Tereny Valfden > Dział Wypraw

Młoty i kilofy

<< < (20/33) > >>

Gordian Morii:
-Trochę magii leczniczej i na prawdę nic nie czuć.- rzucił elf z ukosa spoglądając na podróżujących, z którymi miał okazję przebywać przez ostatnie kilka dni. Do kopalni był jeszcze kawałek. Przynajmniej 5 km gdyż nie było widać żadnych śladów obecności górników, mimo, że ścieżka już od kilku godzin sukcesywnie zaczęła piąć się w górę. Las przez który jechali zaczął powoli przekształcać się w sosnowy bór, a więc i klimat zmienił się dosyć diametralnie. Odczuwać można było porywy zimnego wiatru wiejącego od pokrytych jeszcze lodami i śniegiem górskich szczytów i dolin.
Uwagę podróżujących jak i ich wierzchowców zwróciły dziwne hałasy dobiegające z obu stron ścieżki. Gęste drzewa utrudniały wypatrzenie co dokładnie je wydawało gdy nagle zza wielkiego głazu w stronę jadącego na przodzie Gordiana poleciał ognisty pocisk. Elf instynktownie zasłonił się ręką i teleportował razem z wierzchowcem poza zasięg ognistego podmuchu. -Uwaga, sposobić się do walki!- krzyknął gdy z ukrytej wśród poszycia pieczary wygramolił się drugi potwór.



2x Tarlesst
Potwór kategorii: sam go nie ubijesz;p
Ps. nie napisałem, że jesteśmy przy kopalni a w okolicach, zobacz na mapkę gdzie zaczynała się druga część czerwonego szlaku. Czytać ze zrozumieniem.

Eric:
- Wiedziałem, kurwa, wiedziałem. - uśmiechnął się Diomedes - Interpretację Twojej wypowiedzi zostawię Tobie, sam nie mam zamiaru robić z siebie niejakiego idioty... - prychnął znacząco. Ujrzał dwie poczwary, wyglądające jak skarłowaciałe wersje smoków.
- Jasna cholera! - zaklął dobywając miecza. Zeskoczył z konia i przyjął waleczną postawę, uginając nogi w kolanach i unosząc miecz na wysokość klatki piersiowej.
- Ma ktoś pomysł jak to cholerstwo ubić? - zapytał nie odrywając wzroku od dwóch poczwar. Warknął głośno na jedną z nich, prowokując do ataku - Proponuję to coś otoczyć i użyć taktyki 'w kupie siła' - uśmiechnął się nieznacznie.

Patty:
Dobyłam miecza, jednocześnie ściągając z pleców tarczę. Jako, iż siedziałam na koniu postanowiłam wykorzystać jego impet. Spięłam zwierzę, popędzając go do ostrego galopu. Nakierowałam wierzchowca na jednego z Tarlesstów. W biegu uniosłam broń i w ostatniej chwili rąbnęłam przez bok stwora, pamiętając, że głowa pokryta jest wytrzymałą, twardą łuską. Nie oglądając się na efekt uderzenia odjechałam kawałek, by nie narazić się na atak potwora.
- No i na cholerę z konia złazisz?! - Wrzasnęłam do Diomedesa.

Eric:
- ÂŻeby się kurwa głupi pytał! A brzuszysko to może masz zamiar w locie przeciąć?! - powiedział chwytając różdżkę.
- IHIGI! - krzyknął celując w potwora. Piorun kulisty pomknął prosto w łapę jednej z poczwar.

Dragosani:
- Na drgającą brew Iska! - zaklął Zeleris i odjechał nieco koniem. Następnie zeskoczył z niego. Pieszo może i był wolniejszy, lecz z pewnością nieco zwrotniejszy. I teleportacja mniej męczyła. Chwycił za kostur, by wspomóc nim magię. Spojrzał na bestie, oceniając ich siły. Wyglądały paskudnie i dość niebezpiecznie. Walka bez wątpienia nie będzie należała do prostych. Mag nie czekając aż poczwary znów zioną ogniem pobrał moc i zaczął inwokować zaklęcie. Miał nadzieję że nikt nie wlezie w linie "ognia".
- Iaishosh Huushar, Ipush Grish Izqiysh. - wymamrotał. Poczuł przy tym coś dziwnego. Moc zaklęcia była większa, niż ta która pobrał. Kostur musiał działać. Istotnie tak się działo. Kryształ kostura zalśnił błękitnym blaskiem i wytworzył kulę elektryczności. Flamel nie czekając posłał ją w kierunku jednej z bestii.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej