Tereny Valfden > Dział Wypraw
Antagonista
Patty:
Rozejrzałam się szybko po korytarzu, który był dostatecznie szeroki na swobodną walkę, dobyłam zatem miecza zamaszystym ruchem, wiedząc, że nie jest to najodpowiedniejsza broń przeciw tego rodzaju przeciwnikom. Mimo to dało się temu zaradzić, co zamierzałam wykorzystać. Wpierw przemieściłam się za jeden ze szkieletów, uderzając mocnym, zamaszystym dexterem, prosto w odsłonięty łokieć kościeja. Prawa ręka, nagle oderwana od ciała, upadła na ziemię, drobne kostki rozsypały się po podłodze. Nie tracąc czasu, przemieściłam się w kolejne miejsce, jednocześnie obracając miecz w rękach, kładąc opancerzone dłonie na klindze. Rąbnęłam najbliższy szkielet ze skrętu bioder, wbijając mu długi, krzyżowy jelec w czaszkę. Wyszarpnęłam lekko zaklinowany oręż z kości wroga i uskoczyłam do tyłu, idealnie unikając uderzenie tasaka. Również zaatakował ostatni, ten, któremu odrąbałam łapę. Cisnęłam go na ścianę telekinezą i rzuciłam się na domorosłego rzeźnika. Kompozyt zabłysnął w słabym świetle, uderzając na kręgi szyjne przeciwnika i gładko ścinając czerep. Wszak klinga nie miała oporu w postaci mięśni. Kopnęłam czaszkę pod ścianę i zajęłam się trzecim szkieletem. Mocnym, telekinetycznym szarpnięciem przyciągnęłam go do siebie i uderzyłam mieczem znad głowy. W trakcie uderzenia jednak przekręciłam miecz w palcach, trafiając kościeja głowicą prosto w odsłonięte czoło. Czaszka pękła z trzaskiem, a szkielet rozsypał się na podłodze. Podeszłam jeszcze do pozostawionej samotnie czaszki, leżącej pod ścianą i rozłupałam ją w podobny sposób. Po tej potyczce ruszyłam w górę schodów.
Anette Du'Monteau:
Schody strasznie wyły, gdy stawiałaś na nich kolejne kroki. Dostawszy się na górę nie zauważyłaś nic szczególnego. Znajdowałaś się w dość sporym przedpokoju, a po dwóch jego końcach były drzwi. Oba zamknięte, więc trudno było się domyśleć co tam jest. Prócz światła z okiennic po bokach migotały dogasające już świece. Widać, że gospodarz niezbyt dbał o dom, bo wosk już niemal całkowicie zalał szafkę, na której stały.
Patty:
Przy każdym stawianym kroku krzywiłam się lekko, zastanawiając się, co za maszkary pobudzę tym upiornym skrzypieniem. Weszłam jednak na górę i ze zdziwieniem stwierdziłam, że w przedpokoju nic na mnie nie czeka. Póki co nieźle. Zacisnęłam mocniej dłoń na rękojeści miecza i podeszłam do jednych z drzwi, popychając je delikatnie do przodu.
Anette Du'Monteau:
W środku stał wysoki mężczyzna z ciemnymi kruczymi włosami. Sięgały mu do ramion. Miał na sobie zwyczajną szatę, a w ręku dzierżył kostur. Czyli pospolite uzbrojenie maga. Mężczyzna spojrzał na Ciebie. Jasne niebieskie oczy zdawały się sięgać głębi twojej duszy.
-Jak mogę ci pomóc? Anhuosh Ilxuarash, Ashush Huash. - zapytał z paskudnym uśmiechem i wypowiedział inkantację.
Mroczna Aura - Magia śmierci
Nekromanta Glarskel
Uzbrojony w:
1.
2.Nazwa broni: Kostur wędrowca
Rodzaj: kostur
Typ: oburęczny
Ostrość: 1
Wytrzymałość: 9
Opis: Wykuty z 70 kawałków drewna o zasięgu 2,2 metra. Zwieńczony na dole ostrym szpikulcem.
Wymagania: Walka bronią obuchową [75%]
3.Nazwa broni: Rytualna klinga
Rodzaj: miecz
Typ: jednoręczny
Ostrość: 15
Wytrzymałość: 11
Opis: Wykuty z 55 sztabek żelaza o zasięgu 0,9 metra.
Wymagania: Walka bronią sieczną [50%]
4.Nazwa odzienia: Szata nekromanty
Rodzaj: zbroja miękka
Typ: szata
Wytrzymałość: 6
Opis: Uszyta z 100 kawałków Gelrothu. Chroni maga przed odpryskami jego własnych zaklęć. Ponadto zatrzymuje naturalną temperaturę ciała niezależnie od temperatury otoczenia.
Wymagania: Używanie zbrój miękkich
Specjalizacje walki:
Walka bronią sieczną - Zaawansowane techniki walki [75%]
Walka bronią obuchową - Zaawansowane techniki walki [75%]
Umiejętności nabywane:
-Hart ciała
-Używanie zbroi miękkich
-Psionika
-Medytacja
-Znajomość języka dracońskiego
Umiejętności rasowe:
-Potencjał magiczny
-Potencjał chemiczny
-Ciało z gliny
-Ulubieniec bogów
-Bystry umysł
Magia:
Magia śmierci - I Stopień
Magia Krwi - I Stopień
Klątwy - I Stopień
Patty:
Spokojnym, gładkim ruchem ściągnęłam z ramienia tarczę, imaki niemalże same umościły się na właściwym miejscu, pozwalając mi na pewne i swobodne korzystanie z tarczy. A wiedziałam, że w starciu z magiem przyda się. Zauważyłam też, że mężczyzna otacza się jakąś aurą, dość specyficzną, mimo kilku miesięcy w Gildii nigdy takiej nie widziałam. Wniosek był tylko jeden. Swoją drogą, znany od dawna. To stanowiło tylko potwierdzenie.
- Muszę przyznać, że twoi mali przyjaciele byli dość uciążliwi - mówiąc to, wzniosłam miecz i przemieściłam się tuż za niego. Stanęłam pewnie na nogach, telekinezą przycisnęłam jego ramiona do tułowia i uderzyłam, mocno, znad lewego ramienia. Kompozytowa klinga pomknęła ku ciału wroga.
Walka bronią sieczną [100%], przemieszczenie, telekineza
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej