Znowu pływamy. Gdyby Nuda była krasnoludem, to do uszu kompanii dotarłaby ładna wiązanka niekoniecznie kulturalnych i życzliwych słów. Dziewczyna jednak, tutaj zaskoczenie, krasnoludem nie była, więc z miną zbitego psa weszła na pokład. Statków było wiele przez co morza mniej, a i okręt, który "opanowała" grupa nie kołysał się mocno, więc elfka na razie nie odczuwała żadnych niedogodności, wynikających z niechęci do przebywania na zbitej stercie desek z jakiegoś pięknego lasu. Bo rzecz jasna nie posiadała choroby morskiej.
Jak widać bogowie są złośliwi, gdyż ÂŁowcy ostatnimi czasy lubowali się w podróżowaniu pięknymi drzewami, na których kiedyś żyły słodkie, rude wiewiórki. Zatem elfka rozejrzała się za jakimś dogodnym miejscem do wdychania świeżego powietrza i rozkoszowania się efektami choroby morskiej, której nie posiadała. Była pewna, że choć Julian należał do osób miłych (a przynajmniej sprawiających takie wrażenie), to podczas ich podróży musi trzymać się od niego z daleka. Wątpiła, iż dym palonej przez niego fajki pozytywnie wpłynie na jej stan.
Zerknęła w kierunku mężczyzny w masce. Biorąc pod uwagę porę dnia, nei wyglądał już tak strasznie i, gdyby się uprzeć, to można by nawet się zaśmiać. Czego elfka uczynić nie miała zamiaru. Szczególnie że okazało się, iż walczyć będą nocą. Walka za pomocą łuku będzie mocno utrudniona. No chyba że napatoczy się jakiś ziejący ogniem smok.