Tereny Valfden > Dział Wypraw

Młoty i kilofy

<< < (27/33) > >>

Lees:
Ciemno, cicho i spokojnie. Lees pomyślał, że podobnie jest w trumnie więc nie czuł się najswobodniej w mrocznych tunelach. Brak światła ,w przeciwieństwo do wampirów ,nie dawał mu przewagi, ba, nawet powodował zmniejszenie jego szans na zwycięstwo z potencjalnym przeciwnikiem. Lecz był poszukiwaczem przygód, a oni nigdy łatwo nie wpadali w panikę. Po prostu trzeba zachować spokój. Narwańcy długo nie pożyją. Mam nadzieję, że wyjdę stąd w jednym kawałku. Jeśli nie to trudno. ÂŻycie awanturnika wiążę się z ryzykiem. A on kochał ryzyko. Czuł wtedy, że naprawdę żyję. W tym momencie przerwał rozmyślania i skupił się na misji, która z pozoru prosta, łatwa i przyjemna prawdopodobnie przerodzi się w coś co zakończy się krwawą rzeźnią. Miał tylko nadzieję, że to ich przeciwnicy będą zmasakrowani.

Gordian Morii:


Przejście przez krasnoludzkie miasto nie zajęło nam dużo czasu więc po kilku minutach opuściliśmy je stając na skraju bezdennej przepaści, którą przecinała jedynie kręta ścieżka mostu wiodącego do naszego celu.
-Jest stabilny, sprawdzaliśmy.- rzekł elf do idących za nim i wszedł na kamienny most.
-Chcieliśmy sprawdzić co jest tam na dnie, ale upuszczony stąd kamień ponad godzinę leciał w dół nim usłyszeliśmy odgłos odbicia od posadzki. Więc możecie sobie wyobrazić jak tam jest głęboko.- mówił swobodnie krocząc ścieżką.
Po drugiej stronie rozpadliny znajdowała się niewielka półka skalna i ściana, jak zdawało się na pierwszy rzut oka.
-Spójrzcie na to.- rzekł elf i dotknął ręką ściany. Po kamiennych filarach przebiegła jakby smużka energii i chwilę później odrzwia rozjarzyły się złotym blaskiem. Ukazując się w całej okazałości.
Drzwi miały dobre 25 metrów wysokości i jakieś 7 szerokości. Składały się z dwóch wielkich skrzydeł osadzonych na niewidocznych zawiasach. Po lewej stronie złotym blaskiem zajaśniała wielka misa będąca zapewne pochodnią oświetlającą przed laty to miejsce. Z prawej ukazały się mniejsze drzwi i stojący wyżej posąg wojownika.
-Teraz chwila prawdy, jeśli ten młot nie jest kluczem, nasza wyprawa okaże się bezcelowa. Poczekajcie tutaj.- powiedział Gordian i ruszył w kierunku małych drzwi, za którymi znajdowały się kręte schody wiodące w górę.

Hagmar:
-Robi wrażenie co nie? Ostatni raz widziałem krasnoludzkie miasto dość dawno temu...

Dragosani:
- Ano. - potwierdził mag, podchodząc do Aragorna. Od dłuższego czasu milczał, pogrążony w rozważaniach nad sensem życia. Kryształ na jego kosturze lśnił błękitnym blaskiem, podobnym do tego, którym emanował kostur Gordiana.


// Wybaczcie że nie pisałem nic, wiem ze to was zasmuciło. W szczególności Diomedesa. Musiałem jednak odeprzeć metaforyczną inwazje zombie.

Gordian Morii:
Gordian wszedł po schodach oświetlając sobie drogę kosturem. Klatka schodowa była bardzo niska, co było zrozumiałe gdyż wykonały ją krasnoludy, a rasa ta do wielkoludów nie należy. Na końcu schodów czekały misternie wykonane drzwi, które mimo wielu lat otworzyły się gdy tylko ręka elfa dotknęła klamki. Gordian znalazł się tuż obok posągu. Figura przedstawiała wojownika w pełnym rynsztunku, głową zabezpieczoną rogatym hełmem i skierowanym w dół mieczem dzierżonym w prawej ręce. Lewa dłoń była pusta, co cieszyło elfa,który wyciągnął trzymany w torbie młot i umieścił go w wolnym miejscu. Gdy kręcił młot w pewnym momencie usłyszał trzask i puścił broń. Gdzieś w oddali dało się słyszeć mechanizmy i zapadki głucho stukające po tylu tysiącach lat zastoju. Gordian teleportował się przed drzwi, które powoli zaczęły się otwierać. Za drzwiami słychać było jakieś dziwne poruszenie, które zasłaniał wszędobylski kurz i pył.
Gdy wszystko opadło przed podróżnymi stał oddział uzbrojonych po zęby krasnoludzkich wojowników.
Na czele stał łysy rudobrody jegomość z wielkim oburęcznym młotem bojowym, który wzbudzał prawdziwy respekt.

Obróciwszy głowę elf dał znak stojącym za nim by się nie lękali i ruszył wolnym krokiem w kierunku zbrojnych.
-Witajcie. Jestem Gordian z rodu Livrith, hrabia Larkos i Wielki Mistrz Gildii Magów na wyspie Valfden. Razem z moimi towarzyszami przybywamy z rozkazu króla Isentora przywódcy i pana wyspy.- rzekł kłaniając się.
Krasnoludy nie odpowiedziały nic, stojący na czele zmierzył tylko elfa wzrokiem i szepnął coś do stojącego obok, wyraźnie starszego krasnoluda. Gordian stał wsparty na kosturze przyglądając się krasnoludom gdy nagle rudobrody ruszył w jego stronę. Elf nie mógł stwierdzić czy zamiary krasnoluda są przyjazne czy nie więc przygotował się do ewentualnej walki. Krasnolud jednak stanął cztery metry od elfa i rzekł
- Witajcie hrabio. Jam jest Aggronor syn Buffina, władca podziemnego miasta Ekkerund, przed wiekami ukrytego przed inwazją wampirów i wilkołaków.
-Przybywamy to jako ekspedycja badawcza, starająca się dowiedzieć co znajdować się mogło za tymi wrotami, które odkryliśmy kilka lat temu gdy trzęsienie ziemi nawiedziło wyspę. Teraz gdy odkryliśmy, że istnieje tu państwo krasnoludzkiej rasy chcielibyśmy zaproponować wam zakończenie izolacji i nawiązanie stosunków polityczno gospodarczych z naszym państwem.- rzekł elf
-Porozmawiamy o tym później. Zapraszam was do Ekkerund.- rzekł krasnolud i odwracając się ruszył w stronę zbrojnych, którzy teraz przestali wyglądać aż tak strasznie jak miało to miejsce chwilę wcześniej.
-Niebezpieczeństwo walki zażegnane idziemy.- szepnął w kierunku swoich elf i ruszył za Aggronorem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej