Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nocne zmory ziem larkoskich
Metztli:
Metztli czuła się nieswojo, nie lubiła jak w lesie jest tak cicho. To niemalże zawsze oznaczało kłopoty. Usiadła więc sobie na miękkim mchu, czując się bardzi nieszczęśliwie że została sama. Zeleris wyglądał dość śmiesznie, schodząc ostrożnie i wspierając się kosturem niczym starzec laską, ale dziewczynie i tak było nie do śmiechu. Siedziała więc, czujna niczym płochliwy zajączek, gotowa wczeć alarm na najlżejszy dźwięk...
Gordian Morii:
Miejsce w którym znalazł się Zeleris emanowało dziwną mocą. Teraz czuł ją wyraźnie energia pulsowała tak jak to zwykła czynić krew w tętnicach szyjnych i nadgarstkach. Niewiadomym było miejsce pochodzenia mocy, niewiadomym było też to co spowodowało jej wyzwolenie. Być może było to miejsce jakiegoś dawnego kultu lub pod ziemią znajdowało się jakieś skupisko magicznej rudy? Tego nie sposób było sprawdzić, a przynajmniej Tobie jako magowi o takim a nie innym doświadczeniu i stażu.
Jedno było jednak pewne, w niecce było bezpiecznie.
Dragosani:
Zeleris zatrzymał się na dole i kontemplował nad dziwnym fenomenem. Miejsce to wprost emanowało mocą. Mag chłonął ta moc, delektując się nią.
- Tu jest bezpiecznie. - powiedział do Metztli. Następnie wyciągnął dłoń nad głowę, pobrał moc i wypowiedział zaklęcie.
- Osh Isarish Izqiash, Izqihuxuash Grash. - w dłoni jego pojawił się płomień, który mag wyrzucił w górę, by zawiadomić Gordiana.
Gordian Morii:
Wystrzelony w niebo pocisk szybko wznosił się w górę ze sporą szybkością a nagle stało się coś niespodziewanego. Ognista strzała w waszych oczach zaczęła rosnąć powiększając swe rozmiary kilkakrotnie. Przyglądaliście się temu dziwnemu zjawisku gdy nagle kula eksplodowała nad waszymi głowami. Huk wybuchu był potworny a siła eksplozji zwaliła was z nóg przy okazji ratując was przed poparzeniem opadającymi w dół iskrami...
Gordian idąc lasem usłyszał huk i szybko spojrzał w niebo, na którym pojawiła się czerwona poświata. Już miał zwracać się w tamtym kierunku gdy usłyszał jakiś ruch po swej prawej stronie. Instynktownie machnął kosturem odbijając napastników potężnym morficznym uderzeniem. Dwa humanoidy uderzyły w rosnące drzewa. Elf z kosturem gotowym do szybkiego zadania ciosu zbliżył się do nich..
Dragosani:
Flamel padł. Zresztą nie miał zbyt wielkiego wyboru. Nieoczekiwany wybuch pozwolił mu właśnie paść, albo paść. Mag, w swej mądrości, wybrał pierwsza opcję. Po chwili jednak wstał i sprawdził czy z Metztli wszystko w porządku. Nie wyglądała na ranną. Może nieco zaskoczoną. Zeleris spojrzał w górę, w miejsce wybuchu. Następnie rzucił okiem na swoje dłonie i w końcu na lej.
- Tak jak sądziłem. - rzekł. - Coś tutaj jest. - dodał. - ÂŹródło energii... bardzo potężne źródło. Widziałaś co zrobiło z prostego i słabego zaklęcia. Ale cóż... Gordian na pewno to usłyszał. Poczekajmy na niego. Z wielką magią nie ma co ryzykować... - stwierdził. Schylił się by odgarnąć trochę ziemi z dnia rowu. Było to nieco irracjonalne, gdyż źródło mocy zapewne nie znajdowało się tuż pod powierzchnią, ale kto wie?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej