- Chcę tylko powiedzieć, że nic nie dzieje się bez powodu - rzekł Gunses - Jeśli jest tam coś niebezpiecznego, co może zagrodzić nam drogę, to mamy najlepszych wojowników, żeby się temu przeciwstawić. Jeśli będzie tam coś tajemniczego, okrytego magią, to mamy najpotężniejszych magów jakich nosi ta ziemia. Tylko my możemy tam wejść i uruchomić to co tam możemy znaleźć. Tylko my... Gdyby nie było tam czegoś specjalnego demon nie zorganizowałby tak wzniosłej wyprawy. Wszystko było po to, aby zebrać drużynę, która poradzi sobie wewnątrz. Może cały czas jesteśmy w jego planie? Może jego idea cały czas krąży w nas? - Gunses chciał chociaż wzbudzić wątpliwości - Chyba, że plan był inny. ÂŻebyśmy właśnie mieli wątpliwości. ÂŻebyśmy przez te wątpliwości nie wkroczyli do chramu i nie zatrzymali tego, co być może tam się dzieje. Sam już nie wiem co jest prawdą... - rzekł Gunses. Był głodny. Ale chciał najpierw usłyszeć jakie podejmujemy decyzje. Usiadł więc na starej i w połowie załamanej balustradzie. Usiadł sam, w spokoju i czekał... Jednakże nie było czasu na odpoczynek. Gunses wstał i bez namysłu zaczął biec. W między czasie wyszarpnął miecz i teraz ze wzniesionym ostrzem biegł na Darlentina. Zdawać się mogło, że teraz Gunses dostał pomieszania zmysłów. Jednak nie to było powodem zachowania Wampira. Gunses widział sunący w niebycie maszkarny kształt. Nie widziało go wiele osób. Bodajże kilka. Tylko Ci, którzy powiązani byli ze światem astarlnym. Młody uczeń Gildii Magów pobladł widząc pędzącego nań Wampira. Gunses był głodny. Pragnienie zaspokojenia głodu potęgował zapach krwi. Wszystko to budziło w Cadacusie naturę bestii, łowcy, drapieżnika.
- Na ziemie! - krzyknął Gunses do maga i wyskoczył w górę. Wylądował szybko, pomiędzy astralnym bytem, a człowiekiem. Mieczem zasłonił się przed demonem...