Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat

Buntownicy w Khorinis (opowiadanie)

<< < (6/10) > >>

Koza123:
Treść jest dobra i ciekawa, jednakże w oczy rzuca się wiele błędów. Mógłbyś użyć bardziej rozbudowanego słownictwa i wyjaśnić kilka rzeczy, ponieważ niektóre momenty są naprawdę niejasne. 2 część jest już lepsza. Pisz dalej, to przecież nikomu nie szkodzi. Jak kogoś to boli, nie musi czytać. Æwicz dalej, a w końcu zacznie Ci to dobrze wychodzić.
Pozdrawiam.

Havajan:
Co to za opracowanie na początku? Pierwszy raz takie coś widzę.

Spacja po znakach interpunkcyjnych. Było już kilka razy to wałkowane, ale nadal leży. Czy mam Ci to rozrysować? Stawiasz kropkę na końcu zdania, robisz SPACJÊ i zaczynasz kolejne zdanie.
Literówki.
Dialogi są... Brakuje mi określenia. Dosłownie masło maślane.

--- Cytuj ---We trojkę zobaczyli oddział orków. Na szczęście nie zobaczyli ich.
--- Koniec cytatu ---
Zobaczyli lecz nie zobaczyli? Hmm...

got2:
Przypomnienie:
Gdy już doszli przed most, deszcz zaczął ustępować. Kosa odwrócił się i powiedział:
- Dobra stop, chwila przerwy.
Marco podszedł do nich i spytał:
- Co dalej ? Przecież dojście do karczmy będzie problemem.
Sil tylko uśmiechnął się, ale szybko zmalał gdy spojrzał na dół. We trojkę zobaczyli oddział orków. Na szczęście tamci nie zobaczyli ich.

               
- Co robimy ? - spytał Sil.
- Zaatakujmy ich - odparł Kosa.
- Tak uderzymy i zginiemy - odparł Marco.
No i miał racje. Ich grupa liczyła 15 ludzi, a orków na oko z 30.Ale wśród nich ujrzeli dwóch ważnych orków. Byli to Thet i Her-tok. We trójkę przyglądali się sytuacji. Po chwili było słychać orkowe wrzaski i zaczęły padać trupy orków.
- Nie wiem co to jest, ale zabijmy zielonoskórych ! - odezwał się Marco który przeszedł przez most i biegł w stronę orków. Reszta odziały także biegła za Marco. Sil i Kosa bez namysłu pobiegli za nim. Gdy dobiegli zobaczyli ludzi w czarnych pancerzach. Marco podbiegł do nich, a za nim reszta grupy. Jeden z nich powiedział:
- A wy to kto ?
-A wy - parsknął Kosa.
Dowódca tamtych uśmiechnął się i rzekł:
- Jestem łowcą orków ! - a po tym znowu się uśmiechnął.
Cała trójka zbladła.
- Nie martwcie się. Oddział zabrać orkom uzbrojenie.
Na ziemi leżało mnóstwo trupów orków, ale ani śladu po Thecie i Her-toku. Odział łowców pozabierał przeciwnikom topory, szable i halabardy. Marco poszedł dalej nie zwracając na nich uwagi.
- Ej uważaj. Koło karczmy jest duży patrol orków. My chcieliśmy zabić tych orków, byli to elitarni wojownicy.Jakby co macie mapę - po tych słowach łowca i jego grupa odeszli.

Sil, Kosa i Marco podzieliła się na trzy grupy.
- Kosa ty pójdź w stronę starego klasztoru Innosa. Ty Sil do wieży bandytów. Ja pójdę do latarni.
Cała trójka rozeszła się. Kosa dotarł do klasztoru i przeczesywał teren. Sil poszedł do wieży bez problemu i także szukali. Jednak z bohaterem było gorzej.

Marco i jego pięciu ludzi dotarł do dawnej farmy Akila. Ujrzeli tam niewolników i orków.
 ''Poczekamy tu trochę'' - pomyślał Marco. Gdy zbliżała się noc grupka wreszcie wybiegła. W połowie drogi zaczepili o łowców. Został tylko ich dowódca i sześciu ludzi.
- Nie ... Idźcie tam -odezwał się ich dowódca.
- To czemu - spytał Marco.
Wtedy usłyszeli głosy orków i śmiechy. ÂŁowcy dali mu kawałek kartki i jeden z nich powiedział:
- To Thet !
Po tych słowach łowcy biegli dalej. Buntownicy patrzyli na dowódcę. Nie wiedzieli co dalej. Po chwili z krzaków wyskoczył Thet i jego wojownicy. Buntownicy i Marco wyjęli bronie. Orkowie jednak nie zaatakowali. Marco krzyknął '' za Innosa'' i ruszył prosto na Theta. Rebelianci także uderzyli na orków. Kilku orków zginęło z ciosów miecza,a kilku uciekło. Thet dostał w ramie i nogę. Lecz orkowie bili ludzi i został już tylko Marco. wtedy zaczął uciekać. A orkowie za nim. W czasie biegu zdołał przeczytać kawałek kartki. Pisało tam "Girion i orkowie''.
Marco nie zrozumiał tych słów. Po chwili ujrzał urwisko i ostro przystopował. Stał na samej krawędzi. Odwrócił się do orków. Z grupy wyszedł Thet.
- Głupia Moro. Wiem co planowałeś, ale nie udało ci się to. Wyszłeś z obozu z Morą Silem i Kosą.
- Nie prawda - odparł mu buntownik.
- Było was razem piętnastu.
- ÂŁowcy ! - wykrzyknął Marco.
- Nie ci głupcy przegrali. Teraz jesteśmy kwita. Dowiedziałem się od innej Mory.
Marco zamyślił się przez chwilę.
- To ... to Girion. Tak !?
- Jaka mądra Mora.
Rebeliant był wstrząśnięty.Jednak dał się opanować emocjom. Odwrócił się do urwiska i ... skoczył.

- Sil masz coś ? - spytał Kosa który wrócił z odziałem do wieży.
- Nie nic. A gdzie Marco ?
- Myślałem że jest z tobą.
Obaj zamyślili się, a reszta ich grupy nadal szukała w rozwalonych szafach. Cała ta wieża była zniszczona od środka.

Marco obudził się na plaży. Ledwo wstał i zobaczył łódź, namiot i pirata przy ognisku. Pirat spojrzał na niego I powiedział:
- Witaj buntowniku. Jestem Skip. Mam dal ciebie wiadomość.
Marco podszedł do ogniska.

To zakończenie drugiej części pt. ''Pułapka''
Nast. będzie po świętach. Będzie to już ostatnia część. Zapraszam do oceniania.
 

Koza123:
Nieźle. Idzie Ci coraz lepiej. Zauważyłem, że twoje podstawowe błędy, to:
-ortografia
-niezbyt bogate słownictwo
-zbyt wielka chęć popchnięcia fabuły do przodu. Musisz bardziej skupiać się na szczegółach. Wtedy twoje opowieści staną się ciekawsze i nabiorą barw.

To rady ode mnie. Jeżeli dopracujesz to o czym wspomniałem, to już będzie całkiem nieźle. Za tą część dałbym Ci 6,5/10. Głównie za ciekawą fabułę, oraz za ogromne starania, a także za wytrwałość. Wielu ludzi negatywnie Cię komentuje, a ty nadal się nie poddajesz. Idzie Ci naprawdę coraz lepiej. Tylko tak dalej.

Havajan:
Przypomnienie:
Gdy już przekroczyli most, deszcz zaczął ustępować. Kosa odwrócił się do towarzyszy:
- Dobra, stop, pora na postój.
Marco podszedł do nich i spytał:
- I co teraz? Dojście do karczmy raczej nie będzie zbyt proste.
Sil na wzmiankę o tym jedynie się uśmiechnął. Podszedł na skraj urwiska i spojrzał w dół przepaści, uśmiech spełzł z jego twarzy jeszcze szybciej niż się pojawił. Jego dwa koledzy spojrzeli po sobie i poszli za jego przykładem. Na samym dole stacjonował oddział orków. Bestie zajęte były swoją pracą i nie zwracały najmniejszej uwagi na to co się dzieje nad nimi.

               
- Co robimy? - spytał Sil.
- Zaatakujmy ich. - odparł Kosa.
- Zastanów się, są zbyt liczni, wszyscy tam zginiemy. - Ze stoickim spokojem opowiedział Marco.
Grupa którą dowodzili Marco, Sil i Kosa liczyła zaledwie piętnastu ludzi, orków zaś było dwa razy tyle. Pomiędzy zielonoskórymi dwóch jednak się wyróżniało. Byli to Thet i Her-tok.
Trójka wojowników przyglądała się z góry poczynaniom orków. Każdy jeden zastanawiał się co teraz nastąpi. Chwilę później do ich uszu dotarły okrzyki oraz bełkot orków. Bestie rozbiegały się na wszystkie strony, dobywały broni, lecz z niewiadomych przyczyn padały na ziemię jak muchy.
- Co się do cholery dzieję?! - Z głupią miną zapytał Sil.
- Nie mam pojęcia, ale teraz jest szansa! Atakujemy! - Krzyknął Marco, który przebiegł już przez most i teraz pędził stromą ścieżką w kierunku obozu orków. Reszta oddziału nie kazała na siebie czekać. Każdy jak jeden mąż dobył broni i ruszył za przywódcą. Sil i Kosa bez namysłu pobiegli za całą resztą. Gdy w końcu wojownicy dotarli na miejsce byli nieźle zasapani, lecz zobaczyli grupę ludzi w czarnych pancerzach i z łukami w rękach. Sporo osób miało przy pasie lekki jednoręczny miecz, pozostali posiadali ciężkie topory lub potężne długie miecze przewieszone przez plecy. Wyglądali groźnie. Marco złapał oddech i podszedł do mężczyzny stojącego na czele oddziału. Za wojownikiem podążyła reszta grupy. Mężczyzna chroniony przez masywny czarny pancerz spojrzał na Sil'a, który wciąż nie pozbył się z twarzy głupiej miny, lekko przymrużył oczy i zapytał:
- A wy kim jesteście? - Po tych słowach, jego ręka powoli powędrowała ku wiszącemu przy pasie mieczowi.
- Też chcieliśmy o to zapytać. - Parsknął Kosa.
Mężczyźnie lekko się uśmiechnął:
- Jesteśmy łowcami orków, nie widać? - Po czym wskazał palcem na ciała orków rozsiane pomiędzy drzewami.
Kosa pobladł, a wśród oddziału dało się słyszeć stłumione szepty.
- Spokojnie, nic wam nie zrobimy. Oddział! Pozbawić te truchła uzbrojenia. - Z pogardliwym uśmiechem wydał komendę przywódca łowców.
Ziemia przesiąkła krwią orków, ciała były wszędzie, lecz ani śladu po Thecie i Her-toku. Wszędzie zaroiło się od postaci w czarnych zbrojach, rozmawiali między sobą i zbierali oręż po zielonoskórych. Marco źle czuł się w tym miejscu. Bez słowa machnął na swoich ludzi i ruszyli w dalszą drogę. Nie odeszli zbyt daleko gdy w ich stronę odwrócił się przywódca łowców orków i powiedział.
- Uważajcie na siebie. W okolicy karczmy jest dość duży patrol orków. Chyba nie chcecie być ich przekąską? - Po tych słowach skierował się w stronę swoich ludzi, sprawdzić czy nie zostawili nawet bełta na ziemi.

Wojownicy wędrowali chwilę w milczeniu. Marco nagle się zatrzymał.
- Nie damy rady przebić się grupą, musimy się rozdzielić. - Powiedział Marco patrząc na swoich towarzyszy. - Każdy z nas bierze ze sobą czterech ludzi. Ja pójdę do latarni morskiej, Ty Kosa zbadasz teren w okolicy starego klasztoru Innosa, a Ty Sil sprawdzisz co się dzieje w okolicy wieży bandytów w górach.
Sil i Kosa skinęli głowami na znak, że rozumieją i ruszyli każdy w swoją stronę.
 Kosa dotarł do klasztoru i przeczesywał teren, lecz bez powodzenia, nie było tutaj żadnych śladów orków. Sil wraz ze swoimi ludźmi dotarli do wieży bez problemu i także szukali, również bez powodzenia. Prawdziwe problemy spotkały trzeciego wojownika.

Marco po nie długiej drodze dotarł do dawnej farmy Akila. Na jego nieszczęście zastał tam grupę orków wraz z ich niewolnikami.
''Poczekamy tu trochę'' - pomyślał Marco i dał znać swoim towarzyszom, żeby się ukryli w zaroślach. Po wielu godzinach zapadł zmrok, grupka wreszcie wyszła z ukrycia. W połowie drogi do farmy natknęli się na łowców orków. Został tylko ich niewielu, dowódca i sześciu innych.
- Pst. Nie idźcie tam. - odezwał się szeptem dowódca.
- Dlaczego? - spytał Marco.
Z oddali dało się słyszeć śmiechy i głosy orków. ÂŁowca wcisnął kawałek kartki w rękę Marco i powiedział:
- To Thet!
Po tych słowach skierował swoich ludzi w przeciwną stronę. Buntownicy patrzyli z niepokojem na dowódcę. Nie wiedzieli co dalej robić. Wśród nocnej ciszy dało się słyszeć jedynie ciszy szelest liści. Coś jednak nie dawało Marco spokoju. Rozejrzał się dokładnie dookoła siebie, na krótką chwilę zawiesił wzrok na skraju lasu i zaparło mu dech w płucach. To orkowie! Buntownicy chwycili w dłonie broń. Zielonoskórzy jednak nie zaatakowali. Marco nie czekając na nic krzyknął ''Za Innosa'' i ruszył wraz z resztą buntowników wprost na Theta, którego rozpoznali wśród przedstawicieli jego gatunku. W ciemnościach dało się słyszeć szczęki stali. Wszędzie bryzgała krew i padały ciała. Thet został raniony w ramię i nogę. Lecz orków było zbyt dużo. Ludzie padali jeden za drugim, aż został tylko Marco. Wojownik widząc, że nie da już rady, zaczął uciekać. Orkowie ruszyli za nim wykrzykując coś w swoim własnym języku. W trakcie biegu Marco zdołał przeczytać dwa słowa, które znajdowały się na kawałku kartki - "Girion Orkowie''.
Marco nie rozumiał tych słów. Po chwili jednak musiał wyrwać się ze swoich własnych rozmyśleń, gdyż przed nim było urwisko. Wojownik zatrzymał się. Stał na samej krawędzi. Spojrzał za siebie, lecz tam już czekali na niego orkowie. Z grupy wyszedł Thet.
- Głupia Moro. Wiem co planowałeś, lecz skończyło się to kompletną porażką. Wyruszyłeś z obozu z morami Kosą i Silem.
- Nie prawda. - odparł na to buntownik.
- I było was wszystkich piętnastu, prawda?
- ÂŁowcy! - krzyknął Marco.
- Nie. Ci głupcy już dawno przegrali. Dowiedziałem się tego od innej mory.
Marco czuł jak szybko bije jego serce, lecz umysł wciąż pracował jak należy.
- Girion... - cicho powiedział wojownik
- Jaka mądra Mora. - odparł Thet.
Rebeliant był wstrząśnięty. Jednak nie dał się opanować emocjom. Płynnym ruchem odwrócił się na pięcie w stronę urwiska i skoczył.

- Sil, masz coś? - spytał Kosa, który wrócił z odziałem do wieży.
- Nie, nic. A gdzie jest Marco?
- Myślałem, że jest z Tobą, a to ja przybędę ostatni.
Obaj wojownicy zamyślili się, a reszta ich grupy nadal przeszukiwała stare kufry i zniszczone szafy. Cała ta wieża była w opłakanym stanie.

Marco otworzył oczy. Widział przed sobą bezkresny błękit nieba. Pod plecami czuł piasek. Powoli podniósł się na nogi, czuł silny ból. Rozejrzał się i zobaczył łódź, namiot, a  przy nim mężczyznę rozpalającego ognisko. Pirat spojrzał na wojownika i powiedział:
- Witaj buntowniku. Nazywam się Skip i mam dal Ciebie wiadomość.
Marco chwiejnym krokiem podszedł do ogniska.



Nie jestem w temacie Twojego opowiadania, ale postarałem się coś z niego zrobić. Teraz porównaj swoją wersję z moją.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej