Tereny Valfden > Dział Wypraw
Nocne zmory ziem larkoskich
Gordian Morii:
--- Cytat: Gordian w 17 Luty 2011, 19:59:21 ---Pewno to baby dziecka starachajom coby po kurhanach nie łaziły.
--- Koniec cytatu ---
:*
-Tak Zelerisie dowiedziałem się co nie co od sołtysa. Po przeciwnej stronie wioski znajduje się zagajnik. O tam widać drzewa. - rzekł wskazując n pokryte listowiem korony buków i grabów.
-Za tym zagajnikiem w niewielkim jarze usypanych jest kilka kurhanów. Nikt z tu żyjących nie wie, kto je usypał i dla kogo lecz z tego co opowiadał sołtys wnioskuję, że jest to dzieło elfów leśnych, które od dawna zamieszkiwały zalesione części wyspy. Oczywiście nie mam żadnych dowodów na poparcie mojej tezy, czyste skojarzenie.
-Krążą legendy o duchach, które zamieszkują te kurhany, toteż ludzie rzadko się tam zapuszczają. Kilka lat temu nieżyjący już zielarz szukając składników do mikstur ujrzał małą dziewczynkę spacerującą po szczycie kurhanu. Zaczął ją wołać by zeszła do niego, lecz ta odwróciła się w drugą stronę i zbiegła w dół znikając starcowi z oczy. Zielarz próbował ją odnaleźć lecz nie był na tyle szybki by ujrzeć dokąd pobiegła, toteż wrócił do wioski i wysłał w tamto miejsce grupę mężczyzn, którzy mieli znaleźć dziecko. Nie wiem czy to strach czy jakieś omamy ale ludzie mówili, że słyszeli śmiech kilkuletniej dziewczynki przy kilku usypiskach niestety dziecka nie znaleźli. Kilka tygodni później umarł zielarz. Wychodząc z domu zachwiał się i upadł. Bez żadnych objawów. Być może jego serce stanęło ze starości. Tego nie wiem ale tutejsi wzięli to za zły omen i postanowili już nie chadzać bez potrzeby w okolice kurhanów. Mijały spokojne lata urodzajów i nieurodzajów aż do ubiegłej Hemis, gdy zaczęto słyszeć wycie upadłych. Nikt nie widział duchów ani zjaw ale kilka osób podobno słyszało to upiorne wycie w jasne księżycowe noce. Na wioskę padł cień strachu i teraz nikt nie rusza się poza obręb domu gdy słońce znika za horyzontem. Naszym zadaniem jest wyjaśnienie tej sprawy i jeśli się da usunięcie niebezpieczeństwa. Macie jakieś pomysły?
Dragosani:
- Wszystko to może być jedynie wymysłami i zbiegami okoliczności. Powszechnie wiadomo, że wiejski lud jest zabobonny. - odpowiedział Flamel. - Nawet mnie dawno temu uznano za "pomiot ciemności", tylko dlatego że matka moja była, jak to określali, wiedźma i urodziłem się w Hemis. Do tego potem doszło podpalenie domu, ale to inna historia... - dodał. Na chwile zamilkł.
- Wydaje mi się, że dobrze byłoby poczekać do zmroku. W końcu to wtedy rzekomo to coś się pokazuje. Więc największa szansa na napotkanie tego jest właśnie nocą. Sugeruje wtedy przejść się na te owiane tajemnica kurhany i zbadać sprawę. - powiedział.
Gordian Morii:
-Dobry pomysł, lecz ja nie czekałbym do wieczora. Wszak nie musimy siedzieć tylko przy tych kurhanach. Można rozejrzeć się dalej i później spotkać się przy wspomnianych grobowcach. Zelerisie weźmiesz ze sobą Metztli i ruszycie w las. Ja pójdę w drugą stronę starając się obejść te kurhany. Jeżeli spotka was coś niezwykłego lub natraficie na jakieś niebezpieczeństwo wystrzel w niebo ognistą strzałę. To będzie dla mnie sygnał, aby przyjść z pomocą.
Dragosani:
- Dobrze, Mistrzu. - odpowiedział Flamel. - Cóż, wystrzelenie ognistej strzały, może i nie jest zbyt pewnym sposobem, ale innego chyba nie ma. - stwierdził. - W takich przypadkach przydałaby się jakaś komunikacja na odległość za pomocą myśli, albo coś w tym guście... Ale jakoś nie słyszałem o tego typu magii. - dodał.
- Ale nie traćmy czasu. Chodź, Metztli. I powodzenia, Mistrzu. - rzekł i ruszył we wskazanym kierunku. Prosto do lasu.
Metztli:
- Mówiłam, że powinniśmy pogadać z dziećmi, najlepiej starszymi. Oni mogą się kręcić przy kurhanach. Jak byłam młodsza też chodziłam nocą na cmentarz aby pokazać innym jaka to odważna potrafię być... No ale cóż, pospacerujmy po lesie może tu coś znajdziemy - powiedziała, idąc obok Zelerisa. Jednak po chwili lekko się oddaliła, zauważywszy krzaczek malin. Zebrała kilka słodkich owoców - Chcesz kilka? Leśne są najlepsze, najsłodsze. U nas podobno kiedyś coś straszyło, w starym dworze. Ale byłam za mała aby tam iść, a jak już podrosłam to dwór zburzono i ziemię poświęcono. Ale nigdy nie dowiedziałam się o co chodziło, bo w sumie o tym zapomniałam. Moja niania napewno by wiedziała... - stwierdziła Metz i znów oddaliła się do krzaka malin.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej