Tereny Valfden > Dział Wypraw
Młoty i kilofy
Eric:
- W kwestii miecza Ty możesz zwracać się do mnie per Wasza Wysokość, Flamelu - uśmiechnął się podle Diomedes, poklepując rękojeść - Cóż... Miałem okazję ujrzeć Ciebie w akcji. Później zaś ujrzałem umiejętności Gordiana. Jakby to określić... Niesamowita przepaść? - kontynuował nie przestając się uśmiechać - Nie bądź nazbyt pewny siebie, Zelerisie. To może okazać się zgubne.
Hagmar:
-Ekhm, sie nie pobijcie.
Lees:
- Nie, chociaż jestem zdania, że lepiej być człowiekiem...hmm...elastycznym. Tak jest łatwiej i... przyjemniej.
Gordian Morii:
-Skoro się zgłaszasz. Proszę bardzo Patty, możesz prowadzić.- rzekł elf nie zwracając uwagi na słowa Aragorna. Sam zwolnił trochę by przepuścić dziewczynę i zrównał się z wspomnianym Aragornem.
-Czy jest coś o czym nie wiem Aragornie?- zapytał zerkając na barona -Czemuż to tak buntujesz się by to właśnie Patty dowodziła kolumnom? Widziałem ją w boju i wiem, że to nie jest panienka jakich pełno po mieście, które to widząc mysz czy większego pająka uciekają z piskiem wyrzucając z rąk wszystko to co mają w tym czasie w rękach. Nawet jeśli byłoby to bezcenne jajo smoka... Aż tak wasze bractwo jest nietolerancyjne?
//:Ufam, że te kłótnie to są tylko tikiem, by klimat był fajniejszy. Jeśli zamierzacie na prawdę spierać się i drzeć z sobą koty to jest dobry moment by zawrócić i pozostać w mieście. Jak ktoś będzie psuł mi krew na zadaniu teleportuję się z nim do miasta i wrócę sam.. Ostrzegam.
Hagmar:
-Jest tolerancyjne...ale wszystko ma swoje granice. Zwłaszcza po ostatnim bankiecie.
//Kosturem po łbie Gordiu i spokój. Albo karcer.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej