Tereny Valfden > Dział Wypraw

Nocne zmory ziem larkoskich

<< < (8/16) > >>

Dragosani:
Flamel poczęstował się malinami. Nie miał może zbyt wielkiej ochoty na nie, ale starał się być uprzejmy. Słuchał,opowieści Metztli, ale nie przywiązywał do tego zbyt wielkiej wagi. Szli razem poprzez las, wypatrując czegokolwiek podejrzanego.
- No mogliśmy pogadać z dzieciakami. Gdyby tylko Gordian nie cofnął nas z drogi na pole. - odparł mag. - Teraz pozostaje nam tylko obserwacja. - dodał.

Metztli:
- Ale kurhanów u nas nie było, wiem bo nie raz się zapuszczałam daleko w las i nie było, po za tym niania i wuj by mnie przestrzegali. Ale słyszałam kiedyś historię, że jak kurhan jest źle ułożony to dusze się denerwują i nachodzą żywych. A bywa że był dobrze ułożony, ale coś się popsuło i wtedy duch daje znać że jest źle. No i żywi się boją. Ale to mogło być tylko takie gadanie, wiesz, ludzie potrafią wymyślać niestworzone historie - rozgadała się Metztli, co jakiś czas oddalając się aby zebrać malin - O, zobacz jakie ładne kwiaty - stwierdziła po chwili oddalając się kawałek w stronę kępki białych roślinek.

Dragosani:
- Zaś u nas. - Flamel zaśmiał się w duchu "u nas". Troche to nie pasowało, biorąc pod uwagę, że został praktycznie wypędzony z rodzinnej wioski. Jako dziecko. Były kurhany. Stare... nawet nie wiem czyje i jakiej rasy. Moja matka często się tam zapuszczała w poszukiwaniu ziół. chodziłem razem z nią... i zapewne to był kolejny powód dla którego moja rodzina była w wiosce "przeklęta". - powiedział. Właściwie nie miał pojęcia dlaczego o tym opowiada. - Ale to raczej nie czas na wspomnienia dzieciństwa. - widząc jak młoda kobieta znów oddala się dodał.
- Nie odchodź za daleko. Diabli wiedzą co może grasować w tym lesie...

Gordian Morii:
Idąc przez las rozmawiając o sprawach błahych jak również i o tych dużo poważniejszych doszliście do niewielkiego leju odcinającego się od reszty terenu pionową ścianą o wysokości od dwóch do czterech metrów. Dziwna to była forma terenu gdyż mimo, że znajdowała się w środku dosyć gęstego lasu wewnątrz nie było żadnych, nawet najmniejszych drzew. Po dokładniejszych oględzinach zauważyliście wąski odcinek nieco łagodniejszego zbocza po którym można było zejść. W waszym wypadku nie było to jednak konieczne gdyż byliście magami, którzy znani są z tego, że potrafią radzić sobie z dużo cięższymi przeprawami niż była to kilku metrowa ściana. Staliście tam niezbyt długą chwilę lecz bardziej wyczulony Zeleris poczuł coś dziwnego. Mrowienie w palcach... Gdyby kiedykolwiek pił silną miksturę energii szybko skojarzyłby to uczucie "napełniana" mocą...
Metztli zauważyła co innego. Ciszę... Ciszę przepełniającą to miejsce. Nie było słychać leśnych zwierząt, ptaków ani nawet szumu liści mimo, że wyraźny wiaterek muskał wasze twarze. Dziwne prawda?

Gordian z kolei ruszył w las z nieco większym opóźnieniem gdyż poświęcił chwilę na uzupełniającą moc medytację. Skupiony wpatrywał się w błękit nieba otwierając wszystkie wewnętrzne źródła mocy. Nie wiedział czy magia przyda się na cokolwiek, wolał być jednak przygotowany na ewentualną walkę z ciemnymi mocami. Po kilkunastu minutach otrząsnął się z zadumy i podpierając się kosturem bezszelestnie wyruszył w las.

Dragosani:
Flamel zatrzymał się na skraju leju. Cóż, takie ukształtowanie terenu było tutaj co najmniej nietypowe. Do tego dochodziło mrowienie, które bądź co bądź, było osobliwe. I całkowicie niepasujące do tej okolicy. Zeleris przyjrzał się lejowi. Chciał zejść na dół, ale miał złe przeczucia. Postanowił wstrzymać się na razie przed używaniem magii.
- Poczekaj tutaj. - powiedział do kobiety. - Zejdę tam. Jakby coś się działo, daj znać. - dodał i ruszył ku łagodniejszemu zboczu. by zejść na dół. Asekurował się przy tym kosturem, tak aby nie wywalić się. 

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej