Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nocne zmory ziem larkoskich
Metztli:
- No i po kłopocie... ale myślisz że to one wałęsały się po wsi strasząc ludzi? - powiedziała kpiąc jedną z kości, które walały się teraz po okolicy.
Dragosani:
- Nie. - odparł mag. - Ludzie mówili, że coś wyje w nocy. Ten typ nieumarłych nie ma strun głosowych, ani nawet płuc, więc nie mógłby wydawać odgłosów. - wyjaśnił. Trącił kosturem jedną z kości.
- Ale niewątpliwie ich obecność ma związek z naszą sprawą. - powiedział po chwili. - Ludzkie szkielety zazwyczaj nie ożywają tak same z siebie. Coś, lub ktoś, je ożywiło. Z tego co wiem do takiej sztuki potrzeba czarnej magii. - powiedział.
Anv:
// bardzo ładnie ogólnie, lecz nie podobała mi się jedna kwestia... nikt nie wprzywitał nowego prowadzącego :D
Nie zdążyliście jednak ujść o wiele dalej gdy usłyszeliście dziwny odgłos, jakby coś szurało po ziemi, ciągnęło coś. Jakieś kroki, jednak wolniejsze niż standardowego człowieka. Chwilę potem rozległ się donośny okrzyk, bądź wrzask. Zza płyt grobowych wyszło cztery ożywione istoty. Czyżby ktoś specjalnie zsyłał na was takie upiory?
4x Zombie
Dragosani:
// <wyciąga flachę na powitanie>
Flamel usłyszał powolne i ociężałe kroki. Następnie dość tępy i upiorny wrzask. Spojrzał w kierunku z którego dobiegały te odgłosy. Zombie. Spojrzał z udawanym wyrzutem na Metztli.
- Mogłaś nie mówić tej kwestii o zombie... - powiedział. Nieumarli się zbliżali i jego nosa dobiegł potworny smród. Niemalże nie do wytrzymania.
- Bogowie... - wykrztusił mag. Stwierdził, że lepiej będzie atakować te istoty z pewnej odległości.
- Załatwmy je zaklęciami. - powiedział do kobiety. Położył jej dłoń na ramieniu i teleportował się z nią kilkanaście metrów dalej.
- Ognista strzała pewnie nie wyrządzi im wielkiej krzywdy, ale i tak spróbuj. I nie pozwól by któryś podszedł zbyt blisko. Są wolne, ale pewnie silne. - polecił i spojrzał na kuśtykające trupy. Odetchnął głęboko i pobrał magiczna moc. Kryształ w kosturze zalśnił, czując magię swego pana.
- Iaishosh Huushar, Ipush Grish Izqiysh! - wykrzyczał Zeleris. W jego wolnej dłoni pojawiła się kula błyskawic. Piorun kulisty. Mag kumulował przez chwilę jego moc, wzmacniając go kryształem kostura. Gdy zaklęcie osiągnęło odpowiedni poziom energii, mag cisnął kulą błyskawic w jednego z nieumarłych. Dodatkowo nakierował pociskiem przy użyciu psioniki. Piorun trafił w zombie. Wywołało to syk i wybuch iskier. Ciało chodzącego trupa zostało niemal całkowicie spopielone. Zwęglone zwłoki padły na ziemię. Jedno było pewne. Nie nadaje się już ono do jakiegokolwiek użytku. Chyba że w postaci potrawki dla kanibalistycznego smakosza.
Metztli:
Metz przez chwilę stała, sparaliżowana. Cóż może i nie jest osobą tchórzliwą, ale o niewątpliwie wrażliwym powonieniu - O... one są obrzydliwe - pisnęła i złapała Zelerisa za rękaw, ale za chwilę się opamiętała, wyciągnęła dłoń w stronę jednego z zombie i wypowiedziała - Osh Isarish Izqiash, Izqihuxuash Grash. - z jej dłoni wystrzeliła drobna strzała, zrobiona z płomienia i trafiła jedną z bestii prosto w miejsce gdzie u każdego humanoida znajduję się twarz, przegniłe mięso zaskwierczało i zaczęło się tlić. Stwór parł do przodu, ale dostał jeszcze kilkoma małymi pociskami i po chwili cały stanął w płomieniach. Płaty zwęglonego mięsa opadały na ziemie, a smród dochodził aż do dwójki młodych nowicjuszy. Po chwili z zombiaka nie zostało zbyt wiele, tylko spalone resztki...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej