Flamel spojrzał na Adamusa, jakby nie rozumiejąc jego prośby. Spojrzał na jego pas i wtedy pojął. Osobiście uważał runy powszechnie dostępne za pewien przeżytek. Różdżki były znacznie wydajniejsze i wygodniejsze w użyciu.
- Bogowie, kto w dzisiejszych czasach używa takich run... - mruknął. - No ale dobra. Rozumiem, że znasz jej słowo-klucz? - zapytał, lecz nie czekał na odpowiedź. Bardzo wątpił, czy znalazłby się ktoś na tyle nierozważny, aby wyruszać na wyprawę z runą, której nie wie jak użyć. Chyba tylko po to, żeby pokazać że go stać. - Runy, taka jak twoja, to chyba najprostszy w użyciu przedmiot magiczny. Weź ją w dłoń i wypowiedź słowo-klucz. Wtedy nad twoją wolną dłonią zacznie pojawiać się magiczny pocisk. Dlatego warto już przed wypowiedzeniem słowa, unieść tą dłoń. Nie chciałbyś, żeby ów pocisk spadł ci pod nogi. Ale gdy już pojawi się we właściwym miejscu wystarczy go po prostu rzucić. Jak kamień. Nie lękaj się, ciebie raczej to nie poparzy. Gdyby zaklęcia w czasie rzucania, zadawały obrażenia osobie je rzucającej, ja miałbym już całkowicie spalone ręce. Tak jak mag używa swojej mocy do zaklęć, tak ty używasz mocy runy. I to właśnie uniemożliwia magicznemu ogniu, czy czemukolwiek innemu, wytworzonej z tej mocy zranienie cie podczas rzucania. Gdybyś był magiem, po rzuceniu pocisku mógłbyś nim jeszcze manipulować, telekineza chociażby. Ale nie jesteś, więc zadowól się rzucaniem jak dziecko kamieniem. - wyjaśnił ÂŁowcy. - Zresztą, na pewno sobie poradzisz. Wszelkie czary są tak skonstruowane, że po ich rzuceniu praktycznie instynktownie wie się co robić. No ale nie radzę teraz wypróbowywać runę. Niedługo pewnie dojedziemy do celu, a nie chciałbyś chyba, aby podczas akcji runa była pozbawiona mocy.