic

Odp: Semper Fidelis Ad Mortem- Zawsze wierny aż do śmierci
« Odpowiedź #159 dnia: 11 Wrzesień 2012, 00:23:07 »

 

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
top
anything