Kto się tchórzem urodził, ten bohaterem nie umrze. Jakże to prawdziwe.
Elfka dalej stała w tym samym miejscu. Nie ruszyła się ani o krok. Całe opętanie Aragorna i walka zdawały się nie robić na niej wrażenia. Zdawały, gdyż Nessa była biała niczym świeży śnieg. Oddychała z trudem i dopiero krzyk Gunsesa sprawił, że się ocknęła. Jeszcze nigdy nie była tak przerażona i zapewne nigdy już nie będzie. Kucnęła, zasłoniła uszy i skuliła się. Po kilku minutach odsunęła ręce od uszu, ale nie podniosła się. Słyszała jedynie spokojny głos wampira i jego rozkaz. Przetarła dłońmi twarz, jakby mając nadzieję, że to tylko zły sen. Szybko starła dziwne kropelki z policzków, licząc, że nikt ich nie zobaczył. Wstała i lekko się chwiejąc, ruszyła w kierunku Aragorna.
Diomedesem i Zelerisem już zajmowali się inni kompani. Zresztą, Nessa i tak nie byłaby w stanie pomóc rannym. Co nie zmienia faktu, że nie podeszła blisko swego przełożonego. Stanęła kilka metrów od niego, jakby bojąc się, że za chwilę wróci ten zły dracon. Zły dracon, do którego elfka czuła ogromny wstręt. Uznała, że lepiej będzie, jak poczeka na Zeyfara. Poza tym sama z Aerthem i tak nie uniosłaby barona.