Tereny Valfden > Dział Wypraw
Młoty i kilofy
Dragosani:
Mag szczerzył się dalej. Wsiadł na konie, który stał obok wierzchowca wybranego przez Diomedesa.
- Gordian zrobił bardzo dobrze. - odparł. - Magia nie jest dla każdego. Wybrałeś swoją drogę, wstępując do Bractwa. A nic nie chadza dwiema drogami jednocześnie. - dodał tonem mędrca.
Hagmar:
-Chyba żartujesz dziewczyno...Prędzej powierzyłbym kolumnę stajennemu. Wybacz Gordianie, nic nie poradze że...no ona wie o co chodzi.
Eric:
- Nie udawaj - zaśmiał się Diomedes - ÂŻe nie chciał byś zgłębiać nauk z takim kompanem jak ja! Cóż... Wielka szkoda. Ale jeśli taka jest wola Gordiana, to nie będę się niepotrzebnie buntował. A co u Ciebie, Flamelu? - zapytał, gdyż tak nakazywała grzeczność. Złośliwy uśmiech maga działał mu na nerwy, jednakże starał się to ukrywać pod swoim własnym.
Anette Du'Monteau:
-Tak mnie wychowani Leesie. Komandor ma rację. A widzisz w tym jakiś problem?
Dragosani:
- Nauk magicznych nie zgłębia się w "towarzystwie kompanów". To proces zbyt złożony i wymagający, by mógł być przeprowadzany w grupach. Noo... może zajęcia teoretyczne i prostsze ćwiczenia mogą. Ale i tu raczej byśmy nie byli w jednej grupie, że tak powiem. Ty zaczynałbyś bowiem od podstaw, jako nowicjusz. Ja zaś jestem pełnoprawnym magiem. - uśmiechnął się podle. - Innymi słowy, jeszcze trzy zaklęcia z Lindangol i będziesz mógł mówić do mnie "Mistrzu". - dodał.
- A u mnie... trochę się zmieniło. Zostałem ostatnio awansowany na maga, jak wspominałem. Poza tym do mego domu w Gildii wprowadziła się Savara. Takie coś potrafi sporo zmienić.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej