Forum dyskusyjne > Dyskusje na każdy temat

Buntownicy w Khorinis (opowiadanie)

<< < (10/10)

Mogul:
Got, poważnie. Weź sobie uwagi starszych userów do serca i nie ignoruj ich, bo to nic Ci nie da. Nikt też nie będzie chciał tego czytać, zobacz ile jest wyświetleń.

Elrond Ñoldor:
Nie ignoruj, słuchaj się rad. Jeśli nie chcesz to nie pisz. Nie ma to sensu.

got2:
Zacznę krótka przedmową. Otóż to opowiadanie jest jedno z pierwszych. Zboczyłem trochę z gothica. Otóż żeby nie było pytań. ÂŚwiat jest nieco większy. Pojawia się konie, wargi, rozpruwacze, asasyni oraz Kirkon który jest dowódcą łowców orków oraz wiele innych postaci. Nieco też ściągnąłem z filmów i historii wydarzeń. Podam przykłady: narada, obrona klasztoru, wielka bitwa, partyzantka oraz zaciekła polityka.


W Khorinis
- Girion ? Uciekłeś ? - spytał się Thet mocno zdziwiony przyjściem zdrajcy.
- Jestem i wiem. Klasztor i farma Onara. - odparł szybko człowiek, po czym szybko wziął kufel piwa.
- Klasztor ? - spytał cicho Thet.
- Tak. A gdzie Her-tok ?
- Prowadzi kampanię. Podobno jakaś grupa Mor zaatakowała farmę. Wszystko zniknęło.
Na te słowa Girion przestał pić piwo i spojrzał na mapę.
- Oni wezmą farmerów. A Kirkon, zabiłeś go prawda ? - warknął Girion dość mocno wkurzony.
Gdy to powiedział orkowie zbliżyli się do Giriona z bronią w ręku.
-Posłuchaj mnie. Nie jesteś jeszcze hersztem wiec morda.
Orkowie ryknęli śmiechem, a Girion poczuł się bardzo dziwnie.

Hologram Pyrokara był jak duch. Wreszcie mag odezwał się do reszty:
- Girion uciekł. Nie mamy dowódcy.
- CO ! Jak to uciekł - szybko odparł Sil, a reszta buntowników rozproszyła się we wszystkie strony.
- Po prostu wybiegł z obozu.
- Nie biegliście za nim ? - odezwał się Kosa.
- Tak, ale idiota wbiegł do tawerny. Chcieliśmy go złapać ale orkowie byli pierwsi. - odpowiedział smutno mag.
- Kilka spraw - powiedział Marco po krótkiej chwili. - Girion to zdrajca. Mój oddział zginął, łowcy rozbici !
Pyrokar miał minę jeszcze gorszą od poprzedniej, ale zdołał się opanować. Szybko rzekł:
- Zatem Marco będziesz dowódcą. Jesteś odpowiedni na ta robotę, chociaż znam Cię kilka dni.
- Orkowie uderzą na nas - powiedział Sil po swoim milczeniu.
Pyrokar spojrzał się na Marco.
- Wiem że Hagen nam nie pomoże, ale są inne grupy partyzanckie.
Sil i Kosa popatrzyli się na dowódcę i pobiegli do budynku. Wyjęli z niego stół i mapę.
- Są piraci, farmerzy i łowcy orków.
- Orkowie są silni. Zmiotą nas - wtrącił Kosa który wiedział dokładnie co mówi.
- Orkowie muszą wysłać wsparcie na kontynent.
Kosa znów popatrzył na mapę i rzekł:
- Skąd to wiesz ?
Pyrokar który widział ze jego moc słabnie powiedział:
- Mam pomysł zróbmy naradę w tym miejscu. Spróbuję odnaleźć tych co potrzeba i ustalimy.
Hologram znikł, a trojka buntowników zwołała resztę i zaczęła ustalać plany i zadania. Po całym dniu pracy wieża bandytów wyglądało w lepszym stanie. Kopalnia co prawda nie działała ale i tak to było świetne miejsce.

Następnego dnia rozpalono ognisko i ustawiono  krzesła. Czterech buntowników stanęło obok mostu jako straż,
reszta rozproszyła się po terenie. Po krótkim czasie przyszedł Pyrokar i jeden z "mniejszych" dowódców polowych. Usiedli na miejscach wyznaczonych przez Sila. Tuż po nich przyszedł mężczyzna w stroju farmera. Mimo to miał na sobie napierśnik, nagolenniki i naremniki. U boku miał miecz, zaś na plecach kołczan i łuk. Obok niego szli dwaj farmerzy bez napierśników. Mieli tarcze i włócznie. Farmer usiadł, a dwójka jego żołnierzy doszła do strażników. Po południu wszedł Kirkon - łowca orków. Marco zaczął mówić:
- Czy są wszyscy ?
- Trzeba jeszcze poczekać - odparł Pyrokar.
Wtedy do obozu wpadli piraci - Ski, Greg i paru innych. Usiedli na miejscach, a piraci ustawili się przy moście. Kosa i Sil zaczęli się niecierpliwić ponieważ brakowało wciąż jednego miejsca. Straż zaczęła coś gadać że zauważyli bandytę. Pyrokar podniósł się machnął ręką i znikł. Tuż po chwili pojawił się z hersztem bandytów.
Marco, Sil i Kosa usiedli na miejscu. Pyrokar zaczął mówić:
- Musimy pokonać orków. Mamy dobra sytuację bo na kontynencie król wygrywa, a orkowie muszą wysłać swoje siły do pomocy.
- Przez kilka miesięcy walczyliśmy z orkami przegramy - wtrącił przywódca farmerów.
- A ty to kto ? - wtrącił Sil nieco wkurzony.
- Jestem Danko, syn Akila. - odrzekł wieśniak.
- Ja jestem Groka, herszt bandytów. Orkowie byli przez krótki czas na Jarkenderze. nie dałem się przekupić i uciekłem z moimi kompanami.
- Zrobiłem krok do bitwy. - powiedział Pyrokar, a goście umilkli. - Jeśli część naszych sił będzie w klasztorze, a tu reszta. Orkowie będę chcieli zdobyć znowu klasztor i wtedy podziela siły.
- Hej, orkowie wyślą swoja kawalerię na pole. Zmiotą nas ! - warknął Greg który był dotąd cichy.
- Ale mamy konie - odrzekł Danko.
- Ale lekka kawaleria nie pokona piechoty i jazdy orków. - odparł Kirkon.
- Ale przecież orkowie jak podzielą siły będą nie aż tak liczni. Lekka kawaleria i piechota farmerów, przecież to dobre na partyzantkę. - odparł Marco.
- My jesteśmy dobrzy w tym co powiedział generał buntowników - odpowiedział Danko z lepszym humorem.
- Uwaga ! Bandyci, Sil, Kosa i pomoc buntowników ruszą do klasztoru.
- Ja Grok przysięgam z moimi oddziałem bronić klasztoru tak długo jak się tylko da.
- Ja, piraci, buntownicy, łowcy i farmerzy będziemy walczyć w polu.
- Ale oni tez mają kawalerię - powiedział Skip z dziwną grozą.
- Buntownicy to też paladyni, a na koniach będę "taranem" na lądzie. - rzekł Pyrokar.
- Ej, klasztor to nie Khorinis prędzej czy później padnie. A orkowie to nie gobliny - warknął Kosa.
- Masz rację. Wszystko zależy od wielkiej bitwy na polu Onara - odrzekł Pyrokar.
- Ale ile mamy sił ? - zagadnął Sil,
- Mych ludzi będzie z 200, bo reszty nie dam ściągnąć. - powiedział Danko.
- Mych łowców z 50 - rzekł Kirkon.
- Piratów zaś 40 tylko będzie - jęknął Skip.
 Wszyscy wstali, wyjęli broń do góry i krzyknęli: "ÂŚmierć Beliarowi". Po tych słowach rozeszli się.
Ku ich nieszczęściu na wyspę płynęli assasyni.

I co wy na to, dokończenie będzie tyczył się bitwą, obroną i śmiercią...



got2:
Część ostatnia, pt: "Bitwa o wyspę"

- Mistrzu Pyrokar, czekamy na główne siły uderzeniowe. Zabarykadowaliśmy drzwi i umocniliśmy je. Wszyscy są nadal szkolenie w łuku, kuszy, w mieczu i włóczni. - powiedział doradca maga.
- Hmmm... Mam nadzieję że Sergio dobrze poradzi sobie z obroną. Ja tymczasem skontaktuję się z generałem.
I jeszcze jedno. Niech Sergio będzie się bronił, nie atakował. Jasne? - odpowiedział Pyrokar i udał się do kościoła.
Doradca wszedł do kapliczki, która stała parę metrów dalej. Momentalnie zagadnął do niego Sergio, paladyn który miał inne zdanie niż Pyrokar:
- Przekaż magowi że opracowałem nowy plan. Najpierw odeprzemy atak orków, a następnie uderzymy na nich. Mimo iż mamy słabsze wyposażenie, uderzymy na na najeźdźców gdy będą chcieli się przegrupować. Na tym stromym urwisku Kosa, Sil i Groka uderzą z całą siłą.
- Ale mistrz Pyrokar chciał ograniczyć nas tylko do obrony. - odparł doradca, który nie był zachwycony pomysłem.
Z sali odezwał się Kosa:
- Posłuchaj. Wiesz czemu Garond i jego posiłki przegrały w dolinie?. Bo ciągle się bronili. A tam zrozumiałem że, wojnę trzeba wygrać nie ciągłym odwrotem i obroną, ale także atakiem jeśli jest temu okazja. Rozumiesz.
Na sali wszyscy zaczęli klaskać, a doradca odszedł z smętną mina. Mimo to dowódcy nadal planowali co dalej.

Do domu Onara weszli najważniejsi dowódcy. Marco, Kirkon, Skip, Greg i Danko. Zaczął mówić Marco - generał:
- Otóż mam plan. Orkowie będą się chcieli przeprawić przez las używając zaskoczenia. Danko i Skip - wy zaatakujecie ich jako ukryci partyzanci. Macie ich zmusić do odwrotu i rozbić. Ja, Greg i Kirkon. Będziemy się bronić w fortyfikacjach. Główne dowodzenie będzie w starym obozie bandytów. Jakieś pytania?
- Tak jedno. Skoro dysponuje przeważnie lekkimi oddziałami, to jak mam zniszczyć hordę orków z piratami? - spytał Danko, dowódca wieśniaków.
- Schowacie się w krzakach i na drzewach. Poza tym zrobimy pułapki i wilcze doły. Resztę powie wam mój doradca ja jeszcze muszę gdzieś pójść. - odpowiedział generał i wyszedł z sali. Tuż po wyjściu skręcił w las, w stronę jaskini którą zauważył przed inwazją orków. Postanowił zajrzeć tam i zobaczyć czy ktoś tam jest, żeby nie było "niespodzianek". Po niedługim chodzenie po lesie dotarł do niej. Było w nie trochę ciemno, ale w głębi zauważył światło. Wszedł głębiej i zauważył pewnego starszego człowieka i w zielonej szacie, parę metrów dalej było ognisko, skrzynia i kociołek. Podszedł bliżej i zagadnął do ów człowieka:
- Kim jesteś? Co ty tutaj robisz?
- Ja... Jestem tutaj zielarzem. A ty co robisz tutaj? - odrzekł starzec ze lekkim uśmiechem.
- Powiem wprost czy ty jesteś jednym z druidów o których gadają orkowie?
- Skoro chcesz mojej śmierci ... to tak.
- Naprawdę? Pomóż nam buntownikom. Przeciwko orkom.
- Nie. Jestem Lirus, opiekun wilków i innych rodzajów psowatych.
- Ja jestem Marco, generał buntowników. Dziś w południe będzie wielka bitwa z najeźdźcami.
- Znowu przelejecie krew na darmo. Posłuchaj ucieknijcie z wyspy gdzie indziej. Tutaj was spotka to co Hagena.
- Znałeś go?
- Tak. Wiem czemu zginął i jak.
- Dlatego pomóż mojej grupie szturmowej. Wiem że w lesie maja większe niż w polu, ale twoje wilki dały by im otuchy i lepsze morale. Pomyśl. Jakbyśmy zwyciężyli i zdobyli miasto będziesz mógł wziąć to chcesz.
- Dobrze pomogę Ci, skoro nalegasz. Ale pamiętaj chcę mieć skrawek lasu i trochę ludzi. Chcę odbudować siły Adanosa.  - odpowiedział druid i zamilkł na resztę rozmowy. Marco był w głębi duszy ucieszony. Wreszcie są większe szanse.
 
                                                 C.D.N

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej