A nasza rzeka, której nazwy Narrator zapomniał o ile kiedykolwiek ją na oczy widział, była ogromna. Zapewniała w dawnych czasach zanim nastała Mgła możliwość przypływania okrętów morskich do same stolicy królestwa. Teraz rzeka była iście wielką żyłą pulsującą jakoby źródłem życia - wodą. Na nabrzeżu przemysłowym, tym do którego przybijały statki z zaopatrzeniem nie śmierdziało zbytnio. Od lat nie było tu okrętu, nie było więc wołów które by szczały co i rusz, ani pastuchów którzy by srali gdzie popadnie. Mgła pod względem estetycznym poprawiła nieco sytuację w porcie przemysłowym. Tutaj też przy głównych ulicach osiedlili się bogatsi, Ci co nie stać ich było na wykupienie domu w dzielnicy obywateli, ale na jako taki sklecony z kamieni i cegieł dom ich było stać. Za tym rzędem domów rozciągała się prawdziwa strefa ubóstwa. Chaty z drewna, nieutwardzone ulice, dużo zakazanych mord. Aż dziw, że na takie warunki król pozwalał. Natomiast na samym nabrzeżu sytuacja była lepsza. Stały tam duże, murowane, solidne wybielone (na ile pozwalały warunki) na biało. Były to magazyny portowe, składy, nieużywane od lat warsztaty do napraw, miejskie ale mniej ważne spichlerze i takie tam. I stałą tutaj straż, bo jednak wykorzystanie tych miejsc było nadal aktualne chociaż na inne produkty niż kilka lat temu. I tu również było więcej latarni, oświetlały one chodniki nabrzeżne. Rzeka odbiajała natomiast gwiazdy i księżyc na swojej powierzchni. Zauważyliście, że po lewej stronie, kilkanaście metrów dalej, jednak z latarni ma inny kolor. Czerwony...