Tereny Valfden > Dział Wypraw
Stale sobą być? Cichy karczmarski zwiad w Progach.
Anette Du'Monteau:
Gdy tylko mauren zobaczył wilki ściągnął z swoich pleców kuszę. Naciągnął broń najmocniej jak się dało, załadował ją, wymierzył w dwa wilki stojące blisko siebie i nacisnął języczek spustu. Bełt pomknął z niesamowitą siłą. Bełt przeszył pierwszego wilka i wylatując przez jego ciało wbił się w drugiego. Zeyfar doskoczył do drugiego ranionego przeciwnika, po czym wziął zamach. Tnąc zza ramienia mieczem prosto przez pysk pozbawił żywota kolejne zwierzę. Bestie połapały się już o co chodzi, więc zaczęły atakować. Zabójca musiał uskoczyć kilka razy, wymijając kłapiące zębami paszcze. Navarre złapał wolną ręką za runę przy pasie. Wyciągnął runę ognia. -Heshar! Wypowiedział chowając na chwilę miecz. W momencie uformowaniu kulki ognia, cisnął nią prosto w pysk nacierającego wilka. Zwierzę zawyło przeraźliwie, a on włożył z powrotem runę i błyskawicznym ruchem uderzył wilka dłonią. Warto pewnie wspomnieć, że w czasie uderzenia uruchomił Ukryte Ostrze. niewielka, poręczna klinga wbiła się w pysk wilka. Trzeci napastnik padł martwy. Kolejny ruch natychmiast schował ostrze do karwasza. Mauren znów sięgnął po miecz. Wilk wykonał spory skok rzucając się. Zeyfar uskoczył w bok, o mało nie trafiając na paszcze sąsiada. Sytuacja była podbramkowa.
Bardzo potężny strzał, Walka bronią sieczną
Gunses:
//Chyba nie zapoznałeś się ze statystykami przeciwnika. Wilk ma bonus, podczas walki z nim to on zadaje pierwszy cios. Jest też dużo szybszy od człowieka. W stadzie każdy wilk atakuje niezależnie od innych. Nie ustawiają się w kolejce aby zaatakować, tylko próbują ugryźć od razu. Strzał z kuszy i ranienie obu wilków był dobrze rozegrany. Sęk w tym, że potem walczyłeś z dwoma wilkami. A to co opisałeś było dość nielogiczne. Zastanówmy się. Mamy trzy zdrowe wilki i jednego postrzelonego. Można było dodać, że w nogę, przez co jest na jakiś czas wyeliminowany. Walczysz z trzema wilkami używając w tym czasie runy magicznej. Jest to dość ryzykowne. Wilki nie będą czekać aż zaklęcie wytworzy kulę ognia i nie będą chciały pozwolić sobie na trafienie go ogniem. Co więcej, podpalone zwierze nie zachowuje się jak automat i nie wykonuje cały czas akcji "Atakuj", "Atakuj", "Atakuj", tylko wpada w dość dużą panikę. Wyobraź sobie, walczy dwóch rycerzy, nagle jeden staje w płomieniach, to nie walczy już z rywalem tylko przerażony lata jak oszalały. Tak samo z wilkiem. Użyłeś runy i poprawiłeś ukrytym ostrzem. W tym czasie pozostałe wilki siedzą w rzędzie i żrą popcorn? Albo lepiej, pozostałe oceniają...
Chyba uwidoczniłem rzeczy które mi się osobiście nie podobały. Nie wiem jak podchodzić do tego będą inni GMowie.
Nie zapisałeś licznika.
Zabiłeś, bo uznajmy, że zabiłeś te trzy wilki. Zostają jeszcze dwa. Gdy odskoczyłeś w bok przed jednym wilkiem drugi złapał za nogę. Nie złapał mocno, ale wystarczyło, by rozerwać Ci skórę i przeorać kłem mięsień. Krwawisz. W dodatku wilki otoczyły Cię z obu stron.
2/5
Nie wiesz co z Twoim kompanem?
Izabell Ravlet:
//Ja wiem, co z jego kompanem. Wróciłem, jestem zwarty i gotowy. W sumie to przepraszam za nieobecność, bo chociaż miałem możliwości, to niestety czasu zabrakło.
Zeyfar byłby w sporych tarapatach, gdyby był sam. Na szczęście był z nim Darlenit, który do tej pory raczej mało mówił, czy działał. Wolał zostawić niektóre sprawy w ręce kuzyna, uznając go za bardziej obeznanego i doświadczonego w takich sytuacjach. W walce musiał jednak działać. Wyciągnął swój srebrny miecz. Ostrze zabłysło pod wpływem słońca. Wilki skupiły się na Zeyfarze, co dało magowi dobre warunki do ataku. Złapał swą broń pewniej i skupił się na szyi wilka, który gryzł towarzysza. Nie sam jej środek, a nieco niżej, aby przeciąć ważne organy, nie siłując się z przebiciem kręgosłupa. Pchnięcie wykończył przyciągnięciem miecza spowrotem do siebie, ponownie tnąc szyję wilka. Zwolnił on uścisk i po chwili padł bez życia. Zaalarmowało to drugiego osobnika, który szykował się do skoku, zapewne chcąc powalić maurena. Darlenit jednak sprawnie odsunął się w bok i obrócił całe ciało, nadając mieczowi spory pęd i potężnie raniąc zwierzę w łapę po skosie. Zaskomlało, jednak nie poddało się. Wilk ruszył do kolejnego ataku, tym razem próbując ugryźć, lecz maurenowi szybki unik przed kulejącym psowatym nie sprawiał trudności. Dało to szansę do kolejnego ataku, pchnięcia prosto w bok. Mając chwilę, mauren przyszykował się odpowiednio, nabierając mocy. Gdy ostrze weszło gładko w ciało, zostało dodatkowo przekręcone, zadając większe obrażenia. Po wyciągnięciu gładko miecza, walka była praktycznie zakończona. Darlenitowi pozostało tylko krótkie cięcie po szyi, które dobiło drapieżnika. Odrzucił miecz na bok i podbiegł do kuzyna.
Ugryzł cię. Dajesz radę? Dojdziemy do obozu? To niedaleko. Chyba, że wolisz abym wezwał pomoc do ciebie... - mówił prędko.
Anette Du'Monteau:
-Nie trzeba. Rok temu walczyłem na tyłach armii z grotem w nodze i rozerwanym mięśniem. Zeyfar wyciągnął trochę bandaży, nieco czystego alkoholu oraz wody i wziął się do roboty. Na początku przemył ranę wodą, żeby pozbyć się krwi, potem polał niewielką ilością alkoholu żeby zapobiec jakieś możliwości zakażenia z śliny zwierzęcia. Na końcu zabandażował wszystko porządnie, ale nie zbyt ciasno żeby odciąć dopływ krwi. -Powinno dać radę. Zapomniałem już że zwierzęta nie raz bywają niebezpieczniejsze od ludzi. Mój błąd. Wracajmy do Morisa.
Izabell Ravlet:
Dasz radę iść? Czy ci pomóc? - pytał z troską. Kontuzja może skutecznie pokrzyżować ich plany. - Może mają tam jakiegoś Cronosa maga, który mógłby uleczyć tą ranę - stwierdził, czekając na reakcję Zeyfara.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej